O, proszę, co za niefart - Wordpad mi się włączył... Na dodatek w takim
paskudnym momencie, jaki następuje
po przeczytaniu jakiegoś "ciekawego" artykułu w
Action Magu, na który odpowiedź sama
wychodzi z człowieka, chcąc zostać napisaną i
wysłaną na qnik@poczta.fm. Co mam zrobić,
przecież taki ze mnie typ, że nie oprę się
chęci odpowiedzenia na tekst, autorstwa
niejakiego Andrew, zatytułowany "Ach, ta
cholerna nieśmiałość!". To wszystko
dlatego, że podobno mam miętką charyzmę. Więc
"hey, ho, let's go!", w rytm muzyki
braci Ramones.
Kolega A. sugeruje w swym arcie, jakoby nieśmiałość była najgorszą z
możliwych wad człowieka. Pomijając
takie drobne ludzkie przywary jak pedofilia czy
koprofagia, które moim skromnym zdaniem
są ociupinę gorsze niż nieśmiałość,
całkowicie się z oponentem zgadzam!
Momento!
Nie, jednak się nie zgadzam. Ażeby udowodnić błędne rozumowanie Andrew,
nawet przytoczę fragment jego tekściku.
Będzie to dialog między osobą nieśmiałą a kimś
drugim (?); dodam, iż podług Wielkiej
Księgi Prawd Objawionych Andrew rozmówki
takie zachodzą między nieśmiałkami
dość często (można tak wywnioskować, więc
wnioskuję, bo do Księgi nie było mi
dane spoglądnąć). Więc co my tu mamy?
" 'niesmiałek' pyta dziadka?
- Przepraszam, która godzina.
- A co ja jestem, zegarynka?!
- N... Nn… Nie... ja. a. aa. aa . po prostu po-po-po-pomyślałem, że ma pan ze-ze-ze-zegarek.
- Nie mam!
"Niesmiałek" speszył się i podszedł do tablicy odjazdów. "
Rzecz pierwsza: czy nieśmiały się jąka? Na to pytanie ludzkość musi
odpowiedzieć sobie sama, niestety.
Ale może chociaż Sz. P. Andrew wskaże mi jednego
osobnika "starej daty", który to zachowuje
się niczym dzisiejsze skejtodresy? Zresztą nie
wydaje mi się aby ktokolwiek tak chamsko
spławił biedaka w potrzebie.
Ale, ale - patrzajcie dalej:
"Ładna dziewczyna widząca zajście podchodzi do niego i mówi:
- Za pięć ósma
Stres "nieśmiałka" minął i odparł:
- Słucham
- Jest godzina za pięć ósma.
- Acha, dziękuję. Mam pociąg za pięć minut.
- O, to jedziemy tym samym. "
Ileż to ładnych dziewczyn widzących jak spławia mnie koleś zapytany o godzinę
podeszło i zaczęło rozmowę! Tabuny,
państwo mili, tabuny. Ba, a ilu ludzi, których
zapytałem o czas, wyzwało mnie i bezczelnie
słuchało mojego jąkania!
Przyjrzyjmy się bliżej naszemu dialogowi,
tym razem bez jaj, mleka czy innego nabiału.
1. Według Sz. P. A. stres u chorobliwie nieśmiałej osoby mija jak ręką
odjął, kiedy tylko
zagada do delikwenta jakaś ładna dziewczyna. Nie wydaje mi się; uważam,
że wtedy
dopiero nastąpiła by eksplozja zdenerwowania i refrenów typu "bo bo bo,
no no no,
szabadaba di".
2. Trochę dziwne zdaje mi się spokojne przyjęcie przez nieśmiałego
litości dziewczyny,
oraz zinterpretowanie jej jako wstępu do zalotów. Chyba nasz podmiot byłby
w takiej
sytuacji bardziej rozsądny i nie narzucał się "mampociągiemza5minut". Bo
cóż może
pomyśleć kobieta? "A g... mnie to obchodzi"! Tym samym albo nieśmiałek
ma szczęście,
że rozmówczyni nie jest wybitnie inteligentna, albo też ona jest wyrozumiała
dla
nieśmiałych, którzy nagle się ośmielają. Ale przecież osoby nieśmiałe są
zwykle
mądrzejsze od tych śmielszych - pokażcie mi nieśmiałego drecha, to stanę
na powiekach.
Dlatego też przedstawiona sytuacja wydaje mi się naciągana.
"Powyższy przykład był wyolbrzymioną nieprawdą, ponieważ dziewczyny nigdy nie
robią pierwszego kroku (uznajmy, że feministki tego nie słyszały ). One dają tylko
sygnały, żeby ów pierwszy krok nastąpił. "
A to nie jest krokiem, tak? Chyba, że te sygnały to czysta telepatia, ale
metafizyka
to nie moja dziedzina. Jeszcze jedno
mi się skojarzyło - w sumie to prostytutki dają
sygnały, np. ubiorem. A tak ogólnie,
to wszystkie dziewczyny dają sygnały, np. jedna dziś
założyła zielone skarpetki, a większej
zachęty nam nie trzeba...
"Chciałem uzmysłowić, że nieśmiali nie tylko by nie spytali, ale i zepsuli okazję do
nawiązania znajomości.
Dlatego... NIE BĄDŹCIE NIEŚMIALI, ZRÓBCIE PIERWSZY KROK."
Ach, czyli teraz bez tajemniczych, emitowanych przez kobiety "sygnałów"?
Taka
prośba - sprecyzuj to słowo. Ja rozumiem,
mam IQ ujemne, do szkoły pod górkę i ciężkie
zabawki, ale za nic nie mogę pojąć
sygnału do nawiązania znajomości, który by nie był
krokiem do nawiązania znajomości. Bo
nawet ten uśmiech, to mrugnięcie jest postępem
w drodze od zupełnej pustki do pełnej
wiedzy na temat drugiej osoby.
Teraz w arcie Andrew następowało wyliczenie pokaźnej liczby imion dziewczyn,
które tamten pozdrawiał. Ja się tylko
pytam, czy warto iść na taką prywatę? W sumie
mogę wymienić wszystkie koleżanki z
klasy - w liczbie 25 - przeca je znam, ale w moim
mniemaniu niewystarczająco dobrze,
aby je na łamach pozdrawiać. Nie chce mi się
wierzyć, że A. zna wszystkie wymienione
kobitki tak wspaniale i dogłębnie, ażeby je tak
hucznie "przywitywać". Chwalimy się,
A.? Chyba, że ze wszystkimi się spotkałeś, dobrze
poznałeś - to wtedy wszystko w porządku
*** [Eddie: W miejscu gwiazdek było wpisane
dość brzydkie
i według mnie obraźliwe słowo. A ja czegoś takiego nie toleruję i tolerował
nie będę, dlatego
je wykasowałem. Następnym, jak tylko zobaczę coś takiego, poleci
cały tekst.]
(Nie, to nie obraza, to stwierdzenie faktu - pod warunkiem, że spełniłeś
wymagania podane w powyższym zdaniu.)
Ale, żeby polemice stało się zadość
- pozdrawiam Małgosię, która, spośród moich
znajomków, jedyna jest tego absolutnie
warta.
Słowo Andrew:
"=====I żeby mi po tym arcie nie było tekstów w stylu: 'Ależ jestem samotny'."
Taaaa... jest! Panie. Służę uprzejmie, całuję rączki dobrodziejowi, mówimy
to, co
Pan każe. Wnieść już świniaka, czy
poczekać na wyniki wyborów?
onieśmielony
messer
reklamacje? pisz:
militarypolice@wp.pl