=-=-= POTTER - PRZESŁANIE I IDEA =-=-=

Witam serdecznie. Dziś napiszę wam właśnie o postaci, która jest na ustach całego świata i ciągle na jej temat trwają rozmowy i spekulacje, jak i na sam temat książki. "Harry Potter..." i te słowa przedstawimy sobie dziś. O całym marketingowym światku panującym koło niego, tudzież kilka analiz i przemysleń i na końcu króciutka polemika z gościem, co sie zowie Nekro. Nie od dziś wiadomo, że książka wywołuje niesamowite kontrowersje, czasem lekko przesadzone i niebanalnie wyolbrzymione. Szczególnie Kościół przedstawił swoją wersję i zaaplikował kilkanaście różnych opinii z wielce negatywnym końcem. Dobrą sprawą jest to, iż cały czas się dyskutuje na ten temat i słusznie się do tego tematu podchodzi, gdyż ma on zgoła inne znaczenie i forme przyswajania, przekazu dla odbiorcy, przesłanie i cel całego siedmioksiążkowego cyklu. Tak więc po niektórych stwierdzeniach i textach niekoniecznie opublikowanych w Am, to serce ściska żal i dziwna frustracja napada człowieka. Bagatelizując sprawę uważam, że naprawdę połowa nie ma pojęcia o czym pisze ... A źle, ponieważ zabranie się do tematu wymaga swoistego zaangażowania i przygotowania. Kłębiła mi się myśl, aby wreszcie napisać coś od siebie, ale nie wiedzieć czemu ciągle mnie powstrzymywały jakieś dziwne fanaberie, sposób myślenia całkowicie zmieniał się w miarę czasu. Ale jak postanowiłem, tak dotrzymam. Z góry stwierdzam fakt mojego fanatyzmu i ogólnego wielbienia tej książki, więc nie posądzajcie mnie później o stronniczość ;) Każdą część przeczytałem kilkanaście razy i dalej siła woli pcha do przodu, po prostu jest fenomenem dzięki swemu dosyć prostemu językowi i fantastycznie łatwemu dotarciu do odbiorcy. Ale może zacznijmy już treść właściwą i tym zdaniem uważam wstęp za zakończomy, z czego pierwszy raz nie cieszy mnie to, ponieważ chętnie bym jeszcze kilka rzeczy napisał, ale naczelni zapłacili mi z góry za ograniczoną ilość miejsca, więc nadmiernego wysiłku nie uświadczycie z mojej strony ;))

Potter. Kimże on tak właściwie jest?! Jakimś skrawkiem postaci przedstawionej przez świrniętą pisarkę, która sporządzała jego osobowość na husteczce. Można by tak rzec, ale z jednej strony zdecydowanie mimo magicznych zdolności jest istotą podobną do ludzi, posiadającą identyczne cechy. W każdej powieści, baśni, noweli etc. również tak jest, jednak sposób przedstawienia szerszej widowni zasługje na uznanie. Potter to po angielsku m.in."garncarz" jednak posiada wiele innych określen i nie są one jednoznaczne. Jest chłopcem, małym i bezbronnym, nie wiedzącym o swoich ukrytych talentach, o swojej właściwej potędze, o tym, że jest wielki i niezwyciężony. Jest zwykłym dzieckiem przeistaczającym się w nastolatka o swoim toku myślenia, swojej interpretacji otoczenia i wszelkich rzeczy, które go oplatają i zawracają mu głowę. Jest poniżany i maltretowany wręcz przez swoich krewnych. Nienawidzi ich, ma ich dość, ale jednak posiada dość szacunku i wnikliwie próbuje zwracać się do nich tak, aby ich wyższość i znaczenie wychodziły na pierwszy plan. Jest postacią iście nieszablonową, o złotym i szczerym sercu niczym Songo z anime Dragon Ball (to mi porównanie wyszło :) MA swoje wady, to oczywiste, choćby lenistwo i w pewnym fragmencie dobitna mania wielkości. Jest odzwierciedleniem nastolatka na łamach książki, która bądź co bądź, wywołuje wielkie kontrowersje i zmusza do jakiś głębszych refleksji.

