=-=-= Dentyści - sadyści ? =-=-=
Siemka siemka. Już na wstępie zaznaczę w imię przejścia do historii, że ten text napiszę półfontami, co nie zdarza się zbyt często, czytaj: rzadko/wcale. A to wszystko po remprymendzie od Eddiego. Szanuje jego zdanie, wypowiedź w mailu przeczytałem kilkakrotnie i rzeczywiście można stwierdzić, że text bez polskich biednych znaków jest beznadziejny i ogólnie nieczytelny. Tak więc art przechodzi do annałów, ale jeszcze nie wiem, czy się ukaże na łamach, więc nadmierne chwalenie raczej nie popłaca. A dziś wyjątkowo krótko napiszę wam o dentystach, czyli o ludziach grzebiących nam w zębach i sprawiających ból niewinnym ludziom, czyli nam :)) I będę was przekonywał, abyście nie bali się tam chodzić, ponieważ wcale nie jest tak strasznie, jak mogłoby się wydawać. Niniejszym wstęp uważam za zakończony. Moje serce owinęła radość i nic tego nie zmieni :)
Według powszechnej i obowiązującej opinii, wizyta u dentysty jest koszmarem i przejściem przez męki niczym ukrzyżowanie Jezusa. Zawód ten kojarzy się źle w dzisiejszej Polsce, ludzi od razu oplata dziwne uczucie niepewności i niezdecydowania, tudzież strach o własne zęby, ból ... i wiele innych czynników powodujących negatywne odczucia w stosunku do stomatologów. Niemniej trzeba wspomnieć, iż leczenie prywatne a szkolne różni się znacząco i praktycznie tak dwóch odległych biegunów nowej technologii leczenia zębów nie można porównywać ...
Nastał ten dzień, kiedy musisz stawić się w szkole na obowiązkowym przeglądzie zębów i zaleczeniu co mniejszych ubytków. Uczniowie nie lubią urządzać eskapad w to miejsce, wręcz panicznie występuje u nich biała gorączka, kiedy to już muszą odwiedzić to miejsce. W młodości, za czasów klasy zero, tzw. popularnej zerówki, dzieciaki aż paliły się do stomatologa i każde prześcigało w stosunku do zdrowych zębów. Lakowanie praktycznie nie wywoływało żadnego bólu, a cotygodniowy przegląd był zasadniczym szczęściem i podobał się dorastającej młodzieży. Bajeczki o bezbolesnym borowaniu, wyrywaniu już się nie sprawdzają, przynajmniej jeśli chodzi o nastolatków w wieku prawie produkcyjnym. Wtedy nikt nie wiedział za pierwszym razem, czy miła pani stomatolog rzeczywiście mówi rację i że zabieg odbędzie się bez dodatkowego bólu. Jednak pozostawał gdzieś w sercu widok tych dziwnych przyrządów, nieprzyjemnego zapachu ... Jako dzieciak dba się o zęby i są one niejako przepustką, znakiem rozpoznawczym, choć dziś trzeba umownie rzec, że młodzież ciągle jedzie na tych paskudnych gumach miętowych i różnych akcesoriach spożywczych mających za zadanie ochłodzić oddech. Jednak za bardzo wybiegam w przód, może zostańmy jeszcze przy sprawie początkowych faz dorastania. Rodzice przeważnie pilnowali dziecko, aby to myło dosadnie i dokładnie zęby przy okazji im towarzysząc. I w tym jest jakaś idea, ponieważ należy zachęcić taką osobę młodej daty do stosowania pasty do zębów i przyzwyczajenia do codziennej monotonii wykonywania tej czynności. Malec odpowiednio nie naprowadzony, nakierowny - może popaść w skrajność i pewne zachowania oraz powszechne obowiązki zanikną powodując gwałtowne zaprzestanie mycia zębów (zdanie skomplikowane, acz czytelne chyba, nie ?)...
