O trzech takich, którzy chcieli znieść karę śmierci
...ale cienko im wyszło :-)


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



Jestem człowiekiem z natury spokojnym, opanowanym, nieulegającym skrajnym emocjom, jednakowoż głupota poniektórych bliźnich sprawia, że czasem mam wielką ochotę dosiąść swojej odrzutowej kosiarki i odlecieć na Marsa w poszukiwaniu jakichś inteligentnych form życia. Takie właśnie zwątpienie w możliwości rozumowe człowieka ogarnia mnie prawie zawsze po lekturze tekstów traktujących o karze śmierci - konkretnie jeśli autor jest przeciw. No i krótko po analizie zawartości AM #30 byłem już bliski zrealizowania swoich międzyplanetarnych zamierzeń, gdyż trafiłem na pięć (!) sztuk takich właśnie wypocin przegrzanych umysłów. Żeby oszczędzić sobie bezsensownego wysiłku, ograniczyłem się do skomentowania tylko trzech z nich. Art Caleba zniechęcił mnie już samym początkiem, po przeczytaniu którego nie liczyłem już na to, że reszta wniesie cokolwiek nowego do dyskusji. Co do tekstu Ektheliona, forma już na pierwszy rzut oka wywołała u mnie odruchy wymiotne (ludzie, róbcie te cholerne akapity, co wam zależy!), z drugim rzutem oka było jeszcze gorzej (literówki, błędy ortograficzne), a w końcu i tak nie połapałem się, o co autorowi chodzi (niektórzy mają strasznie zawiłe sposoby pisania...). Tak więc po odsiewce zostały tylko 3 "dzieła", na których to niniejszym nie pozostawię suchej nitki...

Pierwszy w kolejce do rozstrzelania zgniłymi pomidorami stoi niejaki UnionJack. Niezwykle chwytny tytuł arta - "Dlaczego wprowadzenie kary śmierci byłoby barbarzyństwem", od razu sugeruje nam, że ten biedny pan ma olbrzymie problemy z postrzeganiem rzeczywistości. Jeśli jednak tytuł by kogoś nie przekonywał, pozostaje jeszcze cała reszta artykułu, który stanowić ma polemikę z Pasibrzuchem (którego w tej jednej sprawie gorąco popieram). Dość przynudzania, poprosimy teraz pięknie UnionJacka o argumenty...

"Głównym argumentem Pasibrzucha (zważywszy na kolejność) zdaje się być zdanie Kościoła Katolickiego. Cóż, argument co najmniej kontrowersyjny, zważywszy na to, że Polska (przynajmniej oficjalnie) nie jest państwem wyznaniowym. Co więcej, w konstytucji RP znajduje się zapis o rozdziale religii od państwa. Tak więc zakaz, czy nakaz takiej, czy innej religii nie może być przyczyną ustanowienia takiego, czy innego prawa"

Co prawda szczerze nienawidzę Kościoła, ale obiektywnie patrząc, nie ma w "głównym argumencie" Pasibrzucha nijakiej kontrowersji. Jak sam słusznie zauważył UnionJack, Polska OFICJALNIE nie jest państwem wyznaniowym, jednak jaki koń jest, każdy widzi (to nie była żadna aluzja ;-) ). Mam na myśli, że większość naszych rodaków to katolicy. I tutaj wypadałoby zadać pytanko: do kogo kieruje Pasibrzuch swój argument - czy do owych wierzących rodaków, czy też może do jakichś wyższych władz RP, z prośbą o zmianę kodeksu karnego? Bo jeśli to drugie, to faktycznie argument jest bez sensu, patrząc z perspektywy naszej konstytucji (chociażby). Ja jednakże sądzę, że Pasibrzuch miał na celu raczej przekonanie paru zwykłych obywateli, a w takim wypadku powoływanie się na Kościół wcale nie jest takie głupie.

"Po za tym nie wydaje mi się, by stanowisko Kościoła Katolickiego było tak jednoznaczne, jak Ty je usiłujesz przedstawić. Ja uważam wprost przeciwnie - w moim odczuciu Biblia zakazuje wykonywania tego wymiaru kary: "kto z Was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień""

Przede wszystkim wydaje się, że UnionJackowi myli się troszeczkę Biblia z Kościołem - moim zdaniem jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Ale nawet gdyby tak nie było... Przytoczony powyżej biblijny cytat niektórzy zwykli traktować ździebko zbyt dosłownie, a wiecie co ja myślę o dosłownej interpretacji Pisma Świętego? Nie chcecie wiedzieć :-). A więc sądy, więzienia, policja - to wszystko jest zupełnie niepotrzebne, bo Bóg i tak wymierzy sprawiedliwe kary na Sądzie Ostatecznym? Może trochę mniej cytowania, a więcej myślenia, hm?

