MURIEL SPARK - ULICA PORTOBELLO


Znaleźć igłę w stogu siana - to dopiero szczęście, prawda? Tak przysłowiowe, że aż nierealne - do momentu, gdy z tego właśnie kopca wyciągasz krwawiący i nabrzmiały kciuk. A w kciuku igiełka. Od tej chwili dla swoich przyjaciół już zawsze jesteś Igiełką. Taką zapamiętają cię bliscy. Taki obrazek pozostanie ci z dzieciństwa.

Na zdjęciu zrobionym w chwilę później też pozostaniesz niewinną, nastoletnią Igiełką. Troszkę inna od przyjaciół, bezpieczna w swym odosobnieniu. Obok ciebie Skinny, twarz jak zwykle pogodnie uśmiechnięta i Kathleen figlarnie wspierająca na dłoni podbródek. Przed oczami widzisz George'a, kucającego z aparatem, jedno z jego oczu tak śmiesznie przymknięte. W uszach ciągle słyszysz jego słowa: "Nasza czwórka musi trzymać się razem". Przecież jesteśmy przyjaciółmi z dzieciństwa.

Jaka ironiczna wyda Ci się kiedyś ta sytuacja, jakie naiwne przeświadczenie, że na tym świecie nic Ci nie grozi. Przecież już wkrótce okaże się, że tak naprawdę nie znasz tych ludzi, przynajmniej nie wszystkich. Znałaś ich jako dzieci, nie znasz jako dorosłych. Przecież byliście tylko przyjaciółmi z dzieciństwa.

Tak w skrócie przedstawia się fabuła tego krótkiego opowiadania. Ale jakie ono tak naprawdę jest? Wspaniałe. Urocze. Wybitne. To tylko kilka przymiotników, jakimi można je obdarzyć. Mimo, że opowiada o rzeczach smutnych bije z niego jakieś dziwne, niewyczuwalne ciepło. Ciężko mi to opisać... to chyba taki wewnętrzny spokój, który bije z narratora, taka pogoda, chciałoby się powiedzieć, ducha.

Właśnie narrator! Zawsze myślałem, że możliwa jest tylko narracja pierwszo- i trzecioosobowa. A tu proszę, niespodzianka! Narracja eteryczna, proszę, proszę :)))

Opowiadanie pełne nieokreślonego, ale wyraźnie wyczuwalnego piękna, choć bardzo smutne w swym przesłaniu: tak chyba można podsumować tę krótką historię. Naprawdę, oczarowało mnie narracją, zainteresowało rozwojem sytuacji, zaszokowało zakończeniem. Lektura obowiązkowa.

UnionJack