Książka. Zacznę może od tego, iż magia i mania czytania w dzisiejszej epoce, w erze nowej generacji, nowego pokolenia, całkowicie straciła na wartości i z taką zajadłością nie poszerza się swych dalszych literackich horyzontów. Nie będę chyba oryginalny twierdząc, że oczywiście nie bardzo mi się to podoba i należy bacznie temu zaradzić. Jednak będzie bardzo ciężko patrząc na dzisiejszą młodzież. Obecnie panuje dziwna fobia, że ludzie nie chcą, aby coś im kolidowało, przeszkadzało w swoich przyjemnościach. Książka dla większości nie jest dziś przyjemnością, a tylko rzeczą, którą trzeba przeczytać nie zwracając nawet uwagi na jakieś głębsze znaczenie. Jest niczym zepsuta piłka, dotkliwie pomiatana i lekceważona. W dobie komputerów jej wartość znacznie zmalała, gdyż nie wykonuje operacji systemowych, trzeba ją czytać i zajmuje to dużo czasu, często nie dostrzegając wewnętrznej satysfakcji z powodu jej poznawania, kartkowania. Podchodząc do tego typu zadań z niechęcią i wręcz gniewem nie można uświadczyć żadnych pozytywnych emocji, falistej wiązki ciepłej energii, jaka od niej wypływa. Jednak może na przecznicy nie pojawiła się dotychczas jakaś interesująca pozycja książkowa, która zadowoliłaby znaczną gromadę nie tylko pasjonatów, ale i także tej drugiej grupy - niechętnych i leniwych. Może odpowiedni marketing nie spowodował, iż wiele ciekawych ofert nagle przepadło gdzieś w bezwartościowych tworach reklamy?

Może, acz niekoniecznie. Według mnie skończyła się pewna era, a nastaje nowa. Era, która łączy i zrasta wszystkich ludzi poprzez książkę, dwie książki właściwie. Jedną z nich jest obecnie na topie trzytomowa wersja "Władcy Pierścieni", natomiast drugą "Harry Potter:(nazwa)" Na temat pierwszej na razie się nie wypowiem, gdyż muszę zapoznać się z treścią po raz kolejny. Natomiast wiele mogę powiedzieć o tej drugiej, zapowiadanej jako nowy Mesjasz i zbawienie na dzisiejszym rynku. (arcy)Dzieło, które poniekąd pozwoli wyzwolić się z wielkiego kryzysu i zaprzestania czytania książek. W poprzednim akapicie padło pytanie o brak nowych pozycji, które przeznaczone by były dla wszystkich, osobników młodej jak i starszej daty, pełne ciepła z jakimś ogólnym wnioskiem i przesłaniem. I analiza powinna nam dać do zrozumienia, czy przepaść między nową technologią a 'starym dziadkiem (książki)" znacząco się zmniejszyła wystawiając na pole próby biednego małego Pottera.

Ukazały się na razie cztery części. Części, które na długo pozostaną w pamięci i zostały wpisane już do annałów. Nie było raczej takiego swoistego fenomenu, gdzie i rodzic i dziecko w przerażającym tempie przeskakiwało ze strony na stronę będąc ciekawym całego zakończenia. Od wydania w pokaźnym nakładzie stosunek rodziców nawet do książek zmienił się radykalnie. Nie twierdzę, że ci nie czytali dzieciom na dobranoc bajek, co to to nie. Jednak pierwszy raz ujrzałem w życiu, aby sami pasjonowali się z pozoru idiotyczną książką o banalnej fabule. Dodatkowym atutem jest fakt pisania językiem w miarę potocznym, zgoła innym od dzieła Tolkiena, który to wyrażał się nad wyraz ciężko i młodym pociechom z pewnością ciężko byłoby zrozumieć treść. Ale przygody Pottera łączą dwie idealnie do siebie dopasowane rzeczy: prostota językowa i ogólna treść, wartość merytoryczna. Połączenie sprawia, iż nadaje ona blasku i inne znaczenie. Dlaczego akurat ta, przecież to fatalne 'straszydło' jest beznadziejne i jak może równać się z Tolkienem? Skandal! Otóż nie, moi mili. Trzeba na początku zaznaczyć, iż jest to zupełnie inny styl pisania i książka kierowana w inne horyzonty, do innych odbiorców. Odbiorców, którzy posiadają szeroko wyspecjalizowaną wyobraźnię, mających możliwości zbratać się z postacią, sprawić, żeby była częścią mnie i jednocześnie upodabniała się do mnie, mnie samego! Można "wkomponować" się w Pottera, postawić w różnym świetle odpowiadającym nam wedle naszej woli. Słyszałem głosy, że odczuwa się wrażenie, jakoby to był najepszy ich kumpel, że właśnie chcieliby mieć takiego przyjaciela, który pomoże i doda otuchy, radości, wytłumaczy i weźmie nawet na siebie winę. To głęboki dowód, jak emonowana energia przeistacza się z martwej osobowości na prawdziwego i żywego człowieka.