"A teraz coś ode mnie, do Ciebie, czyli do Pasibrzucha: jeżeli uważasz się za wierzącego (a wierzę, że się uważasz), to bardzo Cię proszę wytłumacz mi, jak popieranie kary śmierci może współistnieć z "kochajcie nieprzyjaciół Waszych", czy "nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Bo tego ja nijak nie mogę zrozumieć... Może nie uważałem na religii..."

Mam nadzieję, że UnionJack nie będzie miał nic przeciwko temu, że podejmę się tłumaczenia za Pasibrzucha. Gadka o miłowaniu nieprzyjaciół jest owszem, piękna, ale to niestety jedna wielka bzdura. A jeśli ktoś mi nie wierzy, niech spróbuje podobnych eksperymentów w praktyce. Nie mówię nawet o tak ekstremalnych przypadkach, jak pojednanie z kimś, kto zamordował twoje dzieci, proponuję na dobry początek podzielić się wyrazami miłości z grupą panów odzianych w dresy a zbrojnych w bejsbole...

"Drugim argumentem Pasibrzucha jest to, że mamy demokrację. (...) W parlamencie zasiadają przedstawiciele społeczeństwa wybrani przez nas (...) w demokratycznych wyborach. Wynika z tego (a przynajmniej powinno), że poglądy parlamentarzystów są odzwierciedleniem poglądów ich wyborców. A w parlamencie kara śmierci większości nie ma. Czyli co? Społeczeństwo popiera karę śmierci, a głosuje na jej przeciwników? Więc może ono wcale nie takie mądre, skoro samo nie wie czego chce?"

Dobrze, że UnionJack dodał to "przynajmniej powinno", bo inaczej zakwalifikowałby się do kompletnych [CENZURA - Eddie]. Demokracja demokracją, a "ci na górze" rządzą nami, jak im się podoba i nie rozumiem sensu doszukiwania się związków między poglądami tych świń w garniturach, a naszymi własnymi.

"Wiem, że trochę przesadzam, ale niech mi Pasibrzuch uwierzy: jeśli społeczeństwu naprawdę zależeć będzie na tym by karę śmierci wprowadzić, to w wyborach zagłosuje na tych, którzy mu to zagwarantują"

Fajnie, że autor przymajmniej ma świadomość, że błądzi. A jeśli jesteśmy już przy tych nieszczęsnych gwarancjach, to proponuję autorowi wypytać obeznanych w temacie, co to jest "kiełbasa wyborcza". Żywię nadzieję, że autor pojął...

"Pasibrzuch twierdzi też, że kara śmierci odstrasza morderców, od popełniania przestępstw. A ja o jedno poproszę: dowody - gdzie wprowadzono, kiedy i o ile procent spadła liczba popełnianych morderstw. I proszę nie odbijać piłeczki i nie kazać mi udowadniać, że tak nie jest!"

Autor pozwoli, że będę miał w dupie jego prośbę :-). Wszyscy żądają dowodów, liczb, procentów, sami natomiast przed nimi uciekają. Jeśli mam uniknąć niecenzuralnych słów, to powiem tylko, że bardzo mi się taka postawa nie podoba.

"W moim zaś skromnym odczuciu fakt, że więzienie nie jest w stanie odstraszyć niedoszłego zabójcę od popełnienia morderstwa, oznacza też, że nie jest go w stanie odstraszyć kara śmierci"

W tym miejscu załączam imponująco głośny zgrzyt uzębienia i serię nieartykułowanych dźwięków, które należy rozumieć: "nudny się robisz koleś". Przeczytałem już dziesiątki takich mądrości i szlag by mnie trafił, gdybym miał na nie wszystkie osobno odpowiadać, toteż odsyłam do AM #28 (jeśli dobrze pamiętam) i mojego "Krótkiego tekstu o zabijaniu".

