|
ROBERT JORDAN - WIELKIE POLOWANIE |
|
Eru, nawet nie wiecie, jak ciężko pisać jest recenzję sequela jakieś powieści! Zazwyczaj wszelkie dobre pomysły na dany cykl kończą się w połowie recenzji numer jeden - a co robić, jak się trylogię recenzuje? Na szczęście od tak tragicznej sytuacji los mnie jeszcze uchronił (odpukać w niemalowane... co ja tu mam niemalowanego?... o, kołek jakiś... osinowy... Jezzu, co ja robiłem w nocy?!? ;) Póki co bowiem, jestem dopiero przy tomie numer dwa cyklu "Koło Czasu". I w tym miejscu winno się znaleźć zarysowanie fabuły - ale to jest, psia krew, sequel!!! Nie wolno mi więc pierwszej części streszczać, bo a nóż, łyżeczka ktoś - zachęcony, rzecz jasna, mą recenzją ;PPP - AKURAT, sępie skrzydło, czyta ją, a ja nieopatrznie bym mu radość zepsuł. Męski świniak by ze mnie był (choć biorąc pod uwagę, że wieprze mają półgodzinny orgazm... właściwie?! ^_^ ..... O czym my tu, gdy się tak perfidnie rozmarzyłem? Aaaa tak... o niedolach recenzenta. No wiec fabuły już nie opisałem, teraz nie będę opisywał języka. No bo co mam opisywać, skoro niczym się nie różni od części pierwszej?! Niech Wam już będzie: dla Jordana liczą się fakty (ewentualnie, z okazji pięćdziesięciolecia TVP, Wiadomości), nie zaś jakieś językowe hocki-klocki. Książka, to proszę Czytelnika, nie wesołe miasteczko, tu nie ma miejsca na jakieś przenośnie, karuzele, czy tunele miłości - tu trzeba prosto, a do celu. Ponieważ zasadniczo w recenzji pierwszej części świata nie opisywałem, tedy złamię, dopiero co narodzoną (sadysta ze mnie, na pal!), nową, świecką, tradycję (Aaa... o obrzęd chodzi - więc życie sobie daruje ;) i wreszcie coś w tej recenzji opiszę. Więc jest tak - świat jest trochę szarawy, bo zamieszkują go tylko ludzie i nie udzielający się publicznie ogirowie (nie mylić z ogrami!). Jest także zło, które właśnie znowu nos za gór wystawia. Nie ma krasnoludów (chusteczkę), nie ma hobbitów (następną!), nie ma... nie ma ELFÓW (sznur!!!). Są za to magiczki zwane tu Aes Sedai, są Białe Płaszcze (taka rydzykowska inkwizycja), ta'vreny (ludzie, wokół których Koło Czasu oplata losy innych) i dość mnoga liczba Sprzymierzeńców Ciemności (kler? ;PPPPP ... siostro, po co siostrze te gorące żelazo ... to żart był ... AAAAAACH!!!). Podsumowując (bo trzeba mi już kończyć... jest... tak zimno... ;) , nie jest to książka wybitna, ale nie zasługuje też na wieczne potępienia. Takie szkolne trzy dodać. I tym sposobem, nie pisząc prawie o niczym, a jeśli już to o wieprzach (pół godziny?!), napisałem recenzję :) UnionJack
|
|