Orson Scott Card


Oto człowiek, który jedną książką zdobył dwie najważniejsze nagrody sf - Hugo i Nebulę. Człowiek, którego jedną książkę przeczytałam trzy razy i za każdym razem tak samo mnie wciągała. Patrzcie, patrzcie uważnie na to nazwisko. Niedługo bardzo znacząco może wpłynąć na wasze życie. Bójcie się Ludzie, Ludziska, bo oto dziś stało się coś ze mną, co dotąd mnie samą szokuje. Zmierzałam sobie ze szkółki do domku, mając w kieszeni 35 zł. Całkiem przez przypadek przechodziłam koło księgarni. Tam całkiem przypadkowo na wystawie leżała książka Orsona Scotta Carda ,,Ksenocyd". Trzeci tom życia Endera. I tak całkiem przypadkiem moje 35 złotych, ostatnie 35 zł wywędrowało do kasy księgarza, a ja, szczęśliwa jak dziecko powróciłam do domu. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie :) Przyciągnięta jak przez magnez przesiedziałam popołudnie nad książka zbywając wszystkich półsłówkami, zupełnie zapominając, że jutro czekają dwie kartkówki. Za mój błąd ciężko zapłaciłam: nie dosyć, że kartkówki kompletna klapa, to jeszcze krach finansowy. To nic. Wróciłam ze szkoły a tam czekała już na mnie Ona, czekająca aż ją dokończę. Patrzcie i podziwiajcie szkodliwy wpływ niektórych książek na prawie całkowicie normalnego człowieka.

Nie wiem co jest tak niezwykłe w jego książkach. Na pierwszy rzut oka przerażają swoją grubością (ale mają duże literki! Co za plus!!!). Potem spędza się długie godziny nad nimi, czytając następną stronę tak jakby zależało od tego nasze życie. Nie, nie moje! Życie Endera! Życie Robali, Prosiaczków, Jane, Groszka... i tylu, tylu postaci. Książki O. S. Carda pełne są paradoksów. Życie bohaterów nie jest idealne. Jest po prostu... realne. Realne na tyle, na ile może być w całkowicie wymyślonym przez autora świecie. Ludzie w jego książkach są po prostu ludźmi, a nie chodzącymi ideałami. Nic nie jest czarne, ani białe. Dobro może tryumfuje, ale jakby trochę z boku. Życie nie zawsze jest sprawiedliwe. Czasami rozczarowałam się, że coś nie potoczyło się tak jak miało. A może to właśnie podobało mi się w tych książkach. Nie przeidealizowany obraz ludzkości, która potrafi być niesprawiedliwa. I zetknięcie tego prawdziwego obrazu z nowymi realiami, jakimi są obcy. Bo ludzie boją się tego co nieznane. Niszczą to, zanim spróbują zrozumieć. A może po prostu podobała mi się postać Endera, który potrafił zrozumieć innych, potrafił ich pokochać, choć nie potrafił przebaczyć sobie. Może wśród tych postaci, wśród słów pozornie nie dotyczących współczesnego świata, znalazłam coś z siebie, coś czego szukam. Wiem jedno. Te książki to dla mnie magiczna esensja, coś co mnie pochłania na długie godziny, odbiera mi moje życie i daje nowe, ciekawsze, piękne i prawdziwe. Jest w nich to coś. Kto je przeczyta, ten zrozumie.

Novinha
(theprisoner@wp.pl)