Immortal - "At The Heart Of Winter"



Tą płytę mógłbym nazwać najbardziej heavy metalowym albumem w ich blackowej twórczości. Jest bardzo surowa i ciężka, jednak momentami nasuwają się skojarzenia z heavy metalem, a kawałki są poniekąd melodyjne! Tak, dobrze przeczytałeś drogi czytelniku - na "At The Heart Of Winter" jest spora dawka melodii, czy to jeżeli chodzi o riffy, czy też o jakieś klawiszowe, sporadycznie pojawiające się ozdobniki (np. w "Solarfall"). Album jest pozbawiony klawiorów, ale to go nie wyklucza z grona albumów klimatycznych. Tak się przyjęło, że aby grać klimatycznie trzeba "smęcić", wzruszać i w dodatku korzystać z syntezatorów. Immortal (w składzie: multiinstumentalista i wokalista Abbath, perkusista Horgh i Demonaz, który tylko pisze liryki) udowadnia zupełnie coś innego - gra bardzo ostro, lecz nie ekstremalnie, a w dodatku potrafi uraczyć nas czymś bardziej przystępnym, chociażby cudowną solówką ("Where Dark And Light Don't Differ"). Arcyciekawy i mroczny jest początek utworu tytułowego - lekko brzdękająca gitarka, efekt szumiącego wiatru i to, co jest rzadkością na albumach norweskiego trio - syntezator. Ten wstęp trwa troszkę ponad dwie minuty i znakomicie komponuje się z resztą albumu. Kiedy wkraczają gitary robi się już typowo blackowo, perkusja też nie pozostaje w tyle i wygrywa swoje bezlitosne partie. W pewnym momencie "wiosła" grają bardzo melodyjnie i do złudzenia przypominają mi motyw z utworu "Minus" In Flames. Czyżby Szwedzi nieco skorzystali z twórczości Norwegów? Niewykluczone; przynajmniej wzorowali się na jednym z najlepszych zespołów blackowych na skandynawskiej scenie.

Jeśli szukasz kompromisu między brutalnym, a melodyjnym brzmieniem oraz interesuje cię klasyczny metal, a jeśli dodatkowo chcesz odpocząć od wszechobecnych klawiszy, to ten album będzie dla ciebie ciekawą propozycją. Tak było i ze mną, a przy okazji polubiłem zimę...

Ocena: 9-/10
© kaReL jotun@terramail.pl † † www.INFLAMES-web.prv.pl