One Reflexion
czyli islam & chrześcijaństwo + liczne dygresje


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



"One man, one goal - one mission
One heart, one soul - just one solution
One flash of light, yeah, one god
One vision
One flash, one bone - one true religion
One voice, one hope - one real decision
Give me one vision"

(Queen - "One Vision")


To była zabawa w naukę liczenia do jednego :-). A tak serio, przyjąłem do wiadomości art pod tytułem "Islam - cała prawda" [by Sahib] i do monumentalnych wrót mojego nieobliczalnego i niebezpiecznego umysłu zapukała interesująca refleksja w postaci zacytowanego fragmentu utworu (który zresztą polecam, podobnie jak całą resztę dorobku Królowej).

Na dobry początek pozwolę sobie nie zgodzić się z autorem wyżej wspomnianego tekstu, ażeby później, z charakterystyczną sobie przewrotnością temuż autorowi parę razy przytaknąć.

Kwestia, w której Sahib i Pan-1001-Ksywek niezupełnie mają to samo zdanie, to pogląd na chrześcijaństwo. Otóż bowiem ten drugi z wymienionych osobników podczas zapoznawania się z treścią tekstu "Islam - cała prawda" odniósł wrażenie, że człowiek, który popełnił to "wypracowanie" nie odróżnia chrześcijaństwa od tzw. katolicyzmu, czyli mówiąc bez zbędnych upiększeń, pierdół głoszonych przez Kościół. Autor słów, które właśnie czytacie (niektórzy pewnie z pianą na ustach :-) ), pomimo faktu bycia zdeklarowanym ateistą nie obraża się, gdy ktoś nazwie go chrześcijaninem. Dlaczego? Ponieważ autor w całej swej skromnej postaci postępuje w swym ciężkim życiu zgodnie z tzw. normami chrześcijańskimi (a przynajmniej bardzo się stara, choć może po jego tekstach w AM wcale tego nie widać). Jedynym odstępstwem jest to, że siebie samego kocha bardziej niż wszystkich bliźnich razem wziętych, ale: 1) wyjątek potwierdza regułę, 2) jest to jedyne racjonalne podejście do życia :-))). To tylko tak na marginesie :-).

Tym, co usiłuję z mniejszym lub większym skutkiem przekazać szanownym czytelnikom, jest moje twierdzenie, że chrześcijaństwo to nie tyle religia, co zbiór zasad, czyniących życie łatwiejszym i przyjemniejszym (gdyby je ktokolwiek zechciał w to nieszczęsne życie wprowadzić). Druga część mojego twierdzenia mówi o tym, że Kościół ma z chrześcijaństwem tyle wspólnego, co kosiarka z rowerem wodnym (A co wspólnego ma kosiarka z takim rowerem? Obie machiny służą do przemieszczania się w płaszczyźnie dwuwymiarowej, chociaż podobno istnieją też kosiarki służące li jedynie do koszenia trawy. Ciekawe, nie?). Innymi słowy, Kościół bardzo chętnie wykorzystuje wzniosłe idee chrześcijańskie do własnych, niecnych celów (np. do zbierania na tacę :-) ). I tym sposobem od polemiki z Sahibem przeszliśmy płynnie do poparcia dla jego słów :-).

Ale zanim ów pan rozpłynie się w przyjemnym cieple komplementów, będzie musiał znieść jeszcze nieco zrzędzenia :-). Przede wszystkim, mam zaszczyt przedstawić wszystkim zainteresowanym moją naczelną refleksję tego arta (od której wziął on zresztą swój tytuł, jak ktoś bystry być może zauważył). Brzmi ona mniej więcej tak, że zdecydowana większość ludzi na świecie, zarówno chrześcijan (cokolwiek by przez to określenie nie rozumieć), jak i wyznawcy Mahometa czy innego Buddy, a także tych podłych ateistów (będących przyczyną wszelkich nieszczęść na świecie, jeśli wierzyć opiniom Pasibrzucha) tak naprawdę wyznaje jedną religię. Słusznie zauważył Sahib, że "Allach" znaczy tyle, co "Bóg" i jest to na dobrą sprawę jedyna istotna różnica między islamem a chrześcijaństwem :-). Celowo zostawiam to stwierdzenie bez stosownego rozwinięcia, po pierwsze dlatego, że jest już późno w nocy i spieszy mi się do łóżeczka, a po drugie - trzeba dać pole do popisu również innym młodym talentom :-).

Teraz malutka dygresyjka. Sahib pisze:

"Tutaj życie każdego człowieka jest święte i NIKT nie ma prawa mu go odebrać!"

Mowa oczywiście o islamie. Na oczy nie widziałem Koranu (zresztą nawet w lekturze Biblii mam spore zaległości), ale jeśli rzeczywiście jest tam tak napisane, a chcę mówić o karze śmierci... No cóż, w sumie to święta racja! Jak być może miałem już przyjemność gdzieś wyznać, dla morderców, gwałcicieli i innych szumowin nie ma miejsca w mojej definicji CZŁOWIEKA, toteż z nauką płynącą z Koranu nie mam zamiaru się sprzeczać :-).

