PRZYSZŁOŚĆ SPORTU

Sport. Lubimy oglądać relacje w TV, ale niewielu z nas staje na murawie, w dojo, w wyśmianej 'pakerni', na korcie lub zasiada za kierownicą. W kilku kolejnych wydaniach Newsweek'a coraz większe ilości stron zajmują artykuły poświęcone tematom sportowym. Wszystkie one (arty :) mówią tylko o... finansach. Więc znów pomęczę was swoimi sk8ovskimi filozofiami :).

Dyscypliny, które uchowały się przed komercjalizacją (mam na myśli wschodnie sztuki walki, niektóre freestyle, brydża, szachy) z desperacją walczą o odrodzenie w Europie i U.S.A., o nowe rynki w Afryce i Ameryce Południowej. A sport komercyjny świętuje sukcesy, które jednak w przyszłości okupi znacznym spadkiem popularności. Pracujący w zaślepieniu sukcesów i pieniędzy zawodnicy kiedyś pękną, zaczną się sypać. I nic z tego, że kiedyś przyjdą nowi, kiedy legenda piłki nożnej, Ronaldo w wieku lat pięćdziesięciu będzie przyjeżdżał na mecze swojego ukochanego klubu na wózku, bo jego przemęczone kolana dorwało jakieś choróbsko. Nikt nie zechce dawać z siebie wszystkiego, aby nie podzielić losów swojego niegdysiejszego idola.

Czy skomercjalizowany sport nie wypacza idei 'sportowej rywalizacji'? Mogłoby się wydawać, że tak. Doping, brutalne ataki (nie tylko w soccer'rze :) i zwykła złość dają niekiedy lepsze wyniki niż codzienny, wyczerpujący trening. Ale wbrew 'sportowcom' biorącym środki dopingowe dzisiejszy sport jest rywalizacją. Rywalizacją o pieniądze, która przybiera bezpośrednią formę w konfrontacjach piłkarskich, koszykarskich, hokejowych. Lekkoatleci stali się kurami znoszącymi złote jajka, a meetingi najbardziej 'kasoróbczymi' imprezami masowymi. Ale nie na tym koniec. Olimpiada już nie jest spotkaniem największych zapaleńców, miejscem bezkrwawych pojedynków ideowych i politycznych. Dziś na olimpiadzie uznanie zdobywają dyscypliny zwiększające widownię albo masową - freestyle (narciarskie, snowboard, ma być podobno rollerskating :), albo kibiców z wypchanymi portfelami (jeździectwo, od next olimpiady golf). Tak ma się podnieść status igrzysk o ego nadszarpniętym przez krociowe nagrody lekkoatletycznej golden league, piłkarską ligę mistrzów i inne imprezy (Tour de France, Nowojorski maraton, różne regaty). Wszystkie te nagrody mają dopomóc najlepszym w treningach (zaplecze) i zdobywaniu coraz lepszych wyników. Sportowcy nie pragną jednak popularyzacji uprawiania sportu na poważnie, wolą mieć rzeszę kibiców, którzy przyjdą na występ, wyrzucą kasę i pokażą sponsorom, że warto inwestować w reklamę na 'gwiazdach'. Nowi sportowcy, szczególnie ci utalentowani lub ambitni/pracowici są zagrożeniem dla liderów, które staje się z dnia na dzień coraz bardziej realne. I tu przypomina mi się kiepski kawał, że w sporcie wszyscy mają równe szanse, niektórzy 'równiejsze' :(. Pieniądze dają zaplecze, trenera, mogą zdopingować start, pomóc, ale nie każdy ma do nich dostęp, więc nikt nie ma takich samych szans jak inni :(. Pieniądze, a za nimi trening i trener nie wspomogą artyzmu, zdolności improwizacji, czegoś, co różni zawodników. Dlatego sport robi się coraz bardziej atletyczny (nie lekko :(, siłowy. Każdy jest zakwalifikowany do pewnego przedziału 'przydawalności'. W ten sposób widowiska piłkarskie stały się nudne - z każdej strony to samo - kto pierwszy strzeli gola ten się broni do końca, mecze hokeja straciły na ilości bramek, a siatkówka tempo. Nawet zawodnicy prezentują to samo, co oponent z przeciwnego rogu, te same sztuczki z reklamy jogurtu ;). Każdy myśli o tym, żeby nie przegrać, bo to się źle kojarzy sponsorom i publice. Zamiast oglądać piękne zmagania prących do przodu 'artystów' sportu widzimy tylko marne trybiki pracujące na 'plan minimum'. A wszyscy zapominają o idei - sport to rozrywka, przyjemność, a nie zawód!

Sportowcy - biznesmeni, ludzie, którzy zaprzedali duszę ;) za wyniki, obrzydzają mi większość transmisji, czasem wolę nawet oglądnąć wygłupy w naszym sejmie niż mecz na szczycie tabeli :). Bo nie czerpię przyjemności z pozłacanego pucharu, który jest tylko symbolem, za którym kryją się miliony €, kiedy 60€ to miesiąc życia Ruandczyka.

Ferenczy

P.S. '(...)Czasem myślę, że nie wygramy.
Samochody, ciuchy marki Armani.
Czy rzeczywiście to wszystko dla nich?
A ja, tylko bez twarzy tak....'
Pezet - Noon (a to śpiewał z Gosią Foltyniak :)

P.P.S. Wyjdź z domu, wejdź do dojo i przekonaj się, że to nie boli. Wyjdź z domu, wpadnij na stadion pokopać piłkę, a przekonasz się, że po kilku próbach trafisz do bramki :). Wyjdź z domu i wpadnij na siłownię i poruszaj tą 'piątką', przekonasz się, że oprócz dresów, 'szyitów' i kiboli można tu spotkać fajne panny (ello Aśka, to o tobie! 8-} i ciekawych ludzi. Wyjdź z domu i pobaw się w coś, bo zgnijesz przed kompem człowieku! (popieram i sam coś dodam - wydaj te trzy dychy, wynajmij halę i pograj sobie w siatę - the_chest)