"Czym bowiem różni się śmierć od perspektywy spędzenia całego życia (...) w czterech ścianach celi więziennej i od poczucia, że zmarnowało się swoją szansę? Dla mnie nie różni się niczym"

Tu się powtórzę (bo odpowiadałem na identyczne pytanie w moim arcie, wyżej wymienionym). Spróbuj sobie, UnionJack-u, wyobrazić sytuację następującą: jesteś mordercą (pamiętaj - to tylko w wyobraźni :-) ) i masz do wyboru siedzenie w pierdlu albo stryczek. Mam nadzieję, że twoja wyobraźnia wywiąże się z tego zadania bez zarzutu, o ile się naprawdę postarasz. W przeciwnym razie zawsze możesz ją sobie wspomóc dowolnym filmem (książką?), gdzie jest ukazana jakaś egzekucja...

"Pasibrzuch uważa też, iż mordercy zamknięci na dożywocie nadal są niebezpieczni. Zgadzam się. Dlatego też sądzę, że dla najbardziej niebezpiecznych powinny czekać cele-jedynki. A totalna samotność do końca życia to już jest kara ostateczna... I taki człowiek nie może już zaszkodzić ani sędziemu, ani rodzinie ofiary. On już nikomu nie może zrobić nic złego. Chyba, że sobie samemu"

Nie kapuję - jaka jest różnica między celą wieloosobową a "jedynką", jeśli chodzi o bezpieczeństwo sędziego/rodziny ofiary. No dobra, może pewna różnica jest - więzień odizolowany nie ma kontaktu z innymi popaprańcami, toteż jest większa szansa na tzw. resocjalizację. Ale nadal może zwiać lub zostać przedterminowo zwolniony.

"Prawdą jest, że jak pisze Pasibrzuch "kara śmierci nie determinuje nikogo do zabijania kogokolwiek". Należy jednak zauważyć, że jej brak również nie przymusza do popełnienia zbrodni. Zgadzam się też, że "jeśli nie zabijesz to kara śmierci Cię nie dotyczy". Ja pozwolę sobie dodać: jeżeli zostaniesz zabity, to tym bardziej"

Ja natomiast pozwolę sobie zauważyć, że powyższe wypowiedzi są ździebko zawikłane. Nie mogąć zrozumieć, o co właściwie autorowi chodziło, nie mogę z powyższym polemizować, zamieszczam jednak ten fragment, aby nikt nie mówił potem, że coś pominąłem :-). Poza tym czuję, że się z tym fragmentem nie zgadzam :-).

"O ile wszak lepsze, czy wartościowsze jest życie ofiary od życia mordercy?"

Pozostawię to bez komentarza. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego, odsyłam do całokształtu mojej twórczości w Action Magu.

"Dla mnie jednak głównym argumentem przeciwko karze śmierci pozostaje świadomość, że nie jestem w stanie decydować o tym, czy ktoś zasługuje na to, by żyć, czy też nie"

Ponownie muszę polecić lekturę mojego tekstu o karze śmierci z AM #28.

"Niech siedzi w więzieniu, niech pracuje w swojej małej celi, niech się resocjalizuje. Kto wie, co może jeszcze z niego być? Może stanie się koronnym przykładem kogoś, kto odmienił swe życie, kto chce teraz naprawić zło, które wyrządził"

Morze jest słone i głębokie, jak mawiał pewien mój kumpel. Dla mnie "resocjalizacja" jest niemal synonimem słowa "recydywa" i mogę to udowodnić. Nawet procentami. Byle skończyć z takimi, za przeproszeniem, pierdołami jak te powyżej. Pozwolę sobie na małą, wredną parafrazę: niech się morderca resocjalizuje na stryczku. :-)

"Nie twierdzę, że tak będzie. Ale można chyba dać człowiekowi szansę? Kto wie, w jaki sposób ją wykorzysta..."

Tutaj mam ochotę na coś bardzo złośliwego, ale chyba jednak się powstrzymam, niech każdy sam sobie dopowie ciąg dalszy zacytowanego zdania...

Jeszcze odnośnie cytatu z "Wiedźmina"... Obawiam się, że nie został on przez UnionJack-a właściwie zrozumiany. Radzę gościowi dobrze, aby przeczytał sobie książkę jeszcze raz, zwracając szczególną uwagę na kontekst, w którym słowa z cytatu zostały użyte.

