*** Sammath Naur: "On The Altar Of Mars" ***
teledysk
Teledyski black metalowe możemy podzielić na trzy kategorie: te, w których nie gra roli żadna dziewica; te, w których występują dziewice; oraz te, w których dziewica ginie pod koniec klipu. I właśnie z teledyskiem tej ostatniej kategorii mamy dzisiaj do czynienia.
Teledysk ten trafił do mnie w nietypowy sposób. Otrzymałem bowiem od jego reżysera [czasami dobrze jest być osobą na wysokim stanowisku;-))] CD z klipem oraz MP3 utworów z krążka pt. "The Wall Of Sleep". Sammath Naur zaś jest bydgoskim zespołem grającym majestatyczny black metal. Tym razem ich muzyka trafiła do osoby ubóstwiającej klawisze i tworzony przez nie klimat [mówię oczywiście o sobie;)], w skutek czego utwory z płyty Sammath Naur często rozbrzmiewają z głośników mojej wieży. Skoro tytułem wstępu rzekło się parę słów o zespole, przejdźmy wreszcie do recenzji dziewicy... eee... teledysku znaczy się. ;)
To, co pierwsze wpada w ucho widzowi klipu, to oczywiście... klawisze. Tak, monumentalna partia klawiszowa jest tłem dla równie monumentalnych obrazów. Widzimy zza krat jakieś mroczne pomieszczenie oraz tajemniczy cień oświetlany zza pleców. Po chwili zbliżenie na zespół i... RYK! Tak, wokalista zaczął swój "śpiew":). Teraz widzimy zbliżenie na jego twarz. Przypomina mi to słynną scenę ze "Strasznego Filmu", kiedy to chłopaki krzyczą na całe gardło "What's up?!?" Następnie drugi "piękny" macha łańcuchami przed obiektywem kamery. I wreszcie możemy ujrzeć naszą dziewicę, czy raczej jej ręce skrępowane łańcuchami. W tej chwili oczekiwania funkcje retardacyjne akcji pełni ciekawie zrealizowany obraz wokalisty, którego jakże mroczna twarz jest oświetlana przez błyski stroboskopu. Jednak w końcu ujrzymy te dziewicze lica, oczy... Potem jeszcze jakiś ciekawie powieszony wisielec i nasza ofiara [w końcu w dobrych teledyskach blackowych dziewica zawsze jest ofiarą;>] zbiega po schodach. Potem znowu występuje kilka krótkich, aczkolwiek ciekawych ujęć, np. ducha wchodzącego w wokalistę czy najazd na klawisze. I nagle pojawia się obraz powieszonej na łańcuchu [bo jakże by inaczej;)] dziewicy. Zaraz! Przecież to połowa teledysku! Dziewica nie może zginąć w połowie teledysku! Momencik... co to? Nasza milusińska po trwającej wieki chwili otwiera swoje wielkie pełne przerażenia oczy.
Kolejnym epizodem, na który warto zwrócić uwagę, jest moment, kiedy nasz zakapturzony wokalista zbiera "ekipę" w jakimś zadymionym, oświetlonym na czerwono pomieszczeniu i z nożem w ręku udaje się w wiadomym widzowi celu. Zdaje się, że nasza słodka blondyneczka już zorientowała się, że producent zapłacił jej za rolę ofiary, a nie prima baleriny [tak to jest, jak się nie czyta umowy przed podpisem;>]. Jako przerywniki tej jakże emocjonującej i pełnej grozy chwili, reżyser zafundował nam najazdy na ludzkie zwłoki. Po wstępnych oględzinach stwierdza się, że jest to osobnik płci męskiej, wysoki, drobno zbudowany, długowłosy. Ktokolwiek zna mężczyznę o takim rysopisie proszony jest o kontakt z najbliższym posterunkiem milicji obywatelskiej;). Niemniej jednak po kilkudziesięciosekundowych podchodach i zabawie w kotka i myszkę ofiara spogląda w oczy swojego kata [który to naturalnie nosi odwrócony krzyż na szyi]. Monumentalna muzyka jednoznacznie wskazuje, że akcja zmierza do punktu kulminacyjnego. I owszem, już po chwili jesteśmy świadkami tego fascynującego... yyy... znaczy się strasznego procederu: kat odgarnia włosy dziewicy, wyciąga nóż - zimne ostrze pieści jej delikatną skórę na szyi - i... i? Znowu najazd na drącego ryjka wokalistę. Potem już widzimy opadającą bezwładnie głowę dziewicy... A gdzie krew, gdzie krzyk konającego dziewczęcia, gdzie błaganie o litość?! Więcej krwi!!! Nie no, panowie... Bez takich numerów. Znajdźcie następną dziewicę i nakręćcie to jak trzeba;).
Gdyby ktoś posadził mnie przed monitorem i zapuścił "On The Altar Of Mars", byłbym przekonany, że jest to wysokobudżetowa, stuprocentowo profesjonalna produkcja. Nigdy bym nie uwierzył, że koszt nagrania teledysku nie przekroczył 300 złotych i że promuje on utwór z płyty młodego polskiego zespołu metalowego z Bydgoszczy. Ale tak faktycznie jest. Obraz został idealnie zgrany z muzyką: buduje chwile grozy, oczekiwania, napięcia. Dodatkowo rozwija wrażliwość widza na sztukę, gdyż - jak przyznaje sam reżyser - klip nie ma jakiejś z góry narzuconej fabuły i każdy może ją odbierać, jak chce.
Gdyby punkt kulminacyjny teledysku [tj. składanie ofiary w ofierze;)] został zrealizowany jakoś bardziej realistycznie, to z całą pewnością dałbym ocenę maksymalną. Ale sami widzicie, że w takim wypadku nie mogę, po prostu nie mogę... ;>
Ocena: +9/10
Scenariusz i reżyseria: Patryk Chyła
Zdjęcia: Tomasz Dembiński
Strona zespołu: www.sammath-naur.black.pl
Teledysk można ściągnąć ze strony zespołu, bądź też otrzymać pocztą na CD po skontaktowaniu się z reżyserem [pokrywacie jedynie koszt wysyłki].