A teraz opowiem troszeczkę o moim stosunku do stomatologów kiedyś i dziś, czyli dwuznaczna opinia na ten temat. Owszem, kiedyś aż paliłem się, kiedy usłyszałem zdanie 'pójście do dentysty' i jak najszybciej chciałem się tam znaleźć pod warunkiem, że to był tylko przegląd a nie żadne rekonstruowanie moich zebów. I szczerze mówiąc to myłem zęby nie zbaczając na to, żeby oddech był świeży i przyjemny, ale dla czystej rywalizacji z innymi przyjaciółmi z klasy. I tak idylla trwała kilka lat, dopóki znalazłem się w piątej klasie podstawówki. Zaczęły się już jako tako poważne obowiązki i przestałem myć zęby nawet nie zdając sobie z tego sprawy! Człowiek próbujący do czegoś dojść jest pochłonięty pewnymi sprawami, jednak ja nawet nie miałem czasu na takie błahostki, ale dziś zdaje sobie sprawe, że był to tylko moje dziwaczne myśli, a serce dopiero przemówiło mi niedawno. Ale do chwili osiągnięcia przeze mnie wieku 10 lat bardzo chętnie i z pasją nawet wybierałem sie na częste kontrole do stomatologa. Na lakowanie to ja mogę iść, pewnie że tak. Ale jak pierwszy raz miła pani dentyska stwierdziła u mnie poważne ubytki uzębienia, to strach mną zawładnął, ponieważ przymierzała się do borowania, a nawet wyrwania zęba, mimo moich stanowczych sprzeciwień :)) I w późniejszym czasie już, gdy tylko widziałem zbliżające się ostrze do moich ust, to straszne zdenerwowanie mnie ogarniało i cały się pociłem. To było przerażające i moja przyjaźć do pracujących tam pań lekko zmalała. Nie chciałem dodatkowych wrażeń z takich pobytów, a te stały sie po pewnym czasie koszmarem i strasznymi katorgami. Najgorsze jest to, kiedy dentysta ci oświadcza zdania w stylu 'musimy borować lub wyrywać' oraz 'masz poważne ubytki'. Wtedy adrenalina osiąga punkt zwrotny, a przeważa część negatywna, nieprzyjemna. I sielanka znowu trwała kilka lat z tym jednak zwrotem, że postanowiłem się ukrywać przed tymi 'okrutnymi bestiami' i więcej na kontrole nie chodzic. Ba, nie pokazywać się w szkole, kiedy wyznaczona była data kontroli i przeglądu. Po prostu bałem się nawet spojrzeć na wywieszkę z napisem 'Stomatologia', a co dopiero ponownie usiąść na krześle i tylko obserwować w ciągłym lęku, jak on/ona trzymają te ich tajemnicze dla mnie narzędzia. Krążyło mi gdzieś tam w 'środku', że to specjalnie i ci ludzie zostali stworzeni po to, aby innym uprzykrzać życie i naprowadzać ich na drogę bólu i strachu. Gdy dowiedziałem się, co to takiego jest antychryst, od razu moje skojarzenia przeszły na te osoby. A że było ich tak wiele? Później zostałem doinformowany o klonowaniu i moja 'teza' brzmiała następująco : stomatolodzy się zklonowali i sieją zło na świecie ukrywając pod tymi dziwnymi postaciami. Dziś demoniczny śmiech mnie ogarnia, gdy słyszę te słowa, te moje niepodważalne teorie. Ale może idźmy dalej ...
Tak sobie przetrwałem dziwnym trafem kolejne kilka lat, aż do czasu, kiedy na samym przodzie mojego strasznego wtedy uzębienia pojawiła się ogromna dziura. Gdy tylko patrzyłem w lustro otwierając szeroko usta, na sam widok robiło mi się źle i słabo. ALe nikomu nie chciałem o tym powiedzieć i przez pewien długi okres wogóle się nie uśmiechałem 'skrywając' to, co posiadam w środku, to straszne zło, które wprawiało mnie w kompleksy. Jak już wspominałem, strach przed stomatologami nadal u mnie się przejawiał, więc absolutnie nie zgodziłbym się na pójście ponowne, na 'śmierc' - jak nie fizyczną, to istnie psychiczną, ponieważ człowiek naprawdę jeśli boi się dentystów, to dla niego każdy pobyt jest walką o przetrwanie i odliczanie pozostałych minut do końca wizyty. I wracając do wątku. Mój ojciec wreszcie został doinformowany o moim ubytku [do dziś nie wiem skąd, a nie chce mi powiedzieć] i natychmiast kazał pokazać to, co 'skrywam'. JAk zobaczył, mało nie upadł i dziwna mina wystąpiła na jego twarzy. Komentarza może nie przytoczę, gdyż epitety nie były zbyt kulturalne i chyba przemyślane. Jednak uogólniając, były insynuacjami na mój temat, jaki ze mnie debil itp. I zabraliśmy się do prywatnego lekarza-stomatologa. Całą noc przed wypadem nie spałem w trosce o swoje zęby, niepewność towarzyszyła mi przez cały czas. Ale następnego dnia musiałem pod kontrolą i darmową ochroną :)) udać się do przemiłej jak się okazało pani i pójść według mnie na pewną śmierć psychiczną ...