Następny delikwent, Military, poczuł w sobie powołanie do bajkopisarstwa. Jego debiutanckie dzieło obfituje w rozmaite środki artystycznego wyrazu, więc pozwoliłem sobie nieco je skrócić:

"Żył sobie pan X. (...) Żył więc sobie, cicho i nie wadząc nikomu, aż pewnego dnia ktoś zapukał do drzwi jego domu. Pan X ze zdumieniem stwierdził, że gośćmi byli policjanci. (...) Panowie mundurowi zabrali naszego bohatera do aresztu, gdzie oskarżono go o morderstwo. Przesiedział pan X blisko rok, po czym, po długich i wyczerpujących psychicznie procesach, został skazany na śmierć. Wyrok wykonano, a pan X zginął w męczarniach, wijąc się z bólu (...). Niedługo później okazało się, że skorumpowany policjant zafałszował dowody w sprawie X'a. Sąd przeprosił za popełnioną pomyłkę i zapowiedział ukaranie winnych (czyli - owego policjanta), jako że przyczynili się oni do morderstwa. Zastosowano sprawdzony sposób - karę śmierci. Prawdziwego mordercy nigdy nie złapano"

Jak widzimy, talent pisarski pana Military w dziedzinie tworzenia bajek trudno jest kwestionować, w przeciwieństwie do rozsądku. Facet chyba się naczytał "Procesu" i nabawił przez to irracjonalnych fobii. Policjant fałszujący dowody? Czy jeśli skazujemy kogoś na śmierć to dowodem jest jakiś głupi papierowy świstek, który można sobie ot tak fałszować? A nawet jeśli już by tak było, to czy tylko jeden głupi policjant miałby do owego świstka dostęp?

"Po piąte - nie zabijaj", "Nadstaw drugi policzek..." etc. Znajome? Tak, to ta niepozorna książeczka, którą pan w czerni dał przed bierzmowaniem"

Co do tego "po piąte" to coś sobie faktycznie przypominam... Jeśli jednakże rozpatrujemy sprawę z religijnego punktu widzenia, to należałoby rozpatrzeć ponownie argument Pasibrzucha, że Kościół karę śmierci popiera. Być może więc ktoś tutaj popełnia błąd w interpretacji przykazania? Ja się tego zadania nie podejmę, kto chce, niech zapyta o to na lekcjach religii.

Nadstawianie policzka to już chyba lekka przesada. Biblii nie można traktować zbyt dosłownie. Jak wyglądałby świat, gdyby przestępców nie karano, a wręcz umożliwiano im popełnianie dalszych zbrodni?

"Zatem, Wysoki Sądzie, oto argument trzeci - proszę wziąć pod uwagę dobro rodziny skazanego, nie tylko ofiary. Nie bądźmy egoistami"

Na takie "argumenty" ręce i nogi mi normalnie opadają. [CENZURA - Eddie] Zwracam się z gorącą prośbą do tych drugich: jeśli już musicie pokazywać innym, jacy to wy jesteście dobrzy dla bliźnich, to chociaż trzymajcie umiar. Już ja was widzę w roli idealnych chrześcijan, którzy za nic mają to, że ktoś zamordował ich bliskich, a troszczą się przede wszystkim o rodzinę zbrodniarza! Tym razem to już nie będę przebierał w słownictwie - pierdoły wygadujecie.

Military, oprócz wspomnianego talentu do bajek, posiada również inny, nie mniej ciekawy: szukanie dziury w całym, tworzenie nieistniejących problemów:

"Rzecz kolejna. Jeśliby wykonywano karę śmierci, kto miałby taką władzę, aby zatwierdzić wyrok? Moim zdaniem nie "zwykły" sędzia - ileż to razy słyszało się o przekupstwach czy innych "ciekawych" odskoczniach całego wymiaru sprawiedliwości"

Jest w tym pewna racja, nie powiem. To jasne, że stawianie na szali czyjegoś życia nie może zależeć li tylko od jednego człowieka. Ale też chyba nikt nie jest tak naiwny, żeby twierdzić, że sędzia w sądzie sprawuje władzę absolutną i z nikim i niczym nie musi się liczyć...

"W związku z tym wszystko musiałoby iść do osób postawionych najwyżej i, co za tym idzie, najbardziej godnych zaufania"

Osoby najwyżej postawione są najbardziej godne zaufania? Kłóciłbym się...