O moje schorowane już uszy obiło się zdanie na temat marketingu, które mówiło o specjalnym wypromowaniu książki pod wpływem działania pani Rowling (autorka). Szczerze mówiąc osiągnąłem lekką konsternacją i śmiech mnie ogarnął i nie mogłem się powstrzymać od skomentowania. Wnioskując i analizując można powiedzieć na podstawie przeczytanego zdania, że autorka wybrała się do wydawnictwa i nakazała, aby wydano tę książkę itd. Borneo Mamiioo, i co jeszcze?! I w tym akapicie o całej marketingowej akcji wokół młodego czarownika. Nastała Pottermania, wszędzie z każdego zakątka Ziemi słychać o nowych fenomenalnych zabawkach, konstrukcjach i rzeczach związanych z szyldem czarownika. Czy tego nie można było się spodziewać? CZy z każdym nowym produktem o jakiejś ciekawej formie, na której pozwoli się zbić szmal, nie wykonuje się dokładnie takich samych czynności? Można wystawić na przykład piłkarza, młodą perełkę. Otacza się go szczególną opieką, aby eksplodował i przyniósł jak największe pieniądze. Później reklama, różne związane z nim rzeczy, jeśli oczywiście się wybije. Z Harrym jest identycznie. Nikt go nie prosił o reklamę, a jednak dzięki niej stał się popularny. Media węsząc znaczny przypływ dochodów wychodowały dzieło, uwcześnie je sprawdzając. Dzięki zapierającemu dech w piersiach zjawisku 'ciekawości' wykreowano nową pozycję, nowego idola wielu tego świata. To, że książka stała się popularna zawdzięcza swojemu magnetyzmowi i zainicjowaniu pewnych nowych modułów. Czyż nie eksploatuje się czegoś innowacyjnego, o dużej sile rażenia?
Patrząc na dzisiejszy rynek i mnóstwo elementów Potteromanii rzeczywiście można odnieść wrażenie zbytniego przereklamowania i nazbyt wielkiej manii i wywyższenia. Gdzie nie stanie twoja noga, to kubki, nalepki, koszulki i inna odzież. Cena zależy od miejsca odniesienia. Powoli irytuje mnie już cała kampania i sądzę, że powinno zaprzestać się dalszego rozwoju wypadków, gdyż nie potrzebna jest już reklama. Sukces został odniesiony, czego chcieć więcej? Jednak cała machina mediów ciągle paruje i tylko czeka na wejście na dniach V części młodego czarownika, która to zapewne przyniesie niebagatelne zyski i ludziom od razu przypomni się o całej otoczce i magii arcydzieła literackiego, jeśli chwilowo o nim się zapomniało. Podsumowując ten akapit uważam, iż wszelka reklama i tak byłaby zbędna, gdyż książka sama się broni i powoduje silne przyciąganie do siebie. A prędzej czy później wyszłaby na szersze wody, choć nie zaprzeczam, że reklama mu pomogła i przedstawiła ogólnoświatowej widowni.