Usiadłem na fotelu, znowu ten okropny zapach doskwierał wzbudzając silne poczucie niezbyt przyjemnych wspomnień. Byłem całkowicie oszołomiony, zdezorientowany. JEszcze jak zobaczyłemm, jaką igłą dostanę znieczulenie, to mało serce nie dostało zawału, tudzież przedwcześnie nie splajtowało. Gorączkowo złapałem fotel i trzymałem do końca wizyty, ktora o dziwo, przebiegła bez żadnego bólu. W trakcie aż naprawde niedobrze mi się robiło, kiedy asystentka co chwilę podawała jakieś dziwne waciki, kremiki, igiełki i metalowe dyski. Takim właśnie dyskiem wiercili mi w zębie całkowicie rekonstruując go. Zastosowano w moim przypadku leczenie kanałowe. Natrętnie chciałem się dowiedzieć, kiedy wreszcie to będzie miało koniec, mimo że nic nie bolało, a cała wizyta to tylko przyjemność. Kiedy koniec, ile jeszcze, a co to jest, nie bedzie bolało? - to najczęstsze z wypowiedzi, które kierowałem do dentystki. Minęła cała godzina przy wielkich mękach psychicznych, gdy nastał koniec i mogłem udać sie do domu z nowym 'zębem'. Dostałem kilka wskazówek i po dziś dzień je stosuje bojąc się, żeby sytuacja znowu nie miała miejsca. A teraz wam napisze o zasadniczej różnicy między lekarzami prywatnymi a szkolnymi. A więc ...
Lekarz szkolny: szczerze mówiąc to mam o nich jak najgorsze zdanie. Przynajmniej jeśli chodzi o gimnazjalne panie. Szczególnie z tego mojego. Wydaje mi się, że taki typ stomatologów w szkole robi wszystko, aby tylko zrobić, bez żadnego znieczulenia. Oczywiście nikogo nie obchodzi, że boisz się wyrywania i stanowczo otwierają ci twarz i jadą z koksem wbrew twojej woli i chęci. Na sam widok takich ludzi kręci mi się w głowie i mam o nich jak najbardziej złe mniemanie podając dowody i stosowną argumentację. Tak się złożyło, iż ci szkolni stomatolodzy prowadzą również prywatne kliniki leczenia zębów, gdzie o dziwo starają sie jak tylko mogą, przymilają do klientów, rozdają jakieś dziwne ulotki itd. Wiadomo - wielkie pieniądze i o osobę, która płaci sporą gotówkę dba się i sprawia, żeby czuła jak najlepiej w tym klimacie. A po co w szkole tracić nerwy, te okropne dzieciaki jeszcze się kłócą i mówią, że im to do szczęścia niepotrzebne. Rozumiem, że można być zdenerwowanym w takim momencie, ale nie należy za wszelką cene wyładowywać sie psychicznie na uczniach.
Lekarz
Prywatny: i tu wam mówie kochani, że taka wizyta to tylka
przyjemność i rozpływ wszelkich lęków, problemów itp.
