WYBORY 2002

Eyka! Co słychać? Nie wiecie. No co wy, gazet (sorry Smg - czasopism ;) nie czytacie? No to wypad na miasto - patrzcie, wybory. Tak, o tym przykrym incydencie pisała cała prasa w Polsce ;). Newsweek też (co ja się tak uwziąłem na ten biedny tytuł? ). A textem, który mnie motywował do spisania moich błądzących myśli (hehe :) był szczególnie 'Portret wyborcy' z numeru 44/2002. Szkoda tylko, że w momencie, kiedy to czytacie wszystko już dawno minęło :(.

Jesień, liście, listy, wybory :)... Jak spełnili swój 'patriotyczny obowiązek' nasi pełnoletni współplemieńcy :)? Czym się motywowali? Co się zmieniło? A zmieniło się coś, tylko żal, że nie w głowach :(. Otóż tym razem obywatele dostali możliwość bezpośredniego głosowania na stanowiska burmistrzów, wójtów i prezydentów miast, co dało im namiastkę poczucia władzy nad sobą i okolicą. Większość postanowiła z tego przywileju skorzystać, i to w niebanalny sposób ;).

Większość wyborców miała swój żelazny typ przed okresem kampanii, ale byli także tacy, których do oddania głosu na danego kandydata skłoniła ciekawie rozegrana część populistyczna kampanii. Niestety brakuje w nas, Polakach poczucia jedności narodowej, patriotyzmu, wspólnego dobra; dlatego różne organizacje 'patriotyczne' bardzo często są przez nas wkładane do jednego koszyka z neonazistami, z którymi nie mają wiele wspólnego. Każdy Polak lubi i z zawziętością dba o swój własny tyłek, najbliższy jego egzystencji ;). Nie obchodzi ludzi polityka na wyższym szczeblu, powiatowym, a już w szczególności wojewódzkim. Elektorat jest zainteresowany własnym podwórkiem (żeby mi drogę do wychodka wyasfaltowali ;), tym, co dotyczy go bezpośrednio, kiedy tak na prawdę od ludzi wybieranych na szczeblu gminy zależy bardzo mało, a z każdym dniem zależy coraz mniej. Ludzie burzą się, dlaczego tak jest, i mają rację, bo osoba obeznana z realiami danej miejscowości przy odrobinie dobrych chęci może wiele wskórać. Ale większa ilość urzędów dla takich osób, przeznaczenie im większej ilości pieniędzy do zagospodarowania i 'rzeczoznawstwo' pociągnie za sobą nie tylko wzrost biurokracji ale też (co odwiecznie łączy się z biurokracją) eskalację tak znienawidzonej przez nas korupcji :(. I dla tego większość wyborców postawiło krzyżyk przy nazwisku znajomego, lepiej iść przecież do Yoozca z flachą i załatwić coś, niż włóczyć się po urzędach z kopertami (tak przynajmniej pół flachy zostanie 'w domu' ;). Znaleźli się i tacy, którzy wybierali danych 'delegatów' tylko aby zadeklarować swoje poparcie, lub jego brak, dla jednej, określonej partii politycznej. Zdawać by się mogło, że w momencie, kiedy 'do rąk' lud dostał władzę takie działanie jest bezsensowne, wydaje się, że w tej sytuacji głosować powinniśmy (dorośli powinni :) na ludzi z odpowiednim programem, nie patrząc na przynależność partyjną. Denna idealizacja, na jaką liczyły mniejsze ugrupowania. Głosując na człowieka z partii głosujemy na partię, ponieważ w partii istnieje coś takiego jak dyscyplina partyjna (taki rzemyk ;). Dyscyplinę zakładają w sejmie, ale lokalny 'prezes' również może ustanowić dyscyplinę specjalnie na jakieś szczególnie ważne głosowanie. A szczególnym przykładem głupoty statystycznego Polaka (a raczej statystycznej Polki :) była wypowiedź pewnej pani, która stwierdziła, że swój głos odda na *******, bo chce, aby jej miastem po raz pierwszy rządziła kobieta. Niesamowicie rozwinięta motywacja, ale nie ma się co dziwić - blondynka, i do tego w miarę ładna :)). Oczywistym jest, że reprezentant danej grupy społecznej będzie jej najlepszym przedstawicielem w kręgach rządzących, ale czy tędy droga? Liczy się coś poza tym, że kandydat jest kobietą, homoseksualistą, kierowcą autobusu czy kelnerką (do żadnego z nich nic nie mam :).

Walka o wyborców w niektórych miejscach przyjęła nawet formę bezpośrednich pojedynków bokserskich, kiełbasy wyborcze słały się tonami po naszych ulicach. W moim mieście okazją do zaprezentowania 'przyjaznego' oblicza, szczególnie względem młodzieży stały się 'dni miasta' (niedawno obchodziliśmy jego 650 lecie :). Na wielkim, dwudniowym festynie wyświetlano za friko hity w kinach, zorganizowano koncerty (gwoździe;) - Myslovitz i Varius Manx), i pokaz sztucznych ogni wart 0,5 miliona nowych złotych! Ale kiedy w mieście odbywają się imprezy, jak 'hip-hop mekka' lub 'zsyp' (to drugie to okazja do prezentacji miejscowych garażowych kapel metalowych, pomyśleć, że kiedyś w czymś takim wziąłem udział 8-}, zawody sportowe, kiedy odbywa się 'Łańcucka jesień kulturalna' (muzyka poważna) lub 'Zaduszki Jazzowe' miejscowi 'politycy' nie pokazują swoich twarzy, wręcz wymigują się jak tylko mogą, aby nie brać udziału w szkolnych akademiach, przyznawaniu nagród i t. p.

Przyczyną większości naszych (jako Polaków) złych wyborów jest brak wiary w siłę własnego głosu i w ludzi, którym mamy powierzyć władzę. Większość 'władców', którzy sprawdzili się w polityce lokalnej odeszła skuszona perspektywą zasiadania w rządzie, na miejscu pozostało niewielu ludzi, którym odważymy się zaufać :(. A kiedy widzę w TV jak poważna siwizna 'świruje pawiana' (bardzo miłe zwierzę :) i robi z sejmowej mównicy piaskownicę robi mi się weselej. Jest jednak w tym polskim parlamentaryzmie coś optymistycznego :)).

Ferenczy

P.S. "(...) Na wysokim stanowisku czyny są nie te,
możesz zniszczyć nawet całą planetę
i nikt złego słowa nie piśnie nawet przed obliczem senatu ;(..."
Kazik i Melassa - Komandor Tarkin

"Podobno pochodził z niedalekiej gminy,
pokrewnej klimatem krainie wiecznej zimy,
na tyle na ile można by określić
jakieś jego konkretne pochodzenie..." :) - the_chest

P.P.S. A może założymy jakąś Action Magową Yedynie Słuszną Partię? (AMYSP - fajny skrót :).