Kościół. Nawet tutaj muszę to wcisnąć ;) Napisałem kiedyś arta o stosunku Episkopatu do cyklu. Tym, którzy nie czytali, króciutko przypomnę dodając kilka nowych opinii. Przeczytawszy Pottera ma się nieodparte wrażenie opisów magii i rytuałów. Fakt, wystepują, nawet w znacznych ilościach, jednak jeśli wnikliwie to zinterpretować to w żaden sposób nie sprzeciwiają się papieżowi i Kościołowi. Nie od dziś wiadomo, iż tenże właśnie lubi być w centrum zainteresowania i wyraża własne zdanie na tematy zupełnie im obce, niezanalizowane, nieudowodnione. Powoli władza katolików przemija i już można zdecydowanie odczuć tego skutki. I dobrze się dzieje, gdyż to nie do Kościoła powinna należeć decyzja ostateczna, nie on ma decydować. Magia zasadniczo kojarzy się z rzeczami straszymi, często wyolbrzymionymi, tajemniczymi. Historia powinęła mnóstwo czarownic i przedstawiła iście nieczytelne niekiedy mity. Magii nie można dotknąć, choć dla magika, jak określa się dziś ludzi uprawiających taką właśnie profesję, jest ona blisko i emanuje, pozwala się dotknąć. Jest powszechną zmorą, rzeczą nad którą naukowcy się zastanawiają i prześcigają w błędnych, często głupich teoriach. Nie można sprecyzować, czy to dzieło przypadku, czy nadludzkiej pozaziemskiej siły. Jednoznacznie stwierdza się, że na pewno nie stoi za tym Bóg, gdyż wszelkie słowa i opinia o czarach w Jego oczach jest ambiwalentna i idiotycznie śmieszna. Mimo tego, iż powiada się o Bogu jako nie mającym żadnych powiązań z magią, to śmiem twierdzić, iż jakaś mała cząstka właśnie pochodzi od niego i to on nadaje tonu całemu temu zjawisku. Przecież jest niezwyciężony i niepokonany, o przeogromnej mocy, a więc może opinia o temacie Ojciec Ojców=Magia=Nie jest błędna i zupełnie odbiega od panującej prawdy w rzeczywistości? Ale wróćmy bardziej w stronę Kościoła i samej jego decyzji. Podobno na stronie 666 w IV tomie przygód młodego czarownika istnieją opisy rytuałów magii, przelewu krwi, życzeń śmierci. Jeśli to prawda, to muszę stwierdzić, że przynajmniej dla mnie jest to totalnie wyperswadowane i wielce wyolbrzymione ponad wartość prawdziwą całego dzieła przypadku. Nie uważacie, że tak jest? A może przekład na język polski specjalnie i z premedytacją uwzględnił tenże właśnie opis na odpowiedniej stronie służącej i przypisującej tą liczbę szatanowi? Tego nie wiem, ale oczywiście zdanie Kościoła jak najbardziej przebrzmiało negatywnym echem, a ludzie wręcz z uśmiechem na ustach przyjmowali do siebie takie wynurzenia. Czy nie sądzicie, aby cała ta nagonka spowodowana jest nagłym przywróceniem Episkopatu do władzy? Czy to nie cel, który nakazuje przypominać zawsze i w każdej chwili o Kościele, który jeszcze jest i coś ma do powiedzenia, że on nigdy nie przepadnie i jego istota nie polegnie? Ja odpowiadam twierdząco insynuując na ich temat jak najgorsze epitety. Widocznie władza w chwili dzisiejszej osiągnęła apogeum formy i na tyle tylko stać przedstawicieli katolików jak i całą organizację a świadectwo jakiemu służom jest po prostu zakłamane i nieprawdziwe, co znaczy, że Kościół również święty nie jest, a w pewnych kwestiach nie powinien się wypowiadać przed ówczesnym zapoznaniem się z treścią. Ten moduł i zagrania po pewnym czasie będą się powtarzać, a ci tylko czekają, aby ktoś im dał powód do taniej sensacji i możliwości wrażeń za wszelką cenę.

