|
"Fatalne jaja" - Michaił Bułhakow |
|
Oj długo, długo nie miałem czasu na czytanie książek dla czystej przyjemności. Aby stopniowo wprowadzić się ponownie w rytm, postanowiłem wypożyczyć zbiór zapomnianych i odrzuconych niegdyś przez Mistrza rozdziałów oraz fragmentów kultowego "Mistrza i Małgorzaty". (Nie)stety nie było mi dane natrafić na ten smakowity kąsek. Jeszcze raz spojrzałem na półkę i ujrzałem cieniutką (objętościowo) nowelkę znanego prześmiewcy społeczeństwa radzieckiego, mistrza pióra i człowieka o niewiarygodnej fantazji (hmmm... chyba widać po tym zdaniu jaką lekturę szkolną ostatnio pokonywałem; jeśli znasz odpowiedź jak najszybciej pisz na wskazany u dołu adres email, do wygrania dwuletni kurs robienia kulek z tego co się wyciągnie z nosa). "Fatalne jaja" to powieść o nieco innym, moim zdaniem słabszym klimacie i mniejszej barwie oraz wyrazistości niż "Mistrz i...", jednak widać rękę Bułhakowa. Absurdalne sytuacje rodem z końca lat dwudziestych ZSRR spotykamy na każdym kroku, zwłaszcza w pierwszej połowie powieści. Obserwujemy tu perypetie genialnego naukowca, który przypadkiem odkrywa promienie życia (czyżby postać Persikowa - głównego bohatera miała być wzorowana na szalonym, polskim odkrywcy z końca XIX wieku Franciszku Rychnowskim ? :-)). Tymczasem w całym sowieckim imperium dochodzi do wielkiej klęski. Wszystkie kury giną z powodu tajemniczego wirusa. W obliczu kryzysu produkcji jaj i mięsa drobiowego rząd postanawia zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę... Powieść jest lekka i przyjemna, czyta się ją świetnie i szybko. Co prawda ani razu nie wybuchłem śmiechem, który byłby na tyle szczery by zbudzić śpiącą w pokoju obok siostrę, jednak sytuacji zabawnych nie brakuje. Po prostu delikatny uśmieszek nie schodził mi z ust w czasie lektury. Wspomniałem, że powieść jest wyraźnie podzielona na dwie połowy. Właśnie za ten podział należy chwalić pisarza, gdyż moim zdaniem nikt inny nie potrafiłby napisać tej powieści z taką fabułą, jaka jest, z taką spójnością i zachowaniem specyficznego klimatu. Od około 8 rozdziału (jest 12) akcja nabiera rozpędu i wręcz przerażającej krwistości... Ci, którzy poznali już "Mistrza i Małgorzatę" dobrze wiedzą o niesamowitej dwulicowości dzieł Bułhakowa. Z jednej strony groteska, a z drugiej czasem naprawdę głębokie przemyślenie, bądź krwawe ofiary ginące w czasem niejasny sposób, a czasem znienacka i w wielkich boleściach... Świetna rzecz na deszczową noc... ps. Tytuł oryginału to " Rokowyje jajca" ;-) ---sovek@skrzynka.pl
|
|