|
Frank Herbert - "Heretycy Diuny" |
|
Potrzeba przestrzeni życiowej i tęsknota za wolnością pchnęła ludzi ku Rozproszeniu... Zielona Arrakis stała się znów pustynną planetą, a wraz z upływem czasu jej nazwa skróciła się do Rakis. W każdym czerwie Diuny żyje cząstka świadomości Leto II Atrydy. Nikt ich już nie ujeżdża, planety nie zamieszkują Fremeni, sicz Tabr została zasypana piaskiem... Na Giedi Prime, zwanej teraz Gammu, dorasta ghola Duncana Idaho, pilnie strzeżony w Twierdzy zakonu żeńskiego. Bene Gesserit ponownie zajmuje kluczowe miejsce wśród potęg wszechświata, na ich barkach spoczywa wielka odpowiedzialność za losy całej ludzkości. Po piętnastu stuleciach powracają potomkinie ludzi z Rozproszenia, Czcigodne Macierze - wrogie zakonowi żeńskiemu i wielokrotnie przewyższające go liczbą... Tymczasem na Rakis spełnia się stara przepowiednia. Do Kin, dawnego Arrakin, czerw pustyni przynosi Sheeanę - dziewczynkę zdolną rozkazywać tym gigantycznym bestiom... Złota Droga Leto II zakończyła się, więc ludzkość przetrwa. Na Rakis władzę sprawują kapłani, przynajmniej tak im się wydaje. Gildia Planetarna, Ix oraz Mówiące-do-Ryb zanikają. Tleilaxianie, odkrywając sposób otrzymywania syntetycznego melanżu, zyskują na znaczeniu. A Bene Gesserit knują kolejny misterny plan... Tak pokrótce można by przedstawić fabułę piątej już części sagi o Diunie, mianowicie "Heretycy Diuny". Mimo iż w książce zbyt dużo akcji nie ma, a właściwie jest tylko na końcu, to i tak powieść stoi na wysokim poziomie. Wciąż posiada ten specyficzny dla powieści Herberta klimat i dla każdego fana tegoż autora będzie to kolejne arcydzieło. I powinno być. Dla mnie jest to jedna z lepszych części, zaraz po pierwszej. I chyba nie muszę dodawać, że książka przeznaczona jest dla tych, którzy mieli już kontakt z poprzednimi częściami. Bo tylko wtedy docenią jej prawdziwe piękno... John Doe
|
|