Świat przedstawiony i przelany przez autorkę na papier jest całkowicie wymyślony, choć można zdefinować miejsce i czas akcji. Specyfiką utworu jest to, iż cała sfera magiczna znacząco góruje nad prawdziwym życiem mugoli, jednak jest to tak opisane, iż o świecie pozamagicznym nie można zapomnieć, a stanowi on uzupełnienie i udoskonalenie miejsca czarów i zaklęć. Trzeba sobie mocno powiedzieć w twarz, iż rzeczywiście Potter jako jeden z uczniów szkoły Magii i Czarodziejstwa jest totalną pokraką, który nie umie wykonać najprostszej czynności bez pomocy przyjaciół. A gorący przeciwnicy, nawet wielbiciele, protestują później, jak może on, mały chłopak, pokonać największego czarnoksiężnika w historii. Za tym wszystkim kryje się pewne przesłanie nie dostrzegane gołym okiem, cechy występujące u bohatera w pełni identyczne i świadome jak u normalnego dziś żyjącego człowieka. A mianowicie poza wszelkimi barierami, problemami i przeciwnościami losu dąży do określonego celu, jest pełen ambicji i wiary w dalszy sukces (choć ta wyjątkowo czasami opada). Mimo wielu bolesnych ciosów psychicznych potrafi wyjść z dołka, a pomimo braku pewnych potrzebnych umiejętności dzielnie walczy i zwycięża. Od dawna według filozofów istnieje walka Dobra ze Złem i we wszelaki sposób się ona objawia. Ideą książki młodego czarownika jest bezgraniczne i triumfalne zwycięstwo okupione jednak stratami. Ma budzić w ludziach podziw, ale jednocześnie dać do zastanowienia, czy aby ja nie mogę dokonać cudów wbrew okolicznościom. Emanuje wspaniałą nadzieję, pokazuje w prosty i czytelny sposób, jak należy i trzeba dbać o swoje dobra i walczyć do końca nawet wtedy, jeśli przegrana jest blisko. Początkowo nie zauważałem tego, ale zdecydowanie nad całą fabułę wybija się wiktoria Dobra nad Złem i zniszczenie go po wsze czasy. Nie powiem, również denerwuje mnie kilka sytuacji, lecz przede wszystkim książka kierowana jest do młodzieży, dzieci wręcz, które w początkowym stadium dorastania szanują i pragną, aby Dobro wygrało. Spotkałem się z kilkoma krzykami pełnymi radości ze względu na końcowy sukces Harrego. Takie dzieci cieszą się razem z postaciami i identyfikują się z nimi. Będąc dzieckiem nie wie się praktycznie nic o złych rzeczach, żądza i powszechnie panująca opinia wsród małolatów chyli się zdecydowanie ku prawdzie i dobru. A to jest zalążek i wskazówka pomagająca inaczej patrzeć na świat w późniejszym życiu.

