ALKOHOL DLA KAŻDEGO, CZYLI PRECZ Z MONOPOLEM

Po raz pierwszy zabieram głos na łamach AM. Już od dawna dręczyła mnie pewna myśl, którą dzisiaj postanowiłem podzielić się z ogółem. Zasadniczo dotyczy ona tylko jednej sprawy, choć równie dobrze można by ją odnieść do wielu innych rzeczy.
No dobra, a więc przechodząc do sedna sprawy chodzi mi o zakaz produkcji napojów wysokoprocentowych przez prywatnych obywateli, czyli najprościej mówiąc: o zakaz pędzenia bimbru.
Oczywiście mowa tu o produkcji wyłącznie na potrzeby własne (spożycie). No bo niby, dlaczego nie można tego robić?! W czym to może komuś przeszkadzać? Najwidoczniej jednak komuś może, a chodzi tu ni mniej ni więcej jak o wszechwładny monopol spirytusowy. I to jest ewidentne naruszenie prawa człowieka o swobodzie podejmowania decyzji. Prześledźmy, więc całą rzecz, aby udowodnić, że w całym procesie nie ma nic sprzecznego ze zdrowo rozumianym prawem.
Kupujemy potrzebne składniki (cukier, drożdże, aparatura). Później przystępujemy do procesu technologicznego, którego końcowym efektem jest jakże cieszący duszę specyfik. I to nie tylko jego działanie powoduje stan euforii, ale również to, że możemy wtedy poczuć się jak jakiś genialny uczony - chemik, który odkrywa najskrytsze tajniki natury. Warto może jeszcze nadmienić, że z 2 kg cukru otrzymamy ok. 1l 60% alkoholu. Zależy to oczywiście od całej technologii produkcji, oraz inwencji producenta. Zapewniam, że otrzymany alkohol jest równie bezpieczny dla zdrowia jak markowe wódki z górnych półek sklepowych po 100 zł i więcej za butelkę. Ostatnim etapem jest oczywiście konsumpcja w gronie rodziny i przyjaciół. A jeżeli już mowa o kupowaniu wódki w sklepie to nigdy nie można być pewnym, co się kupiło. Ładna etykieta, prawdziwa banderola a w środku podróbka wątpliwej jakości. Nie ma to jak spożywać coś, co samemu się zrobiło.
Więc może ktoś mi wytłumaczy, co w tym wszystkim jest złego, że jest to surowo zabronione prawem. Wiadomo chodzi o pieniądze. Ale mnie tak prawdę mówiąc gówno obchodzi to, że przez takie działanie na straty jest narażony monopol państwowy.

Pragnę tutaj zaznaczyć, że sam bimbru nie pędzę, mój ojciec pędził go w czasie stanu wojennego, kiedy wódka była na kartki. Natomiast kilku moich znajomych do dziś uprawia ten proceder i stąd mogę empirycznie stwierdzić jakość alkoholu. To prawda, że efekty smakowe są różne dla różnych uciągów, ale moim skromnym zdaniem jest to związane z różną jakością buraków dostarczanych do cukrowni. Ma się, zatem wrażenie jakby za każdym razem piło się alkohol różnej marki, ale za to zawsze na stałym wysokim poziomie.

Jeśli się nie mylę to również produkcja papierosów objęta jest monopolem państwowym. Jednak w tym przypadku sprawa przedstawia się trochę inaczej. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wyhodować sobie w ogródku kilka badyli tytoniu, a następnie robić i palić skręty.

Obecnie i tak sytuacja przedstawia się znacznie lepiej niż kilkanaście lat temu. Teraz przynajmniej dozwolona jest produkcja win owocowych na własny użytek. Sam mam duży ogród i co roku z owoców tam rosnących robię ok. 200 l wina.

Na pocieszenie dodam tylko, że jeśli ktoś naprawdę chce to bez większych problemów sam sporządzi sobie ten specyfik. Mnie jedynie chodzi o legalizację całej rzeczy.

Napisał Liroj - spożycie w okolicach średniej krajowej.
darkliroj@wp.pl

Ps. Przy pisaniu tego arta popijałem winko swojskiej roboty.