Dlaczego ludzie marzą o nieśmiertelności? A czy w ogóle marzą o niej? Pytanie, według mnie, powinno być sformułowane nieco inaczej. Może... Jeżeli ludzie marzą o nieśmiertelności, to dlaczego? Z tak postawionym pytaniem mogę zacząć pisanie.
Któż z nas nie chciałby wiedzieć, jak będzie wyglądał świat za kilkaset lat? Prawie wszyscy. Z pewnością znajdzie się niewielki procent ludności nie podzielającej tego zdania. Ale skupmy się na większości (w końcu mamy demokrację). Jaką to frajdę sprawiłoby patrzenie na zmieniającą się technikę. Zapewne przyleci do nas UFO i będziemy mogli się w końcu skontaktować z Obcymi. Tak. To jest pierwszy powód. Chęć poznania przyszłości i ludzka ciekawość.
Ale wiadomo, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. I tego człowiek się obawia - śmierć. Przychodzi tak nagle, tak niespodziewanie, że się tego obawiamy. Nie chcemy opuszczać bliskich. Ale co się stanie, kiedy to im oczy zasnuje mgła śmierci. O tym jakoś przy rozważaniach o nieśmiertelności nie myślimy. Kiedyś "przeżyjemy" swoją rodzinę i przyjaciół. Kto nam wtedy zostanie?
W każdej religii pojawia się pewien wątek nieśmiertelności. Według katolików dusza człowieka jest nieśmiertelna. Po śmierci trafia do nieba (lub piekła) i tam żyje wiecznie. Nie ma co, fajne perspektywy. Z kolei według niektórych innych wierzeń mamy kilka wcieleń, czyli po śmierci odradzamy się na nowo, tak jak feniks z popiołów. Z kolei w starożytności ludzie budowali przykładowo Cheopsowi (oby żył wiecznie) piramidę służącą mu za grobowiec. Tam składali wszelkie potrzebne do życia przedmioty i pozwalali mu opuścić ziemskie padoły. Może to ma zrekompensować poczucie naszej przemijalności?
Ludziom jednak nie wystarczy myśl, że kiedy przeniosą się do krainy wiecznych łowów (pozdrowienia, Indianie) to będą żyć bez końca. Może mamy zbyt słabą wiarę i chcemy być nieśmiertelnym tu i teraz. Czyżbyśmy nie wierzyli, że Bóg dotrzyma słowa? W tej kwestii przypominamy nieco pewnego niedowiarka o imieniu Tomasz. Jak nie będziemy tego widzieć lub czuć, to nie uwierzymy w to.
Jakieś cztery akapity temu (nie ma to jak pojęcie czasoprzestrzeni) wspomniałem o ciekawości. Ciągle mam wrażenie, że tamten akapit nie oddaje w całości myśli, jakich chciałem przekazać. Nie wspomniałem na przykład o mistrzostwach świata w piłce nożnej w 3002 roku, kiedy to zdobędziemy wreszcie złoty medal (to się nazywa fikcja literacka). A piramidy będą wtedy stały? Będzie wtedy jedno wielkie państwo, czy cały czas zachowa się dzisiejszy podział granic? Jaki będzie wtedy najszybszy dostępny na rynku procesor? Kto zdobędzie Puchar Stanleya? Czy polscy politycy przestaną się "żreć" między sobą? Kto wygra "Idola"? Skolonizujemy Marsa? Czy do olimpiady dopuszczone będą bierki podwodne?
To były tylko jedne z niewielu pytań, które nasunęły mi się na myśl w trakcie pisania tego tekstu. Doszedłem do wniosku, że nie da się jednoznacznie określić, dlaczego ludzie marzą o nieśmiertelności. Każdy ma inne powody, jeżeli już chce być "niezniszczalnym". Zamiast głupio marzyć, zacznijmy się zastanawiać, czy wykorzystujemy prawdziwą moc naszego "krótkiego" życia.
Michu