"Ale czy takie osoby miałyby czas na zajmowanie się wszystkimi przypadkami; na poznawanie sprawy od podszewki? Przecież odebranie komuś życia musiałoby być poprzedzone dokładnym śledztwem, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do winy oskarżonego"

I tu się normalnie chłopak zapętlił :-).

"Oto były dowody na to, że kara śmierci jest błędem. Mało? Mógłbym więcej - kwestia moralności wyboru kata (kto chciałby nim być?)..."

Dziwne, że przez wieki funkcjonowania kary śmierci jakoś znajdowali się chętni na tą posadę...

"...i sposobu wykonania wyroku..."

Tutaj również nie widzę problemu - istnieje wiele ciekawych sposobów :-). Do wyboru, do koloru.

"...wiarygodność sędziego (nawet najwyższego)"

No, chłopie, jeśli dla ciebie Najwyższy Sędzia nie jest wystarczająco wiarygodny, to niezłe masz wymagania... :-) I ty śmiesz się powoływać na Biblię? :-)

"...ktoś coś dorzuci?"

Chętnie :-). Trzeba jeszcze ustalić markę gumy do żucia dla prokuratora :-). To w końcu też poważna przeszkoda na drodze do wprowadzenia kary śmierci, nieprawdaż?

No i tyle z pana Military, a w kolejce stoi już kolejny skazaniec: Caleb. Jak już wspomniałem we wstępie, jeden jego artykulik sobie najzwyczajniej odpuściłem, ale na drugim musiałem się już troszeczkę wyżyć, niech więc autor nie martwi się, że coś go ominie :-).

Tutaj nie będę się zbytnio rozpisywał, jako że argumenty wspomnianego skazańca nie są najwyższych lotów, delikatnie mówiąc. Gostek najzwyczajniej w świecie powiela wszystko to, co już o karze śmierci czytaliśmy dziesiątki razy, praktycznie nic od siebie nie dodając, a w dodatku o takim pożytecznym wynalazku literackim jak przecinek w ogóle chyba nie słyszał. Ale miałem się zająć wszystkimi tekstami o karze z 30-go numeru AM, a jak wszystkie, to wszystkie...

Żeby dopełnić formalności dodam jeszcze, że Caleb polemizuje (jeśli można to tak nazwać...) z Pasibrzuchem.

Zacznijmy od kwestii opinii społecznej w sprawie kary śmierci. Pasibrzuch twierdzi, że skoro większość społeczeństwa jest za, to widocznie kara taka jest potrzebna. Natomiast Caleb stwierdza na to, że społeczeństwo to ciemna masa i nie jemu decydować o takich ważnych sprawach. Poniekąd słusznie, ale jakim też kontrargumentem się tutaj Caleb posłużył?

"Sam kiedyś pisałeś, że partia Hitlera wygrała wybory (uczciwie) większością głosów i chyba mi się zdaje, że sam w punkt numer 2 sam nie wierzysz"

Tak na marginesie: przecinki w powyższym cytacie, jak również we wszystkich następnych dostawiłem ja. Podobnie z resztą poprawek. Uznałem, że pozostawianie oryginalnej pisowni psuje mi estetykę tekstów.

A argument jest kiepski. NSDAP w latach trzydziestych wygrała wybory po raz pierwszy, więc ludzie nie wiedzieli, jaki będzie tego skutek. Wiedzieli natomiast, że Hitler obiecał poprawę sytuacji w Niemczech. A jaka była sytuacja, to chyba wiemy z historii: przegrana wojna, kryzys, bezrobocie , inflacja i tak dalej. Z karą śmierci jest zupełnie inna sprawa, niż w przypadku partii politycznej. Jak pisał Pasibrzuch, stosuje się ją (karę) od tysiącleci i doskonale wiadomo, jaka jest skuteczna. A przynajmniej nie wynaleziono dotąd nic lepszego. Tymczasem każda partia jest inna (chociaż tutaj można by polemizować... I tak każdej chodzi o to samo).

Zagłębiając dalej w tekst Caleba (zabrzmiało to tak wzniośle, jakby tekst wcale nie był płytszy od kałuży) napotykamy stare, oklepane zdanka o tym, że kara śmierci nic nie poprawi, bo przestępcy nie liczą się z tym, że mogą być złapani. Autor dzieli się z nami również swoimi obawami, że uczciwy człowiek może zostać skazany zamiast prawdziwego sprawcy. Ale jak fajnie to ten Caleb ujął, posikać się normalnie można...

