BIAŁO-CZERWONY ART
-------------------------------biało mi--------------------------------
Siódmy dzień listopada to jeszcze trochę za wcześnie jak na pierwszy
śnieg. Ale własnie dzisiaj spadł, widzę go w tej chwili za oknem. Z
początku zaczęło tylko prószyć, myślałem że nie utrzyma się nawet
przez godzinę. Teraz też wprawdzie nie sypie, ale śniegu jest już na
tyle dużo, że będzie leżeć przynajmniej do wieczora.
Bardzo lubię śnieg. Ma w sobie coś magicznego - zaczyna padać i po
krótszym lub dłuzszym czasie wszystko staje się białe. Późną jesienią,
gdy na polu plucha, siedzimy i wspominamy: "Jeszcze niedawno było cie-
pło, a teraz tak paskudnie mokro i szaro. Gdy spadnie śnieg, cieszymy
się, że owe deszczowe dni już minęły, a zima coraz bliżej.
A jeśli zima to i święta. Nie ma chyba rzeczy na tym świecie, którą
kochałbym bardziej niż Boże Narodzenie. To najpiekniejsze dni w roku.
Bezapelacyjnie. Czekam na nie przez cały rok, a od końca października
chyba każdego dnia przynajmniej raz myśl o nich przewinie się przez
mój mózg. Wczoraj pierwszy raz w tym roku widziałem w telewizji rekla-
mę Coca-Coli, tę w której przez jakąś miejscowość przejeżdża ciąg cię-
żarówek a w tle słychać, że "coraz bliżej święta". Coca-Coli nie lubię,
to jeden z symboli komerchy i pop-kultury. Ale gdy widzę tę reklamę,
ów fakt jakoś mi nie przeszkadza, gapię się w ekran jak zaczarowany.
Dlaczego? Właśnie z powodu tego wyśpiewywanego "coraz bliżej święta".
Trochę się rozmarzyłem, do Bożego Narodzenia mimo wszystko jeszcze
prawie dwa miesiące. Jednak nic mi nie broni cieszyć się białym śnie-
giem i wspaniałą świadomością że najcudowniejszy czas w roku zbliża się
wielkimi krokami.
---------------------------- czerwono mi-------------------------------
Siódmy dzień listopada to pewna rocznica. Jeszcze kilkanaście lat temu
obchodziło się go uroczyście, szkoły organizowały akademie, a ulicami
głównych miast krajów Europy Środkowej i Wschodniej maszerowały czer-
wone pochody. Chodzi o rocznicę rewolucji październikowej (dlatego że
według ówczesnego kalendarza rosyjskiego były tam wtedy ostatnie dni
października jakby kto nie wiedział). Kiedy komunizm upadł, miałem
siedem lat i nie były mi wtedy w głowie żadne rewolucje. Dopiero gdy
trochę podrosłem, zainteresowałem się tym ustrojem i ZSRR. Dziś mam na
tym punkcie niezłego świra i kiedy przychodzi jakaś rocznica, mam w
domu święto. Odsłuchuję hymnu ZSRR, gram Międzynarodówkę, na pulpicie
komputera umieszczam stosowne tło. Jeśi ktoś w tym momencie zaczął za-
stanawiać się nad stanem mojego zdrowia psychicznego, pragnę go uspo-
koić. Wiem ze komunizm był gorszy od nazizmu, wiem że wymordował setki
milionów ludzi i zbiera swoje żniwo dalej, nie jestem komunistą. Za-
pytacie więc dlaczego tak się zachowuję. Odpowiem - a dlaczego nie?
Co w tym złego? Niedawno jeden z wykładowców na moich studiach powie-
dział: "Gdyby ktoś był całkiem normalny, dopiero wtedy byłby nienor-
malny". Lubię mieć odjechane pomysły, często się wygłupiam, nie traktu-
ję się na 100% poważnie. Co mi szkodzi pośmiać się w oryginalny spo-
sób, w dodatku mający coś wspólnego z moją pasją? Przecież to wszyst-
ko żarty. Dlatego co roku siódmego listopada przeobrażam się w bolsze-
wickiego aktywistę, wpinam w klapę znaczek "Oktiabr" a na głowę wkładam
czapke leninówkę. I mam z tego pyszną zabawę.
-----------------------------------------------------------------------
"I po co ten facet to pisał? Co śnieg ma wspólnego z jego zwariowaną
pasją?" Pisałem, bo chciałem wam przekazać coś w moim odczuciu ważnego.
Cieszcie się z każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy, ze słońca albo ze
śniegu za oknem, z dobrego posiłku, każdego dnia znajdźcie sobie coś,
do czego będziecie mogli się uśmiechnąć, tak jak ja dzisiaj cieszę się
śniegiem i rocznicą rewolucji. Jeśli ktoś ma odrobinę poczucia humoru
i wyobraźni, jest w stanie sobie znaleźć coś takiego. Ponury nawet nie
wie ile traci.
Donald
7-11-2002 (Rocznica Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej)