"Chłopaki nie płaczą?"
by
"Żałosne, pani kochana, żałosne" - takowe zdanie usłyszałem pewnego dnia w autobusie.
Mniejsza z tym kto je wypowiedział; ważniejsze, pod czyim były skierowane adresem. Otóż dotyczyły one pewnego człowieka, siedzącego na przystanku. Mężczyzny. Miał koło trzydziestu pięciu lat, był brunetem. Pamiętam, że oczy miał spuszczone, szkliste. Płakał.
W naszej kulturze utarło się, że płakać może jedynie kobieta. Mężczyźnie zaś, coś takiego nie przystoi. Łzy bowiem oznaczają słabość i bezsiłę - a słaba może być jedynie słaba płeć. "Mężczyzna zaś nie może być babą, bo jest mężczyzną" jak mawia mój nauczyciel PO. Płacz mężczyzny wielu uznaje właśnie za żałosny - uważa się bowiem, że jest to przyznanie się do porażki. A mężczyźnie przegrywać nie przystoi. A jeśli już to po męsku - zero łez. Moc agresji.
Facetowi nie wolno też się wzruszać. Nie wolno mu płakać na komediach romantycznych, na melodramatach, na "Pianiście". Mężczyzna ma być twardy, a nie uczuciowy. Jeśli płacze, widomy to znak, że może jest miętki. Dlatego też mężczyzna na wszelkie sposoby stara się nie wzruszyć. Nie chce okazać własnej słabości.
A ja płaczę. Płaczę ze szczęścia i z rozpaczy, a nade wszystko ze wzruszenia. I, powiem Wam szczerze, zupełnie się tego nie wstydzę. Płacz bowiem, to nie jest wyraz bezsiły. Dla mnie płacz to działanie, tak dobre, jak każde inne. Ja płaczem działam, płaczem odreagowuję. Płacz pomaga - wypłukuje ze mnie agresję, złość, przesadne emocje. Uspokaja. Nie zastępuje rozwiązywania problemów. Ale pozwala rozwiązywać je w spokoju, bez emocji.
Ale, jak już napisałem, płaczę przede wszystkim ze wzruszenia. Cóż mam zrobić: jestem nadwrażliwcem. Patos, których innych nudzi; bohaterstwo, których innych śmieszy - mnie te rzeczy doprowadzają do uroczystego ryczenia w poduszkę. Dlatego nie potrafię spokojnie czytać "Silmarillionu": wyobraźcie sobie umorusanego błotem i krwią Hurina, który walczy z orkami. Wie, że jest osamotniony, że przyjdzie mu polegnąć - lub co gorsza trafić do niewoli - ale i tak podnosi miecz i krzyczy: "Aurë entuluva! Nadejdzie jeszcze dzień!". Ja w tym momencie płaczę jak bóbr...
Nie powiem, wyśmiewany z tego powodu byłem nie jeden raz. Najczęściej płakałem w kinie: "Ogniem i Mieczem", Władca Pierścieni", "Pianista" (płakałem tyle, że aż dziw, że mi spojówki się nie zasuszyły :), ostatnio "11'09''01". Wówczas słyszałem najczęściej drwiące : stało ci się coś chłopczyku...?
Stało, stało. Urodziłem się wrażliwy. Kiedy patrzę, to widzę. Czuję dużo. Często za dużo.
Mogę okazać to co czuję. Mam do tego święte prawo. I Ty też, drogi Czytelniku:
Masz prawo do dobrej zabawy
Do najbardziej ciężkostrawnych myśli nawet
Masz prawo mieć prawo
Masz prawo płakać
Masz prawo się wstydzić
Dlatego, drogi Czytelniku, nie wstydź się wzruszać. Nie wstydź się Twoich łez. One dobrze o Tobie świadczą.
Wstydź się, jeśli nie potrafisz czuć.