Witam wszystkich, nawet tych ktorzy nie zgadzaja sie z moim zdaniem, chyba tych wlasnie najbardziej.
Siedze sobie i czytam AM i wiecie co mi sie nasuwa na mysl?? Cokolwiek
bym nie napisal i tak cos co napisze nie spodoba sie wielu osobom i one
wlasnie cos napisza, zeby skwitowac moje bledy w postrzeganiu spraw, ktore
opisuje. Kazdy czlowiek jest wyjatkowy, kazdy przez to co go spotka w zyciu
staje sie osobowoscia jedyna w swoim rodzaju. To ze bylem kim bylem i robilem
wiele rzeczy, ktore dzisiaj z perspektywy czasu wydaja mi sie nie fair
w stosunku do innych i przedewszystkim do siebie, moge zawdzieczac tylko
sobie. Wiele spraw w moim zyciu potoczylo sie zbyt spontanicznie, gdyz
kiedys wierzylem, ze "spontan jest the best". Pierw robilem, potem obliczalem
bilans zyskow i strat. Kazdego szanuje za to, ze ma swoje zdanie, ktore
czesto koliduje z moim, ale nic nie poradze... LEPIEJ, ZE KTOS MA SWOJE
ODREBNE OD MOJEGO ZDANIE, NIZ KRACZE TAK JAK INNE WRONY. Nie pozwole tylko
na klasyfikowanie mezczyzn i kobiet. Nie pozwole takze na nietolerancje
rasową, wyznaniowa czy jakakolwiek.
Nie stac mnie na madre slowa, na wywody o tym, ze tylko ja mam racje, reszta
sie myli i bladzi w ciemnosciach glupoty, bo to nie prawda. Byl kiedys
taki moment, ze sam nie wiedzialem gdzie jest moje miejsce i czy to co
robie ma jakikolwiek sens. Sam jestem pelen sprzecznosci, slucham ostrej
muzyki niedwuznacznej w tresci, ale takze spokojnej stonowanej, z odleglych
lat. Nie martwie sie tym, ze ktos mnie wysmiewa, nazywajac pozerem. No
bo przeciez nosze czesto szerokie spodnie i mam kolczyki w uszach i w brwi,
a studiuje prawo i chodze w garniturach, gdy do tego zmusza mnie sytuacja.
Wiec nie jestem soba...
Moze nie jestem dla kogos, ale dla siebie
jestem, czuje sie dobrze w tym co robie
i co mam na sobie. Staram sie zyc w zgodzie
ze soba, by innym nie wadzic. Obchodzi mnie to co inni maja na moj temat
do powiedzenia. Tak jak dzisiaj przezylem niemila scesje ze znajoma, ktora
myslala, cytujac jej slowa "ze jestem twardy"... czy mezczyzna nie moze
plakac? Czy na mysl o rocznicy wypadku mojej siostry i mojej najlepszej,
idealnej (w moim zamysle) kobiety --(Kasiu pamietam o Tobie) nie moge uronic
ni jednej lzy? Czy to, ze mam kolczyki i tatuaze nie pozwala mi czytac
wierszy
i czesto zamyslac sie nad wieloma sprawami?
Czy to, ze kiedys bylem i wstyd mi... narkomanem, bedacym na dnie... powiedziec,
co sadze o narkotykach?? Jestem tylko czlowiekiem, popelniam bledy, ale
na nich wlasnie sie ucze. Ucze sie jak byc silnym i przezyc najtrudniejsze
chwile. Gdy kolega ze studiow zobaczyl moja liste w winampie, to powiedzial,
ze jestem jakis "nie teges", bo obok Linkin Park, Limp Bizkit, S.O.A.D.
mam piosenki Richarda Marxa, Nika Kershowa i Moj ulubioby Kawalek Tight
Tie "Wimboway". Ale ja sie tym nie przejmuje. Owszem, wazne jest to jak
inni mnie postrzegaja, ale na codzien liczy sie to, jak ja sie czuje w
swoim towazystwie. Mam swoje idealy, mimo ze wielu ludzi pali je na stosie...
Zyje w zgodzie ze soba i z normami, ktore obowiazuja... mimo, ze to drugie
jest nadzwyczaj trudne. Spotkalem sie z opinia, ze piosenka Linkin Park
"in the end" jest bez sensu... (pozdrawiam osobe, ktora to powiedziala
[Magda23] ). Dla Niej moze tak, dla mnie jest czyms wyjatkowym, z pewnych
osobistych powodow.
Boli mnie to, ze jestem niewolnikiem systemu, ze w pewnym momencie zycia
zalamalem sie, ze probowalem sie zabic, nie wstydze sie o tym pisac, bo
to mnie nauczylo patrzec inaczej na zycie. Moge rano, patrzac w lustro,
powiedziec "jestes kims, mimo wszystko ciagniesz to dalej, inni mysla,
ze na przekor innym, ja mysle ze dla siebie, zeby kozystac z tego daru
jakim jest zycie". Nie powiem, ze nie boje sie niczego, boje sie przyszlosci,
to co przyniesie ze soba, kolejnych zalaman, kolejnych zawodow, tego ze
ludzie ktorzy byli dla mnie przykladem odchodza, to jest smutne, ale konczac
swe zycie nie udowodnie nic, wybiore droge latwiejsza, odciecia sie od
problemow.
