MUŁ
Nie, nie będę tu pisał o takim miłym zwierzątku tylko o popularnym dołku, ataku schizy czy
powszechnie znanej depresji! Skąd ten cholerny muł??? Atakuje znienacka, napada na swą ofiarę
i wprawia ją w okropny nastrój. Sentymentalizm, melancholia, smutek, zrezygnowanie...
Skąd to wszystko???
Jestem szczęśliwy, dopisuje mi humor, a tu nagle zamulam się gorzej niż
stuletnie bagno w dżungli Amazońskiej!!! I tak chodząc ponury, przyciskany szarą rzeczywistością
ledwo co oddycham! Zastanawiam się nad sensem życia! Nad błędami, które popełniłem! Myśle o ludziach
na których mi zależy! Oraz o tym co by było gdyby mnie nie było!
I tak odpływając w muzyce po głowie chodzą mi różne głupie myśli!!!
Czym jest moja egzystencja na Ziemi???
Po co żyje???
Czy mam jakiś cel???
Czy to co mnie czeka jest gdzieś zapisane???
Co by się stało gdybym teraz zszedł, umarł pożegnał się z tym ziemskim padołem pełnym łez???
Czy ktoś by zapłakał? Czy by zatęsknił??? Czy w ogóle ktoś by stanął nad moim grobem???
Czuje się niepotrzebny, zbyteczny, bezsilny... jetem szarym człowiekiem, który się nie liczy!!!
Osobą, która jest tu przez pomyłkę!!!
Człowiekiem, który chce odejść!!!
Organizmem, który pomimo braku zgonu gnije od środka...
Myśle intensywnie, a moje fałdki na mózgu rozgrzewają się
wręcz do czerwoności, mam ochotę zostawić wszystko, zerwać wszystkie kontakty i zacząć życie od nowa!
Bo czy można być pewnym, że osobę którą nazywam przyjacielem jest nim rzeczywiście???
Powoli zamulam się jeszcze bardziej... i bardziej... i bardziej, a pytania kłębią się w nieskończoność!
Dlaczego??? Po co??? W jakim celu??? Czuje się jak przeżuta guma! Jestem niczym ślimak bez skorupy,
a każdy pstryczek jest niczym śmiertelny cios! Zaczynam rozmyślać nad przeszłością! Co bym zmienił,
co zrobił, a może inaczej coś powiedział. W głowie coraz większy mętlik! Już niczego nie jestem pewien!
Czyżby moja psychika była taka słaba? Nie mam już siły!!! Nikt mnie nie rozumie!!!
Mój dół jest coraz większy! Już byle co mnie "dotyka", drażni... mój dół staje się moim grobem!
Nic mi się nie chce... już nie dostrzegam sensu, celu, przyjaciół... Jestem sam!
Stoje samotny na placu boju... Ale kto jest moim wrogiem??? Nie dostrzegam go, a jednak mnie kąsa!
Mętlik, zagubienie i kolejny cios! Walcze zaciekle, miotam się po placu i po raz kolejny tne niewidzialnym orężem powietrze...
Każdy zamach, każda próba uderzenia kończy się fiaskiem! Każdy nie celny atak to kolejne rany... ból... tak bezgraniczny ból to to co teraz czuje... Oprócz tego wyczerpanie daje się we znaki... Mimo to dalej walczę!!! Bronie się!
Nie mogę trafić, nie mogę pokonać, nie mogę zwyciężyć! Światełko, mój przewodnik, guru... gaśnie! Dlaczego???
Gdzie Ci wszyscy, którzy nazywali się moimi przyjaciółmi??? Nie ma ich... zdrada!!!
Na niebie pojawia się księżyc, rozbłyskają pierwsze gwiazdy, a ja dalej się męcze... jednak natchodzi ukojenie!
Jest mi smutno... mam ochotę się rozpłakać!
Ale po co??? To nie ma sensu! Czy wszystko musi mieć sens? Nic mi się nie chce! Wszystko mnie boli!
Księżyc jest coraz wyżej, świeci coraz jaśniej... dziś pełnia!
Ale dlaczego??? Skąd ten muł???
Blask księżyca zalewa mój pokój... gwiazdy zaglądają przez okno, a myśli krążą! Coraz smutniejsze... coraz czarniejsze
coraz bardziej tragiczne... Kłębią się niczym fale na oceanie! Tak to sztorm w mojej głowie, a ja samotny
płyne przez tą wodę w małej łódeczce bez celu... Wiatr dmucha jak oszalały, fale miotają mną na wszystkie strony... zaczynam się żegnać z życiem... przede mną odchłań!
Księżyc... błyszczy coraz jaśniejszym światłem! Daje ciepło! Nadzieję! Sen! Tak upragniony sen!
Jeszcze tylko jedno pytanie: skąd ten muł i czemu służy??? I odpływam...
Rozluźniony, spokojny i szczęśliwy oddaje się w ręce Morfeusza, bo jutro będzie kolejny, lepszy dzień.
-= ZuRm =-     zurm@poczta.onet.pl