Zakończenie w bajkach, baśniach jest zawsze takie same. Nie trzeba być wcale spostrzegawczym, żeby zobaczyć znacząco przewagę dobra nad złem w finalnym momencie. Ale czy koniec nie może być piękny, radosny i sprawiający pewne uczucie odpłynięcia marzeń i lęków. Nie będę namawiał nikogo do czytania tego dzieła, gdyż zdecydowanie ten, kto nie lubi w chwili obecnej Pottera, raczej dalej będzie trwał w takim stanie życiowym. Ja tylko przez ten art próbowałem uświadomić wam przesłanie i całą ideę. Nieprzerwanie jednak sądzę, iż cała machina reklamy i mediów pomogła w jakiś sposób wybić się tej pozycji, jednak książka i tak broni się sama poprzez swoją nieszablonową ciekawość i nagłe zwroty akcji przemawiające bądź za Potterem, bądź Voldemortem. Cały siedmioksiążkowy cykl przejdzie do historii, o ile już annały nie zostały zapełnione tą nazwą. Po raz pierwszy od kilkunastu lat dane nam było przeczytać twór dla ludzi każdej daty, każdego środowiska, o pełnym upodobnieniu do ludzi, a zarazem niewinnej ucieczki od pewnych modułów i schematów rządzących się do tej pory swoimi kopiowanymi i powtarzanymi już prawami. Przysłowie "Muzyka łagodzi obyczaje" powinno zostać zmienione na "Potter łagodzi obyczaje i dodaje wiary w sukces". gdyż wszelka pozytywnie emanowana energia jest magicznym trafem, wspaniale przekazywana i zamagnetyzowanych zostało kilkaset milionów ludzi czekających w niecierpliwości na następne części, które zapewne dostarczą nam wielu przeżyć i radości. I dla mnie właśnie ona jest pozycją przełomową, gdyż trafia dosłownie do wszystkich i bezsprzecznie ma największą popularność, a prosty język i miła kompozycja jest tylko pomagającym dodatkiem, natomiast "The Lors of The Rings" zdecydowanie nie jest skierowany dla każdego i forma pisania (przetłumaczenia) jest na pewno dla wielu niezrozumiała i trudna. Ale w pełni podziwiam świat Tolkiena, ponieważ stworzył coś wybitnego i pięknego zarazem, odpowiadającego milionom osób i za to podziękowania dla niego, natomiast jeśli chodzi o rywalizację Potter: Gandalf, Frodo, Sauron, reszta... dla mnie nie ma najmniejszego sensu i jest idiotyczna.

Tym zdaniem kończę pierwszą część o młodym czarowniku Hogwartu i mam nadzieję, że zaklęcie uwiedzie również Eddiego, któremu ów text się spodoba i choć raz będzie ze mnie zadowolony, co jest raczej mało prawdopodobne :). Dziękuje za uwagę. II część traktująca o książce powinna pojawić się za dwa miesiące w krótszym wydaniu. I tam będzie to, co tutaj się nie pojawiło, a mianowicie krótkie streszczenie i fragmenty, które moje ręce będą chciały sobie skomentować. Może pożegnam się w wersji kościelnej i podziękuję za przeczytanie arta: "Bóg zapłać".

sly
slyther@go2.pl
(Podoba się wam moje tło i kompozycja tekstu?)

God Save Tatu * Me * Zaczarowanych... *

Chciałem na koniec jeszcze tylko coś powiedzieć: nie wiem, jak mam się ustosunkować do textu Nekro coś tam pt."Piszemy Pottera", gdyż autor wyraźnie sam chyba nie wiedział, dlaczego pisze i po co. Czy forma segregacji poszczególnych faz akcji nie jest przeważnie taka sama? A to, że w praktycznie każdej części najpierw opisane są relacje z rodziną, a późnej nauka w Hogwarcie i walka z Voldemortem, to przemyślane i w pełni kontynuowane według pewnego schematu. Po co zmieniać cały istniejący porządek i plan wydarzeń, całą kompozycję książki? Tymi słowami naprawdę kończę i na polemikę już nie mam siły, gdyż jestem podłamany poniekąd totalną ignorancją i brakiem szacunku autora do ludzi czytającyh to dzieło, jak i samej autorki. Ale może następnym razem, w drugiej części... ? (Eddie, nic nie będę skracał :)

Ciekawostka: nie mogłem się powstrzymać :) Mianowicie moja ksywka ("sly") wiąże się bezpośrednio z książkami o młodym czarodzieju. Harry uczęszcza do szkoły, gdzie są cztery domy (wewnątrz zamku, takie nowe miejsce mieszkalne) i jednym z nich jest "Slytherin". Nazwa bardzo mi się spodobała i zapożyczyłem właśnie od tej nazwy, skracając ją o dwie litery, czyli slyther. Jednak nie chciałem pseudonimu mieć takiego samego jak adres e-mailowy, więc znów oberwałem cztery litery i stąd moja obecna, jedna i niepowtarzalna godność: sly. Piękne, prawda? :)

[Eddie: Jestem z tego tekstu zadowolony. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że Twoje teksty stają się coraz lepsze. I mam nadzieję, że ta tendencja zostanie zachowana :) ]