Teraz o związku wspomnianych przez Sahiba terrorystów z islamem. Otóż moim zdaniem, związek ten wygląda moim zdaniem tak, jak między kosiarką spalinowo-nuklearną i kozą (tzn. czasami kozie może się zdarzyć wpaść pod kosiarkę :-) ).

A co do zwyczaju noszenia chust, zakrywających głowę... Myślę, że jest to bardzo mądry zwyczaj i przydałoby się wprowadzić go u nas. Byłoby trochę śmiesznie, ale przynajmniej zmniejszyłaby się liczba rozwodów i zdrad małżeńskich. Poza tym spece od kosmetyków i fryzjerzy nie mieliby już z czego żyć :-). (Jakby ktoś jeszcze nie załapał - cały ten akapit to żarcik, chociaż nie powiedziałbym, że reszta artu jest tak do końca poważna).

Jeśli chodzi o wielożeństwo, to mam małe pytanko. Otóż ciekawi mnie, czy w naszym pięknym kraju jest to karalne, bo zdarzyło mi się kiedyś obejrzeć jakąś telenowelę, w której jeden z bohaterów dostał bodajże ze dwadzieścia lat odsiadki za poligamię, a później trafiłem na inne meksykańskie dzieło i tam było to samo. Jakby nie mieli cięższych przestępstw...

Teraz w moim chaotycznym i zabałaganionym tekściku przyszła kolej na apel-poradę dla Sahiba. Nie porzucaj chrześcijaństwa! Jako już się rzekło, od islamu różni się bardzo niewiele (jak sam zresztą zauważyłeś), a nasi jakże tolerancyjni rodacy niechybnie zaczęliby na ciebie krzywo patrzeć, gdybyś odprawiał modły do Allacha ("Nie to, żebym miał coś do islamu, ale jak jeszcze raz zobaczę cię na ulicy, to ******* "). Czuj się ostrzeżony :-).

Zakaz konsumpcji szynki jest dla mnie irracjonalny, bezsensowny, powiem więcej: pop...ony. Ale ten dotyczący alkoholu jest całkiem do rzeczy. Niestety, z wprowadzenia takiego zakazu figa wyjdzie w Polsce z powodów co najmniej oczywistych. Bo o ile na temat wieprzowiny można zawsze wcisnąć jakiś kit (np. o chorobie szalonych świń :-) ), to z wysokoprocentowymi roztworami etanolu jest nieco większy problem. Jak to ujął Sahib, głęboko zakorzeniony w naszej świadomości narodowej. Powiem krótko, że ma rację, że odstaje tutaj od staropolskich tradycji. A jeśli jakaś religia zabrania picia alkoholu, to też bardzo słusznie. W końcu religia jest dla ludzi, a wóda robi z człowieka świnię. Może ktoś się nie zgodzi?

Natomiast jeśli chodzi o rzekomo zbawienny wpływ procentów na humor podczas wszelkich imprez, to muszę wam wyznać, że to same kłamstwa :-). Ja po paru kieliszkach jestem jeszcze bardziej markotny i przygnębiony niż zwykle. Dlatego też nie piję :-). Ale nie bierzcie sobie tego za bardzo do serca, bo do tego doświadczenia potrzeba normalnego człowieka, więc mój przykład nie jest zbyt miarodajny :-). A jeśli ktoś sądzi, że moje teksty wyglądają, jakby były pisane w stanie głębokiego upojenia alkoholowego, to wyjaśniam, że na trzeźwo również piszę takie pokręcone rzeczy :-).

Tytułem podsumowania przypomnę myśl przewodnią tego arta (o ile w ogóle jest jakaś). Uważam, że wszelkie religie świata (a przynajmniej ich większość) to tylko pewnego rodzaju opakowanie dla pewnego zbioru wartości moralnych. Być może kiedyś, dawno, kiedy jeszcze żyły mamuty, a ludzie byli bardziej od tych mamutów owłosieni, wymyślili sobie jakichś bogów dla wytłumaczenia tak tajemniczych zjawisk, jak np. uderzenie pioruna. Dzisiaj wiemy już prawie wszystko, a jeśli nawet nie wiemy, to wiemy, że niedługo będziemy wiedzieć :-). Z tej przyczyny religie pełnią już inną funkcję. Chociaż to też nie jest do końca prawdą, skoro niektórzy (z litości nie wymienię nazwisk :-) ) wciąż nie wierzą np. w ewolucję ;-).




Znawca Wszelkich Tematów
pewien.gosc@wp.pl

PS: Jeśli ktoś potrzebuje na gwałt podkładu muzycznego pod tworzenie artów o bliskowschodniej tematyce, to polecam utwór "Mustapha" z repertuaru Queen :-).

PS2: Kolejna kwestia, w której idzie się z Sahibem zgodzić - Innuendo faktycznie rulez! Tyle, że utwór ten mówi raczej o zwątpieniu w istnienie Boga...