Steven Brust
"Jhereg"
pierwszy tom z serii Vlad Taltos.
Zawodowy morderca planuje swoją kolejną akcję. Ale żeby nie było pomyłek. To nie jest krwawy, trzymający w napięciu utwór. To raczej lekka, przyjemna i zabawna książka mająca zapewnić czytelnikowi rozrywkę. Na Dragerze, zamieszkanej przez elfy i ludzi planecie zawodowy zabójca to nie nowina. Cała mafia, tzw. dom Jherega regularnie zajmuje się usuwaniem niewygodnych postaci. Vald, człowiek, praktykujący czary i w dziwny sposób spokrewniony z arystokratycznym domem Smoka, przez swoją chciwość wplątuje się w sprawy, które go przerastają. Musi dokonać niemożliwego, aby uratować swój świat przed wojną i przy okazji zbić majątek. Z pomocą przychodzą mu niezawodni przyjaciele, w tym jhereg Loiosh - latający gad z swoistym poczuciem humoru.
Glen Cook
"Czarna kompania"
początek przygód Czarnej Kompanii.
Narratorem historii jest nijaki Konował, lekarz i kronikarz grupy najemników. Opisuje on ucieczkę z Berylu i przyłączenie się najemników do Pani. Pani, symbol zła i okrucieństwa, toczy wojnę, zdobywając coraz większe terytoria. Choć kronikarz twierdzi, że Czarna Kompania jest zła, to jednak częściej opisuje jej poświecenie w czasie walki, posłuszeństwo, choć nie bezmyślne wobec zwierzchników. Choć często się sprzeczają, są dla siebie jak rodzina. Konował i Kruk stają się najemnikami Pani do zadań specjalnych. Konował, początkowo zafascynowany Panią, zaczyna coraz bardziej wątpić. Dziesięciu Schwytanych toczy nieustanne wojny, buntownicy, jak to buntownicy, buntują się. Na niebie pojawia się kometa, zwiastująca przyjście Białej Róży, dziecka, które ma zniszczyć Panią. Wszystko zmierza nie w tym kierunku, w którym miało iść.
Przyznam się, że mi osobiście tą książkę z początku czytało się ciężko. Ale później rozkręcała się coraz bardziej. Nie umiem oceniać książek. Dla mnie prawie każda jest bezcennym skarbem.
Orson Scott Card
"Gra Endera"
Dla odmiany, trzecia i ostatnią książką którą opiszę jest książka sf. "Gra Endera" to książka, która pokochałam. Jest to opowieść o dziecku, chłopcu na którego wątłych ramionach leży los Ziemi. Ender, a właściwie Andrew, jest trzecim. Na Ziemi, na której z powodu przeludnienia, panuje zakaz posiadania więcej niż dwójki dzieci, jest czymś zbędnym, niepotrzebnym. Dla rodziców, mimo że go kochają, jest tylko kłopotem. Jedynym wytłumaczeniem jego istnienia stanowi jego wielki talent wojskowy. Ender zwycięża, zawsze i całkowicie. Jego własny brat nienawidzi go. Jedynym jego oparciem jest starsza siostra. Gdy jest jeszcze mały, zabija człowieka. Nie dowiedział się jednak o tym. W końcu, uznany za najlepszego kandydata trafia do szkoły wojskowej. Tam, w szaleńczym tempie przebywa szkolenie. W końcu zostaje odesłany ze stacji, na dalsze nauki. On jednak sam zbyt często wątpi. Zwycięstwa nie sprawiają mu radości. Podczas bójki zabija kolejnego chłopca, co również zatajają przed nim. Ma dziesięć lat i sam siebie uważa za potwora. Nie ma przyjaciół. Ma lojalnych, wypróbowanych podwładnych. W końcu trafia na dalsze szkolenie, którego zakończeniem ma być finalna gra. Nawet nie zdaje sobie sprawy o co tak naprawdę toczy się ta gra. W nieświadomości zabija obcą cywilizację, cywilizację, której ludzie nie rozumieli, a którą zniszczyli. Na ironię losu, jego sadystyczny brat przejmuje władzę na Ziemi, jako bohater. Ender, zaś jako jedyny zrozumie cywilizację, którą zniszczył i napisze książkę w której potępi sam siebie. Ale o tym w dalszej części historii Endera - "Mówcy umarłych"
Wspaniała książka, którą łatwo się czyta. Dla mnie cud. Ma w sobie to "coś", co powinna mieć dobra książka. Mi było się trudno od niej oderwać.