Uzalam sie nad soba? byc moze.... ale chce walczyc o swoja przyszlosc.
Wiem jedno. Gdy stane przed Bogiem (kimkolwiek on jest) bede mial podniesiana
glowe, bo bylem soba i walczylem o swoje idealy. Moje bledy stawaly sie
moim przymiotem, czyms co mnie uczylo jak stac sie kims lepszym. Nie myslac
tylko o sobie, nie raniac innych. Nie zwazajac na bluznierstwa pod moim
adresem. Chcialbym, by kazdy czlowiek zyl tak jak chce, ale to nie jest
realne, to utopia. Chcialbym dozyc dnia, w ktorym ktos, kto na mnie spojrzy,
nie zatrzyma sie na moim wygladzie, nie zaszufladkuje mnie w grupie meneli,
"zakolczykowanych debili, ktorym udalo sie dostac na studia".
Nie czuje sie silny w swojej wierze, czuje sie silny w swych przekonaniach.
Prosze tylko o jedno, o zrozumienie moich bledow zyciowych. Jestem tylko
czlowiekiem. Wiem, ze moze powiekszam swoje cierpienie, ale tylko mi i
Bogu to oceniac co przezylem. Uwielbiam zaszyc sie w miejscu, gdzie nikt
mnie nie widzi i porozmyslac, pomyslec o tym jak jest w tym "moim swiecie",
jak to sie bedzie toczyc
i czy jest sens.....
Wlasnie, jest sens?? JEST!!!! Jest sens,
by ciagnac to zycie, dla tych kilku chwil ktore placza sie miedzy setkami
niepowodzen i zawiedzen...
Postaraj sie drogi czytelniku dostrzec glebie ludzkiego istnienia... to
ze ktos ma inne zdanie nie znaczy, ze jest nikim. Znaczy, ze chce cos przekazac.
Pusty krzyk, przeklenstwa, placz, rozpacz, szczescie? Osadzone na innych
biegunach ludzkie odczucia. Liczy sie nie tylko to co sadzisz, liczy sie
to co dobre dla Ciebie,
a nie zawsze wiesz co to jest, czesto
niszczysz samego siebie. Nie uwazam sie za Mesjasza, chcialbym by kazdy
z kazdym zyl w zgodzie, ale sam niszcze to odczucie swoimi pogladami. Trudno
mnie zrozumiec, sam siebie czesto nie rozumiem,
ale mam ten plus ze STARAM SIE! Wiele
jest we mnie skrajnosci i wiele niedokonczonych spraw. Nie jestem grzecznym
chlopcem, nie udaje chrzescnijanina wzorowego, nie wierze w Boga chrzescijanskiego,
ale go nie neguje. Ktos, kto ma swoje przekonania niech je ma, jest kims
kto zyje dla tych przekonan i niech pod byle argumentem nie zmienia swojego
zycia. A jesli kogo zdanie "jest jedna rzecz, dla ktorej warto zyc - HIP
HOP i nie zmieni sie nic" [Peja] denerwuje, trudno, dla mnie hip hop to
nie tylko szerokie spodnie, przeklenstwa itp. To cos, co jest rzeczywistoscia,
mowi o tym co jest, nie zwazaj na forme ale na tresc. Nie tylko Hip Hop
ale i Hardcore i romantyzm itp....
Wszystko co ma dla mnie sens jest dla mnie idealem. Jestem Komercjalizatorem
[bezsens zdanie:D], moze i jestem, ale czy tobie to wadzi, bo mi nie!!!!!
Nie moge kazdemu zrobic dobrze swoimi przekonaniami, nie bede krakal jak
inni, jestem soba a jesli komus nie pasuje, przykro mi. Swoje przezylem
w zyciu, uwierzcie mi, stracilem wiare w zycie, w sens zycia, ale nie poddalem
sie wiec .
*&^* mnie interesuje, co o tym ktos sadzi, moge dla was byc nikim,
wazne jest tylko to kim dla siebie jestem. Jestem skrajny? Jestem jak choragiewka
na wietrze? Dla was tak, dla mnie liczy sie to co w moim sercu i umysle.
Tak mi zal tego, ze odchodza osoby ktore kocham..... To, ze placze nie
jest dla mnie wstydem.
ZYCIE NIE JEST SPRAWIEDLIWE, ALE WALCZAC Z TA SPRAWIEDLIWOSCIA WALCZYSZ O SIEBIE! ! !
Pokaz, ze na cos cie stac, ze jestes kims, ze nie zawsze ma byc tak jak inni ci pokazuja. Badz soba, a oplaci sie, w przyszlosci. Walcz o wyksztalcenie, takie czasy, nic nie poradzisz.... Nie wierz narkotykom.
Z wyrazami szacunku,
Gr33n
PS: pozdrawiam Eryka, Mumina, Falke, i Miszcza [dla mnie jestes wielki kolo]
Sluchalem.. nie, nie Queen, mimo ze lubie
kawalki Frediego. Wiec sluchalem:
Sum 41, Papa roach [!!!!!!!], Linkin Park,
A-ha, Tigh Tie, Eminem, Atomic Kitten, Nik Kershaw