| ¦wiat³o. A mo¿e ¶wiate³ko? Niosê w sobie ¶wiat³o ¿ycia. Niosê je w sobie i w swym sercu. Powód do dalszej egzystencji na ¶wiecie pe³nym plugawo¶ci i entropii. Tli siê we mnie ten ma³y ognik... Rado¶ci? Optymizmu? Mi³o¶ci? Dobra? Szczê¶cia? Mo¿e czego¶ innego? Czego¶ dobrego i piêknego, tym piêknem, jakie istnieje tylko wewn±trz ka¿dego z ludzi. Ma je w sobie ka¿dy cz³owiek od najlepszego i najmilszego do najgorszego do menela i dziwki do narkomana i pijaczyny do z³odzieja i mordercy. Nawet ci przeklêci i wyklêci z spo³eczeñstwa mog± mieæ jeszcze ¿ar, który nale¿y odkryæ. Zobaczyæ. Zidentyfikowaæ. Rozpoznaæ. Poznaæ. Zrozumieæ. I wtedy ukarze siê prawda. To te¿ ludzie, ale jedynie tacy, którzy zb³±dzili. Zeszli z drogi. Odeszli. Ale jednak ludzie. Muszê to w nich ujrzeæ. NIKT nie mo¿e byæ do koñca z³y, chocia¿... Czy aby na pewno? Czy nie tkwi to w nas od pocz±tku? Od maleñko¶ci? Od dzieciñstwa? Cz³owiek nie rodzi siê z³y i zawsze ma w sobie trochê dobra. Dobra danego nam przy narodzinach z... No w³a¶nie sk±d? Z naszych genów? Z niebios? Z kosmosu przez obcych? Czy wa¿ne jest sk±d? Chyba nie. NIE! Na pewno nie jest wa¿ne sk±d mamy w sobie chêæ ¿ycia, dobro, mi³o¶æ. To naprawdê nie jest wa¿ne. To jedynie otoczka. Zas³ona. Przykrycie. Ubiór dla prawdy. Mam j± ja i maj± j± oni. Ci zniszczeni i dotkniêci rêk± rozk³adu. Oni nie s± ¼li, po prostu nie mieli tyle szczê¶cia, co ja i mi podobni. Nie mieli domu, mi³o¶ci od bliskich, ciep³a. Nie znaj± innego ¿ycia. Bez tego, co przeklête, niechciane i nienaturalne. Ich ¿ycie jest wype³nione tym, co nie powinno byæ obecne w ¿yciu ¿adnego z ludzi. Ale jest obecne, bo nikt nie poda³ im rêki, gdy byli u wrót piek³a. Ani nie otworzy³, gdy pukali do bram niebios. Nie odci±gn±³ od zag³ady. Nie nauczy³ ¿yæ inaczej. To nie oni s± winni, ale tacy jak ja. "Zwyczajni", "Normalni", "Prawid³owi". Jednak, dlaczego mamy nazywaæ siê "normalnymi", je¶li tworzymy takich jak oni? Obojêtno¶ci±. Chamstwem. Brakiem uczuæ. Z³± wol±. Z³ym s³owem. I tym wszystkim, co przesi±ka zachowanie tych ludzi, których mijam id±c codziennie z domu do szko³y i tych, których spotykam na miejscu. Ju¿ zachowuj±cych siê jak zombie pomimo braku pe³noletno¶ci. A jacy bêd± za lat trzydzie¶ci, gdy ¿ycie ich do¶wiadczy? Gdy poznaj±, co to ból, cierpienie, ciê¿ar ¿ycia? Gdy poznamy? My! Nie oni. Oni to próba ok³amywania samego siebie. To ja pomagam w tworzeniu ludzi-potworów. A ten, kto takich tworzy sam jest jednym z nich. Gorszym. Jeszcze potworniejszym monstrum. Poniewa¿ nie wystarczy mu w³asne cierpienie, ale musi je przelaæ na innych. Na obcych i nie winnych. Gdy¿ nie chce byæ sam w swym cierpieniu to wci±ga w nie innych, a najgorsze, ¿e sam pó¼niej ich krytykujê. ¯e s± przesi±kniêci z³em, brudem i syfem tego ¶wiata. Jednak, kto jest gorszy? My czy oni? Ci, którzy maj± ¶wiat³o, ale go nie szanuj±, czy ci, którzy pomimo ¿ycia w mroku pragn± ¶wiat³o¶ci. To chyba naturalne, ¿e oni chc± te¿ ¯YÆ. To w³a¶nie zboczone jest odrzucanie tego. Z powodu w³asnej pró¿no¶ci, lenistwa, albo czegokolwiek innego. Tak naprawdê jeste¶my tacy sami, albo nawet gorsi. I tak bêdzie chyba, ¿e co¶ zrobiê ja i zrobisz ty. To zale¿y tyko od nas samych. |