|
Kolejne wydanie Newsweek'a (42/2002) ozdobione wizerunkiem premiera na okładce krzyczy żółtym napisem 'Byle do Unii'. I to właśnie te słowa zainspirowały mnie do napisania tego textu. Artykuły zgromadzone pod wspólnym tytułem 'Rok Millera' niewiele mówią o sytuacji i planach naszego państwa w stosunkach z UE i innymi krajami, jak na to wskazuje zdanko z okładki. Byle do Unii. 'Jaka będzie tego cena?' zapytuje dopisek (trzykrotnie) mniejszą czcionką. Całość ma wydźwięk negatywny, na takim chyba też zależało autorom. Tak.... A czy ktoś mówił, że do Unii wejdziemy za friko i jeszcze dostaniemy kasiorę? Tu na klawiaturę pchają mi się stare hip-hop'owe prawdy - 'Nie ma takich kredytów, których nie trzeba spłacać' i 'Nikt ci nie da nic za darmo, ani za połowę' :(. Na każde € jakie dostaniemy z UE trzeba będzie wydać 20 €centów. Mimo wszystko zostaje nam 80 % całej sumy. I jest to wynik pozytywny :). Ale co my z tym zrobimy? Wszyscy chcą pieniędzy do rąk, najlepiej z dostawą pod monopolowy. Tu znajdziemy podstawowy problem polskiej gospodarki - rolnictwo. Rolnikom z Polski wydaje się, że jeśli ich gospodarstwa są (ledwo, ledwo :( w stanie wyżywić ich rodziny to już są 'rentowne'. Dla państwa rentowne jest to, co przynosi kilkakrotne zyski. Podatki od 'istnienia' (w różnej formie), podatki od zarobków (których nie płacą gospodarstwa nic nie sprzedające), podatek VAT i od oszczędności z banków, akcyza, cło. Nawet minimalna sprzedaż nie zadowoli rządu, bo będzie przynosiła niewielkie wpływy do budżetu (budżet to ten skarbiec, z którego się kradnie bez konsekwencji pieniądze, które miały być wydane na funkcjonowanie państwa :(. Wielkie gospodarstwo - wielki export - wielkie podatki - wielkie wpływy. Ale nie o tym miałem pisać :). Tak więc jak wykorzystamy akcesję do UE? Nie chodzi mi tu o tak doraźne i bezpośrednie sprawy jak dopłaty, ale coś na dłuższą metę. Wszyscy wiemy, że będziemy wschodnią granicą Unii (jak to dumnie brzmi! ). A co nam to da? Próby nawiązania cieplejszych stosunków z Rosją i biedną jak mysz kościelna Ukrainą nie dość, że nieudane to jeszcze podejmowane są przez prezydenta, który chce dla nas jak najlepiej, ale to co przygotowuje może lec na pysku, bo sam nie zdąży nic skończyć i nie będzie mógł po raz trzeci objąć swojego urzędu :(. Czy jednak Ukraina to dobra droga do Rosji? W byłych republikach radzieckich nastroje są różne, im dalej na wschód tym bardziej anty-europejskie. Ukraina wykazuje chęć współpracy z Polską tylko dlatego, że nikt inny nie chce się nią zająć (tak jak Białorusią). Droga do Moskwy przez Kijów może nas kiedyś słono kosztować. Nie tylko ze względów 'odległościowych'. To przez Ukrainę wszystko z Rosji wypływa na zachód, po co więc pchać się pod prąd, zakłócając drogę wszystkich tych mętów na Słowację? Otwarcie nowej drogi tranzytowej do Rosji przez republiki nadbałtyckie - Litwę, Łotwę i Estonię - to jest myśl! :). O Ukrainę nikt się nie upomni, najwyżej posiorbią coś komuniści w Rosji, Putin zbyt dobrze wie, jak niewiele warta jest Ukraina. Oczywiście najkrótszą drogą na wschód jest trasa przez Mińsk, ale tam nawiedzony Łukaszenko nie pozwoli wtargnąć 'zachodniemu elementowi'. Nasza granica z Ukrainą i Białorusią jest tak nieszczelna i źle wyposażona, że nikt nie zechce tamtędy nic przewozić. Granica z Litwą jest zdecydowanie najkrótszą, więc jej modernizacja kosztowałaby mniej. Warto byłoby zyskać wpływy na wschodnim wybrzeżu Bałtyku. Cała Skandynawia chętnie wymienia towary z Rosją przez Finlandię. Po akcesji Łotwa i Estonia będą więc punktami strategicznymi dla całej Europy zachodniej, transport morski i kolejowy jest tańszy niż drogowy - nasza pozycja 'bramy na wschód' zostanie utrzymana jedynie dla krajów Europy środkowej i południowej. A to będzie cios w plecy markowany od lat, tak skutecznie, że zapomnieliśmy o takiej możliwości. Czy więc wciąganie za uszy śpiącej Ukrainy do Europy okaże się udaną inwestycją Polski i Polaków? Moim skromnym zdaniem marnujemy resztki potencjału, jaki został w naszym kraju na cofanie się nie dosyć, że na wschód, to jeszcze na południe. A tam jakieś biedne i zacofane .....stany, których nikt nie ma ochoty drażnić, aby nie ukradli pokomunistycznych rakiet i nie zaczęli strzelać zbyt natrętnym prosto między oczy. Z drugiej strony - może mamy ambicję zostać wybawicielami tych... stanów? P.S. "(...) Tu duży bije małego, a gdy skończy, wtedy mały wstanie i pobije jeszcze mniejszego... Dlaczego, dlaczego tak jest? (...)" - Kult 'Londyn' |
||
|
MENU | Wstęp
| Teksty | Tytuły
| Dyskusje | Ankieta
| Wywiad specjalny | Współpraca
| Redakcja | AM
| MENU
|
||