ŻYCIE ROZPATRZONE NEGATYWNIE

W numerze 40/2002 'Polityki' ukazała się artykuł Joanny Podgórskiej 'Życie rozpatrzone negatywnie'. Tematem "życia' jest historia Tomka Lekkiego, chłopca upośledzonego ruchowo, który zdecydował się rozwijać, choć nie ma na to pieniędzy. Najwyraźniej artykuł ten spodobał się wydawcy 'Angory', bo w numerze 41/2002 ukazał się jego przedruk. Na wstępie też pragnę zaznaczyć, że art ten jest również moim wypracowaniem z WoS - u. A jako, że jestem zastępcą naczelnego Pressroom'u :) mogę sobie pozwolić na małą dygresję.

Nie wiem, czego profesorka oczekiwała nakazując zripostować ów tekst, ale sądzę, że doczeka się lawiny sloganów mówiących o tym, jak to powinniśmy pomagać ludziom skrzywdzonym przez los. Sloganów wypisywanych przez ludzi, którzy upośledzonych widzieli kiedyś na ulicy, odwracając się w drugą stronę, lub gapiąc się na cudze nieszczęście. Nie będę więc powtarzał reguł i zastanawiał się nad nimi, nie będę opłakiwał Tomka, bohatera artykułu, bo z ludźmi upośledzonymi w jakikolwiek sposób nie mam kontaktu i nic o nich nie wiem, mógłbym im (i sobie) tylko zaszkodzić :(.

Dla mnie ten artykuł jest miarą upadku gazety, która go wydrukowała. 'Polityka' chce konkurować z innym potentatem - "Newsweek'iem", stała się jednak gazetą, która sama nie wie, co chce sobą reprezentować. Znajdziemy tu poważne tematy dotyczące bezpośrednio całego świata, jak oswobodzenie Arafata zamknięte w sześciu zdaniach, płynące mlekiem i miodem recenzje największych gniotów, do których nawet autorzy nie mają ochoty się przyznawać i takie właśnie jak ten artykuły sensacyjne. O ile 'Newsweek' jest skierowany do młodej społeczności 'myślącej' :), 'Polityka' szuka czytelników wśród kobiet w średnim wieku, które przychodząc z pracy nie mają do kogo się odezwać, więc chwytają 'Panią domu' lub gazetę, na jaką się kreuje 'Polityka', czyli tygodnik dla sztywniaków i 'inteligencji niezadowolonej'. Cokolwiek by to miało znaczyć... Artykuł o niesamowicie ciężkiej sytuacji rodziny Lekkich kłuje w oczy, kiedy O.B.O.P. i C.B.O.S. ogłaszają z radością, że 70% Polaków już nie narzeka na swoją sytuację; ale to właśnie dzięki telewizji i prasie nastawionej na 'sensacje' owe 70% twierdzi, że inni ciągle narzekają.

Takie sensacyjne artykuły są jak zawsze wybiórczą opowieścią, sterowaną z jednego punktu widzenia. A kiedy wyjdziemy na ulicę, co kilka skrzyżowań spotkamy matki z dziećmi, które od miesięcy nie mają co włożyć do garnka. Wyjątkowość sytuacji Tomka polega na tym, że jego upośledzenie, choć straszne (Bogu dziękujcie, że jesteście zdrowi) jest jedynie upośledzeniem układu motorycznego. Tomek studiuje, uczy się na pamięć fragmentów książek, rozwiązuje zadania, choć jego możliwości czytania są bardzo ograniczone. Jego przykład ukazuje człowieka, który pokonał trudności. Choć artykuł ilustrowany jest zgrabnym fotomontażem przedstawiającym ludzi przechodzących obojętnie obok matki i chłopca na wózku, to z treści dowiemy się, że ani Tomek, ani jego matka Małgorzata nie spotykają się z brakiem akceptacji i zrozumienia ze strony ludzi postronnych. Dużo bardziej spodobała mi się ilustracja z 'Angory', ukazująca człowieka na wózku, usiłującego wjechać po drabinie. Pisząc artykuł autorka zapewne nie spojrzała nawet na zaplecze prawne swojego tematu, nie zapytała osób odpowiedzialnych za ani za stan obecny chorego, ani za stan ekonomiczny rodziny. Całość tekstu z pod pióra pani Joanny pozostawia niedosyt i pytania, na których zależało autorce, ale na które łatwo byłoby znaleźć odpowiedź, przy odrobinie starań. Wszystkie te fakty składają się jedynie w historię, jakich wiele czytamy w skrócie na kartkach, postawionych przy kapeluszach żebraków. Artykuł pani Podgórskiej arcydziełem dziennikarskim nie jest. Jak ktoś mi zarzuci, że ten tekst jest atakiem na osoby upośledzone - zrobię krzywdę ;)). Moim celem było uświadomienie wam, że na w Polsce są tysiące Tomków Lekkich, na świecie miliony, a ludzkość wydaje miliony $ rocznie na badania i tak niedostępnego kosmosu. Chciałem również powiedzieć (napisać), że zamiast ukazać osobę Tomka Lekkiego jako prawdziwy przykład syzyfowej walki z losem autorka okupuje jarmarczno-plotkarskie stanowisko. Dlaczego syzyfowej? Tomek nigdy nie będzie niezależny i samodzielny, rozwój umysłowy tej jednostki nie ma przyszłości, ale nikomu nie wolno go zabraniać! Jedyną przyszłością bohatera artykułu może okazać się właśnie praca umysłowa, do której jest zdolny. Jednak nawet wyniki takiej pracy trzeba jakoś i gdzieś zapisać.

Czy ten tekst ma jakieś zakończenie, podsumowanie? Sądzę, że nie. Polemika lub riposta do reportażu nie ma sensu, bo reportaż, jak mówią dziennikarskie prawidła, może być skierowany w jedną stronę i powinien ukazywać prawdę.

Ferenczy