Totalnie odlotowo profesjonalna robota, jak się trafi jeszcze
miła 'obsługa' to po prostu raj. Ludzie tacy rozumieją, [nie
wszyscy] że dobro klienta jest ważne i starają sie, aby zabieg
nie był bolesny, a przyjemny i pożyteczny zarazem. Dzięki
zastosowaniu najnowszych technik w tej dziedzinie nie
uświadczymy żadnego bólu i na następne wizyty aż ludzie
będą biegać. Taki stomatolog zawsze porozmawia, wytłumaczy,
pozwoli na odpoczynek, jakieś nasze uwagi i spostrzeżenia. Nie
bójcie się chodzić do prywatnych ludzi, ponieważ to skarby
naszego biednego państwa - Polski [Eddie, napisałem to z
dużej, widzisz ? :))] [Eddie: Widzę, widzę i cieszy mnie, żeś się w końcu nauczył. Mam nadzieję, że tak już zostanie :)]
Co do akcji mających na celu zwiększenie popularności mycia zebów, tudzież zachęcenie do tych czynności to sądzę, że powinny być jak najczęsciej organizowane. Miałem okazje raz uczestniczyć w takim czymś i wcale sie nie zawiodłem. Ludzie panicznie bali się podejść, kiedy tylko pani stomatolog za darmo udostępniała swój fotel. I darmowy przegląd oraz usunięcie ubytków przy zastosowaniu najnowszych technologii leczenia uzębienia. Jak kilka osób zobaczyło, że to rzeczywisćie nie takie bolące i straszne, ustawiła się długa kolejka i dentystka miała pełne ręce roboty. Potrzeba, naprawde potrzeba organizować podobne akcje, gdyż tylko wtedy można młodemu człowiekowi uświadomić, ile traci poprzez niesystematyczne szczotkowanie zębów. A kiedy już coś jest źle, to wtedy nie ma tak dobrze i trzeba wszystko robić na własnych nerwach wedle dostępnych środków finansowych. Zdrowo przegięte są ceny operowania naszych szkliw itd. i powinni je obniżyć, ponieważ jak tak dalej pójdzie to nie wiem, kto tam będzie witał na wygodnym foteliku ... Kończąc ten akapit przytoczę bardzo modne zdanie z pewnego widowiskowo-rozrywkowego programu muzycznego na Polsacie : "jestem na tak".
Dzięki za uwagę. Podsumowując stwierdzam, że nie taki diabeł straszny jak się go maluje. Ten text ma za zadanie zachęcić do chodzenia do dentysty, przełamanie powszechnie panującej opinii i zasad oraz barier strachu. Mógłbym napisać to z innej strony, a opowiedziałem z punktu odniesienia mojej historii i odczuć z tym związanym z dodatkami obiektywnymi refleksjami. A można go również inaczej napisać, choćby w stylu opisującym życie i zadania stomatologa, ale uważałem, że to raczej będzie nudne dla odbiorcy. Tekst napisałem półfontami i rzeczywiście uważam go teraz za bardziej czytelny niż kiedyś. Ale czego się nie zrobi dla czytelnika. :)) Nie wiem dlaczego, ale jeszcze nie zostałem uhoronowany żadnym medalem za moje uprzyjemnianie życia innemu człowiekowi :)) Kończąc mowię, że wypowiedziane wyżej słowa nie mogą być kopiowane, crakowane, wycinane a tym bardziej sprzedawane bez autora textu, czyli mnie, ponieważ są integralną częścią tegp właśnie egzemplarza :)) Pozdrowienia dla czytelników Action Maga i niszczycieli textów, dwóch nieustraszonych jeźdźców apokalipsy [wiem, że było ich czterech] - Qnika i Eddiego. Anwłajaż, merci, pardon :) A mój trener ostatnio wyjechał z takim textem : "Bierzemy piłki na trzech i każdy ma mieć piłke" :)) Powa'rz'nie ? :)
sly
slyther@go2.pl
God Save Tatu * Me * Miotłę Harrego
Pottera * Polską Brać Alkoholików :))
(Qnik, widziałeś tą waszą gwiazdę Julitę z Baru ?! Ona jest z Kielc :)) {Nie widziałem i oglądać nie zamierzam. Mój stosunek do Baru jest nieco... Nie powiem, żeby nie było, że deprawuję ludzi - Qn`ik}