|
Jeszcze nie tak dawno Amerykanie byli narodem, który starał się wyśmiewać śmierć i szydzić sobie z niej. Przykładem tego jest święto halloween, kiedy to ostatniego dnia października dzieci chodzą po domach i mówią "Słodycze albo śmierć!". Straszne... Nie chciałbym, żeby przyszedł do mnie taki pięciolatek z dynią na głowie i mierzył do mnie z pistoletu... :) Właśnie przez to święto już od najmłodszych lat Amerykanom wpajano, że śmierć nie jest niczym strasznym i nie trzeba się jej obawiać. Niestety pewnego wrześniowego wtorku 2001 roku wszystko się zmieniło. W USA zaczęto poważnie traktować koniec życia doczesnego. O tym właśnie pisze Newsweek w swym 44 numerze. W środku o śmierci napisane jest dosyć dużo, co widać już po samej okładce - zdjęcie z moskiewskiego teatru i napis "Dyktatura Strachu. Gdzie nas niesie fala terroru". Ale nie o terroryzmie będzie ten tekst. W dalszej części poczytacie o wspomnianej już wcześniej śmierci oczyma Amerykanów. Po wydarzeniach z 11 września i morderstwach snajpera w Waszyngtonie i okolicach mieszkańcy Stanów uświadomili sobie, że niestety życie jest brutalne. Do tego czasu żałoba w Ameryce była czymś bardzo rzadko spotykanym. Niektórzy twierdzili, że wstydzą obnosić się publicznie żałoby. {Związane jest to z tym, że Amerykanie sami uwierzyli w 'amerykański sen', i USA stały się krajem mlekiem i miodem płynącym, gdzie wszyscy powinni się cieszyć i gdzie nie ma czasu na obnoszenie się z nieszczęściem, dlatego nie mówi się tam np o gettach nędzy. To oczywiście tylko opinia Ferenczego : 0 - Ferenczy} Po wyżej wymienionych wydarzeniach żałoba wraca do USA. A jak radzą sobie z nią zwykli obywatele? W Stanach powstało wiele poradni, do których chodzi się po to, aby poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby. Pisze się coraz więcej książek na ten temat. Śmierć powoli "wychodzi na ulice", ludzie zbliżają się do siebie odczuwając żal i bezradność wobec śmierci. Tylko czy po kilku latach to zjawisko nie przestanie istnieć? Być może dla nowych pokoleń koniec żywota nie będzie tematem tabu. Może młodzi ludzie, mimo tego, że w porównaniu z tymi starszymi będzie ich trochę mało, nie będą musieli doznać szoku, jakiego inni doznali ponad rok temu. Rozwiązań tego wszystkiego jest wiele. Chyba jednak trochę za bardzo odbiegam o tematu... W Stanach Zjednoczonych książka "O śmierci i umieraniu" sprzedała się w nakładzie 2 200 000 sztuk. Tam takie wydawnictwa są bardzo popularne i wręcz rozchwytywane. W Polsce jednak nie da się tego zaobserwować. Pewna kobieta, która mieszkała w USA, po przyjeździe do naszego kraju poszła do księgarni z zamiarem zakupu podobnego poradnika. Sprzedawcy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Czy to oznacza, że my, Polacy jesteśmy bardziej odporni na śmierć niż Amerykanie i potrafimy przeboleć to bez niczyjej pomocy? A może jesteśmy mniej uczuciowi, w co raczej wątpię... Tak czy inaczej w Ameryce śmierć robi się inna niż była wcześniej. Po dużym wstrząsie Amerykanie próbują poradzić sobie z tym problemem, czego oczywiście nie można krytykować. Bezradność i uczucie straty są normalnymi rzeczami, więc dlaczego nie można by wspólnie sobie z nimi radzić. Dlaczego nie można by wspólnie sobie z nimi radzić także w Polsce? P.S. Nie wiem dlaczego, ale nasuwa mi się tutaj cytat z pewnego utworu Marilyn Manson - "God is just a statistic". Może dlatego, że śmierć ma dużo wspólnego z Bogiem, a w Ameryce Bóg jest tylko statystyką. I niczym więcej... P.S.2. Skoro Amerykanie przestali wstydzić się żałoby, to może wkrótce
przestaną wstydzić się i swojej wiary... |
||
|
MENU | Wstęp
| Teksty | Tytuły
| Dyskusje | Ankieta
| Wywiad specjalny | Współpraca
| Redakcja | AM
| MENU
|
||