USA vs Irak
W tym arcie chciałbym poruszyć sprawę ataku na Irak oraz zamachu na WTC.
Wielu ludzi twierdzi, że atak na WTC zmieni świat w sposób gigantyczny. Nie zgadzam się z tym. Według mnie atak ten nie różnił się zbytnio od zamachów, które mają miejsce na bliskim wschodzie. Ktoś może powiedzieć, że w zamachu tym zginęło więcej osób, ale według mnie liczba zabitych ma znaczenie tylko dla statystyków. Dla mnie każdy człowiek jest ważny. Jeżeli odchodzi jeden, który składa się z milonów myśli, uczuć, mający rodzinę i przyjaciół, mający smutki i radości, przeszłość i przyszłość, jeżeli zginie, to tak, jakby zginęły tysiące. Natomiast liczba kilku tysięcy nie robi wrażenia: "nie przemawiają do wyobraźni/jest ich za dużo/cyfra zero na końcu/przemienia ich w abstrakcję"1. Właśnie, jest ich za dużo, to tylko bezkształtna masa. Wyobraź sobie człowieka. A teraz wyobraź sobie 2 tysiące, każdy inny. Trudno, nie? A na bliskim wschodzie giną ludzie i to od pół wieku! Ale jakoś tam nikt nie robi rocznic, nie śpiewa, nie płacze, nie pokazuje w TV. Czy tylko dlatego, że w WTC ginie więcej ludzi? Nie, dlatego, że zginęli w Ameryce, kraju -potędze. Kraju, który wydawał się niepokonany.
Przejdźmy teraz do tematu ataku na Irak. Amerykanie szybko otrząsneli się po 11 wrześcia i wpadli na pomysł: "Przetrzepiemy skóry wrednym arabusom, nie będą tu nas atakować". Jak pomyśleli tak i zrobili. I natychmiast wysłali wojska do Afganistanu. Żołnierze rozwalili trochę kraj (i tak rozwalony), pozabijali złych arabusów i w glorii i chwale wrócili do Juesej. Nie pomyślcie, że jestem fanem Bin Ladena, tego człowieka mam w pogardzie, gdyż jest strasznie zakłamany: nawołuje do śmierci w boju i chwale, a sam tymczasem ukrywa się w ToraBora, a teraz pewnie gdzie indziej. Co, nie chce do tego nieba? Jedno jednak trzeba mu przyznać -jest cholernie inteligentny i potrafi manipulować ciemnym ludem. No dobra, ale teraz prezydentowi Juesej w jego pustej główce zrodził się pomysł ataku na Irak, który to atak przyniesie mu sławę na wieki. Bush miał bowiem szczęście, gdyby został prezydentem na przykład w czasie kadencji Clintona, to zasłynąłby co najwyżej niezwykłą inteligencją (polecam Na luzie w CDA 04/2002, są tam jego teksty, ubaw po pachy). No i trafił mu się ten atak, postanowił więc (a właściwie postanowili jego zastępcy) zniszczyć terroryzm. W sumie pomysł dobry i szczytny ale jest jeden szkopuł - terroryzm, to nie tylko Husajn i Bin Laden.
Tak więc atak na Irak może mieć dwa cele:
a) rzeczywiście zniszczenie terroryzmu, ale wydaje mi się, że Bush ma zbyt inteligentnych pomocników, by w to wierzyli. Atak ten nie tylko nie zniszczy terroryzmu, ale może jeszcze bardziej wzburzyć terrorystów
b) zdobycie wpływów na bliskim wschodzie i w efekcie dostęp do wielkich złóż ropy, to może być według mnie prawdziwy cel, ale dowodów nie ma.
Ale USA nie mogło zaatakować tak od razu, przecież mogłyby się wtedy od nich odwrócić państwa ONZ, Bush wystąpił więc z ultimatum dla Iraku: albo dacie się skontrolować, albo atakujemy. ONZ miałoby sprawdzić, czy w Iraku nie ma atomówek. I ja się pytam - dlaczego USA może mieć broń jądrową, a Irak nie? Czekam na odpowiedź. Według mnie nie powinno być wogóle broni atomowej. Wiadomo - Husajn się nie zgodzi (podobno się zgodził, ale później to odwołał i tak dalej), no to atak. Teraz trzeba tylko czekać na atak. Według mnie Amerykanie tak by się do wojny nie palili, gdyby wiedzieli, czym ona jest. W USA od czasu wojny secesyjnej nie było żadnej wojny i niech nic nie ściemniają z Pearl Harbour, bo to pryszcz w porównaniu z bombami nad Japonią. Teraz mówią, że nie będzie ofiar w cywilach. Taa, jasne! Zawsze w czasie wojny najbardziej cierpią cywile. Hipotetyczny rozwój wypadków:
1.Atak USA
2.Odpowiedź Arabów
3.Pomoc Europy
4.III wojna światowa
Tym niezbyt optymistycznym akcentem kończę..................................Kefir
Nie zgadzasz się, zgadzasz, chcesz wysłać mi wirusa? Pisz. Wejdź też na moją stronę.
Przypisy i PS-y:
1-Z. Herbert "Pan Cogito czyta gazetę"
PS -nie mam humoru na PS-y