| str.4 Zapadła noc. Mała strużka światła pochodząca od świętej statuetki dochodziła do mnie przez wysoko umieszczone małe okno. Czas płynął. Niedługo później, nawet ta nikła jasność zgasła i ciemność zapanowała w pokoju. Gdy Zolf skończył bez zrobienia mi niczego więcej, wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Byłam sama, bez lampki, jedyne światło pochodziło od gwiazd. Nadgarstki niemiłosiernie bolały, a przez to, że wciąż tam wisiałam nie mogłam również spać. Jednak ten dzień był wyjątkowo długi, więc po prostu korzystałam ze spokoju. Nie pamiętam, jak długo tak przesiedziałam. W pewnym momencie drzwi otworzyły się bezgłośnie, co ewidentnie obudziło moje zmysły. Ktoś wszedł do pokoju. "Bądź cicho." owa osoba szepnęła... Zelgadiss. Ale dlaczego miałabym być cicho? Wyglądało na to, że coś trzyma, jednak nie mogłam ocenić co w ciemności. Błysnęło ostrze. Wylądowałam na podłodze z cichym krzykiem zaskoczenia. "To twój miecz i peleryna." "...Ech?" Gdy tylko uwolniłam się z opaski zakrywającej mi usta, wzięłam od niego rzeczy. Były naprawdę moje. "Dlaczego?" spytałam. "Nie ma teraz czasu na wyjaśnienia. Chcesz uciec czy nie?" usłyszałam szorstką odpowiedź. Skoro tak stawiał sprawę, to w końcu nie mogłam odmówić. "Idź za mną." Tak więc szłam cicho za Zelgadissem. Wiedziałam, że to jakaś pułapka, ale zawsze to lepsze od wiszenia w tym ciemnym pokoju... chyba. Wyszliśmy na zewnątrz, księżyc oświetlał las i stary kościół. Pojedyncza ścieżka prowadziła wgłąb lasu. "Idź" rzucił krótko. To było zastanawiające. Układ był zbyt prosty. "Ale..." "Sytuacja uległa zmianie. Nie dbam o twoje problemy, po prostu idź!" "Nie ma spawy". Jeśli to pułapka, to jest to pułapka. Pobiegłam wzdłuż ściażki w stronę lasu... lecz w pewnym momencie moje nogi zatrzymały się. Przed sobą widziałam purpurową ciemność, a zza pleców usłyszałam krzyk Zelgadissa. Mężczyzna nazywający siebie Czerwonym Kapłanem Rezo stał dokładnie naprzeciwko nas. "O co chodzi, Zelgadissie? Puszczasz tą kobietę wolno?" powiedział obojętnie. "Nigdy nie byłeś całkowicie szczery wobec mnie, ale to jest prawdziwa zdrada." "Zamknij się!" Zelgadiss krzknął z nutką desperacji w głosie... był naprawdę przerażony. "Mam dość służenia tobie!" "Oooch? A więc tak..." szepnął Rezo. Jego osobowość jak widać nie zmieniła się od czasu, kiedy się widzieliśmy, więc nadal niemożliwym było odgadnąć o czym myśli. "Tak więc nie masz zamiaru spłacić długu, który jesteś mi winien za podarowanie ci 'mocy' i stajesz przeciwko mnie, twojemu stwórcy? Czy właśnie o to ci chodzi?" "Co rozumiesz przez 'dług'?! Pragnąłem siły... ale nigdy nie poprosiłem się o zamienienie mnie w chimerę!" "... To był najszybszy sposób na spełnienie twoich marzeń. Ale nie ważne. Cel uświęca środki. Taki jest tego wynik, czyli koniec..." odpowiedział. "A niech cię!" Zelgadiss krzyknął, po czym zwrócił się w moją stronę i porwał na ręce. "He...hej!?" zaprotestowałam, gdy on ruszył naprzód. Czerwony Kapłan zaśmiał się. "Masz zamiar użyć jej jako tarczy? Jakże żałosne. Myślisz, że to mnie powstrzyma?" "Wcale tak nie myślę!" krzyknął zdesperowany... prawdopodobnie tylko po to, by trochę opanować strach, który odczuwał. Mógłby tylko nie krzyczeć tak blisko mojego ucha... "Nie ma mowy bym uciekł używając jej jako tarczy. Nawet mógłbym powiedzieć, że wtedy ucieczka byłaby niemożliwa" odparł spokojnie. W tym samym czasie poczułam, że unoszę się w powietrze! Hej! To niemożliwe... "Aaaaaaaaaaaaaa!" Wiedziałam. Właśnie latałam... Zelgadiss RZUCIŁ mnie w stronę Rezo! To działanie zaskoczyło nawet samego kapłana, który w pośpiechu odsunął się na bok. Oczywiście przede mną musiało się znaleźć drzewo! Wrzeszcząc rozwarłam szeroko ręce. Myślałam, że jakoś się przed tym uchronię, ale byłam w błędzie i z głośnym BUM przykleiłam się do drzewa, odruchowo oplatając go ramionami i nogami. Baaardzo bolało. "Koala." Wypowiedziałam głupi żart, by zapomnieć o bólu. "To nie czas na głupie żarty!" rzucił Zelgadiss. Bez zastanowienia porwał mnie w biegu, mijając Rezo. Chwilę później puścił Fireballa w miejsce, gdzie stał Czerwony Kapłan, co miało nam pomóc w ucieczce. "Nie rób więcej tak szalonych rzeczy!" "Wysłucham twoich zażaleń później!" Rzucił jeszcze kilka Fireballi, wciąż trzymając mnie w jednej ręce. Zatopiliśmy się w ciemności lasu. |
| <==Powrót |