Co się dzieje?



Niedawno (dla Was już dawno) odbyły się wybory samorządowe i bardzo mnie one
zaniepokoiły. Nie mam zamiaru rozwodzić się nad tym kto wygrał, a kto przegrał i czy to
dobrze, czy źle. Każdy ma swe własne zdania i poglądy, a ja nie mam zamiaru w tym tekście
się z nimi kłócić.

Rzeczą, która mnie zaniepokoiła była frekwencja. Była ona zastraszająco niska, w mojej
pięknej Bydgoszczy wyniosła 29%. Można się zastanawiać, czym była spowodowana. Z całą
pewnością jakąś tam rolę odegrała fatalna pogoda, ale według mnie jest to tylko wymówka,
żeby po prostu olać wybory. Jeśli mi nie przeszkodził siąpiący deszcz i pół miasta do
przebycia ( jestem zameldowany gdzie indziej niż mieszkam ), to inni też mogli się troszeczkę
wysilić. Faktycznymi powodami są jednak nieufność i nie identyfikowanie się z lokalnymi
politykami. Co do zasadności tego twierdzenia, że wszyscy politycy to oszuści i złodzieje,
mam pewne wątpliwości, ale oglądając wyczyny pana Leppera czy „prawidłowość” w
rozdawaniu stanowisk w firmach skarbu państwa to trudno myśleć inaczej.

Druga sprawa jest dość ważna, owszem znamy kandydatów na prezydentów (czy właściwie
już prezydentów) naszych miast, ale przyznajcie szczerze, ilu kandydatów na radnych znacie?
Inaczej sprawa wygląda w mniejszych miejscowościach, gdzie wszyscy znają wszystkich i z
panem kandydatem nierzadko jest się na ty. Ale to właśnie kandydatów do sejmiku czy Rady
Miasta powinniśmy znać najlepiej, gdyż to właśnie do kompetencji tych urzędów należy
większość dotyczących nas spraw. To nie Sejm czy Senat decydują o losach szkół czy o
wyborze drogi, która ma być wyremontowana. To właśnie Ci ludzie zadecydują o tym,
czy pod Waszym domostwem będzie kanalizacja i gdzie powstanie nowy
aquapark/kino/hipermarket czy cokolwiek innego.

Nie głosując w wyborach pozbawiamy się jakiegokolwiek wpływu na decyzje, które nas
bezpośrednio dotyczą i potem nie mamy żadnego prawa narzekać. Ale w całym tym
zamieszaniu zabłysł dla mnie promyk nadziei. Otóż w mojej wspaniałej klasie do wyborów
nie przystąpiły chyba tylko trzy z dwudziestu dwóch osób uprawnionych do głosowania
(86% - owa frekwencja! )Mam nadzieję, że tak było także w Waszych klasach.

Może jednak będziemy zmieniać świat?

Qbuś
( jnqbus@poczta.onet.pl )