"Czujemy się bezpiecznej, ponieważ żyjemy w kraju, w którym morduje się za mord, a gdybyś się tak znalazł przez przypadek w złym miejscu o złym czasie gdzie właśnie zdarzyła się zbrodnia i ktoś by powiedział, że ty tam byłeś i przez przypadek został byś skazany na karę śmierci"

Bez komentarza :-).

"Na pewno przeczytałeś mój artykuł o karze śmierci i wiesz, co ja sądzę o polskim więziennictwie i o polskim prawie, jednak kara śmierci nie jest wyjściem"

No dobrze, ale ja bym poprosił o jakieś rozwinięcie tej tezy... Co to za polemika, kiedy się wypowie "kara śmierci nie jest wyjściem" i czytelnicy mają w to po prostu wierzyć?

"Ja mam lepszy plan: lepiej odciąć mu język, ręce i nogi i pozostawić go przy życiu, wtedy już nikogo nie skrzywdzi, a jakie cierpienia będzie przeżywał"

I taki gościo będzie później twierdził, że kara śmierci nie jest cywilizowana... :-)

Następnie Pasibrzuch stwierdza, że dobry przestępca to martwy przestępca, bo w takiej formie nie bardzo jest w stanie zaszkodzić uczciwym ludziom. Caleb natomiast chyba za dużo naoglądał się westernów:

"Jednak można go pomścić. I jego kumple jeszcze bardziej się wkurzą, gdy go zabijesz"

No tak. To by była zaiste urocza sytuacja, gdyby cały polski wymiar sprawiedliwości miał trząść portkami z powodu kolesi jakiegoś tam wykolejeńca! A gdyby tacy kolesie zobaczyli jeden z drugim, jak paru złoczyńców dynda na stryczkach, od razu przeszłaby im ochota na zabawę w mścicieli, bo baliby się o własne tyłki. Tyle powiem.

"Dać śmierć jest najlepszą gwarancją i wyjściem, w końcu mamy XXI wiek. Oko za oko - stare, ale jare prawo, bo tak jest łatwiej"

I skuteczniej w dodatku. A niby dlaczego mielibyśmy sobie życie utrudniać? Jeśli komuś wola, może sobie jeść pałeczkami i spacerować na szczudłach. Można również nie karać przestępców, tylko próbować ich nawracać na dobrą drogę. Co z tego, że będzie to kosztowało życie paru niewinnych osób, które zamorduje nasz "resocjalizowany" bandyta, którego zwolnili z pierdla, bo obiecał poprawę. Przecież życie zwykłych ludzi się nie liczy, ważni są tylko ci biedni przestępcy...

"(...) musimy pokazać, że jesteśmy lepsi (...) od morderców"

A po jaką cholerę musimy to komukolwiek pokazywać!? Ja na przykład wiem doskonale, że jestem lepszy od morderców i nie czuję potrzeby udowadniania tego innym. Co więcej, jeśli mój kumpel powie mi, że jest od tego mordercy lepszy, również nie będę od niego wymagał dowodów, tylko uwierzę mu na słowo :-). Więc o co chodzi?

"Ja też im dziękuje szczególnie temu pierwszemu [mowa o J. Korwinie-Mikke] dzięki któremu nie raz uśmiałem się jak głupi"

;-) Tym radosnym akcentem zakończymy dzisiejszą dyskusję. Pozdrawiam wszystkich zwolenników kary śmierci, przeciwnikom życzę, aby troszkę zmądrzeli, sobie - abym nie musiał więcej tracić czasu na polemiki z nimi, natomiast mordercom - aby czym rychlej szlag ich trafił. Amen.



[Eddie: Ja również chciałbym dorzucić od siebie jakieś życzenia. Wszystkim autorom, których teksty trafiają w moje ręce pragnę życzyć, aby nie zawierały one żadnych zwrotów mogących obrazić innego człowieka, z którego tekstem w swoim tworze polemizują. W tym tekście znalazłem dwa takie przykłady i wszystkie zostały zastąpione... wiadomo czym, bo widać. Następnym razem, gdy będę coś takiego widział, po prostu wywalę tekst bez żadnej litości. Kultury trochę, kultury!]





Odwieczny Tępiciel Łakowilków
pewien.gosc@wp.pl