Slipknot - "Iowa"
Raz na jakiś czas na rynku muzycznym pojawia się niewarte uwagi gówno, które jednak natarczywie reklamują media. Tak ostatnio się dzieje z rosyjskim duetem brzydkich dziewczyn znanym jako Tatu, tak było rok temu z trzecią płytą Slipknota, który był zadziwiająco często puszczany w komercyjnych stacjach telewizyjnych. Dlaczego się tak dzieje nie wiem, wiem natomiast, że takie działanie zabija wartościowe i ambitne kapele, a promuje kicz. Takim właśnie kiczem jest nowa płyta Slipknota.
Słuchając tej płyty doszedłem do wniosku, że chłopaki chcieli wyrazić swoją niechęć do świata, a w szczególności jego małego skrawka zwanego Iowa, ale im się nie udało. Chcieli grać brutalnie, ale to im też nie wyszło bo to co grają plasuje się pod względem brutalności gdzieś między Def Leppard a Linkin Park. 14 utworów znajdujących się na płycie to bezsensowne męczenie instrumentów, z którego nic nie wynika bo nie uświadczymy tu melodii, jakiś niestandardowych zagrywek czy nawet porządnych chwytliwych riffów. Wokalista ma głos jakby mu ktoś miotłę w d**** wsadził ni to krzyk, ni to ryk ni to śpiew. Gitarzyści grają tak jakby znali tylko po jednym chwycie, i jeszcze te pieprzone bębny w tle, nie starczyłby im jeden normalny perkusista ? No właśnie perkusista gra nieźle, ale co z tego skro marnuje się w tak kiepskiej kapeli jaką jest Slipknot. Płytę zaczyna beznadziejne intro, jak chcecie posłuchać jak powinno brzmieć intro to kupcie sobie "Anthems..." Emperora. Po intrze następuje od razu najgorszy utwór na płycie "People=Shit" kurde co to ma być? Jak mi ktoś będzie jeszcze wmawiał, że Slipknot gra metal to go poszczuję Cerberem.
Płyta jest niesamowicie spójna i równa tzn. wszystko, każda kompozycja jest beznadziejna i nie ma nic wspólnego z metalem. Płyta tylko dla głuchych, masochistów i osób z zatwardzeniem (pomaga!). Omijajcie ją z daleka.
Ocena: 0
Fenrir [ tomash3@wp.pl ]