Mary Shelley
"Frankenstain"
Aaaa. Już widzę niektórych miny. Dokładniej tych, którzy traktują "Frankenstaina" jak ja "Pana Tadeusza" czyli: bogowie, jakie to długie i nudne. Ja rozumiem, że to świetna klasyka, ale czy na prawdę muszę to czytać?. Otóż czytelniku, nie musisz. Jeśli nie chcesz, to nawet lepiej nie ruszaj. (Ja czytałam "Pana Tadeusza", choć nie chciałam i teraz nic nie pamiętam) Ilu z Was to czytało? Pewnie niewielu. I pewnie tylko to starsze pokolenie. Wiem, wiem, były głupie filmy, parodie itp. i Frank jest już lekko oklepany (bez głupich skojarzeń). Ale jest tym dla sf, czym Tolkien dla fantasy, to znaczy początkiem. Czytając go warto wziąć pod uwagę, że powstał w 1818 roku. Może czasami robi się przydługawy i nudnawy, ale jednak swój klimacik ma. O treści nie będę pisać. Tę chyba nawet bez czytania każdy zna. Mimo to, zachęcam do czytania. I pokłonu. Dla klasyki.
Isaac Asimov
"Preludium Fundacji"
początek cyklu "Fundacja".
Ciąg "Fundacja" jest bardzo, bardzo długi. Łącznie dziesięć grubych tomisków. Opiszę tylko pierwszy, gdyż na ogół pierwszy tom jest najlepszy. "Fundacja" nie jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Po przeczytaniu czterech tomów, jakoś mi się ten team przejadł, choć przyznam, że pierwszy tom czytałam jeszcze z jakimś tam zainteresowaniem. "Preludium Fundacji" przedstawia nam historię matematyka Seldona, który po wygłoszeniu referatu na temat psychohistri, staje się obiektem niezdrowego zainteresowania paru wpływowych osób, w tym samego cesarza. Książka ciągnie nas przez znacznie różniące się od siebie dzielnice Trantoru, przedstawiając nam ich różnorodność i odmienność. "Preludium Fundacji" jest dobrą książką, jeśli ktoś lubi gatunek, który ona reprezentuje. Ja osobiście tak średnio, dlatego całej "Fundacji" nie przeczytam, ale jak ktoś lubi space-opery (to się chyba tak nazywa) to zachecam.
Andrzej Sapkowski
"Coś się kończy, coś się zaczyna"
Mimo skrętów żołądka i odrzutu na widok serialu "Wiedźmin", twórczość Sapkowskiego zawsze wysoko ceniłam. Autor ma poczucie humoru, ostry język, przedstawia wartką akcję, która wciąga czytelnika. Zbiór opowiadań "Coś się kończy, coś zaczyna" to osiem historii, związanych ze sobą tylko autorem, bez powiązań treściowych. Autor poprzedza każde z nich długaśnym wprowadzeniem, w którym popisuje się swoja elokwencją i poczuciem humoru (czego zupełnie nie mam mu za złe) i które w dodatku przyjemnie się czyta. Opowiadania są różne, wszystkie na wysokim poziomie, wszystkie w Sapkowskiego stylu. Od opisu szalonego wesela, przez fantasy, po opowieści "grozy". Mnie osobiście najbardziej podoba się "W leju po bombie" i chyba " Słoneczne popołudnie". Tam autor popisuje się cechami, które cenię w nim najbardziej. Najsłabiej, według mojej skromnej osoby wypada "Bitewny pył", może dlatego, że reprezentuje gatunek, którego nie lubię. "Droga, z której się nie wraca", "Muzykanci", "Zdarzenie w Mischief Creek", czy też nawiązujące do słynnej sagi "Coś się kończy, coś się zaczyna", to kawał dobrej solidnej Fantasy.
Novinha
|