Dick, Dick, Dick forever!!!


Twórczość Dicka jest niezwykła. Zakręcona, piękna, wprowadzająca czytelnika w zupełnie inny świat. Dla mnie lśni jak nieoszlifowany diament, wśród podobnych do siebie światów fantasy i starannie dopracowanych, lecz nie posiadających duszy innych wielotomowych sag. Zawsze kończy inaczej niż czytelnik by się spodziewał, zaskakuje. Pierwszą jego książką jaką dostałam w swoje łapencje był "Ubik". Było to przez przypadek. Mój braciszek wypożyczył ją w bibliotece (chwała mu za to). Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że przesiedziałam nad nią pół wakacyjnego dnia. To było jak cud. Piękne, słoneczne przed popołudnie, a ja siedzę nad książką. Moja siostrzyca patrzyła na mnie jak na wariatkę. (Czasami zastanawiam się, czy my naprawdę jesteśmy spokrewnione). To było odkrycie. Dotychczas wolałam fantasy, piękny, jakże często powtarzany motyw tolkienowskiego świata. Dick był dla mnie czymś innym, nowym. Początkowo trudno było mi załapać, co się dzieje. Akcja była wartka, zakręcona i pokręcona. To nie było to, do czego byłam przyzwyczajona. Po dwustu stronniczkach siedziałam z zarumienionymi policzkami, z umysłem wciąż jeszcze w treści książki. Dwieście stron. Przez dwieście stron, Frodo jeszcze idzie i idzie ze swoim pierścieniem. A tu utwór, w który nie wlecze się, wciąga, doskonale kreśli portret psychologiczny głównych bohaterów i co najważniejsze przedstawia nam coś nowego, innego, ciekawego. To cechuje chyba wszystkie książki Dicka. Poza "Ubikiem" przeczytałam pięć innych jego dzieł. Wszystkie z nich poruszają nowe tematy, wytyczają nowe szlaki. Nie są może doskonałe pod wszystkim względami (chodzi przede wszystkim o daty. Człowiek nie miał pojęcia, co w tych latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, czy dziewięćdziesiątych działo, bo do dwutysięcznego rzadko Dick dochodzi...). Mają co prawda jeden schemat. Główny bohater, człowiek przeciętny, nie wyróżniający się specjalnie, lub nawet na społecznym dnie zostaje postawiony przed wydarzeniami, z którymi sobie nie radzi. A te często niszczą jego osobiste życie, co ważniejsze wpływają także na innych, nawet na cały świat. Polecam każdemu komu znudziły się już wiotkie elfy, plujący sobie na brodę krasnale, dzielni bohaterowie i piękne, waleczne księżniczki. Do fantasy warto wracać, ale warto też czytać coś innego. Rozwijajcie się czytelnicy, na Tolkienie świat się nie kończy.

Krótko o znanych mi książkach tego pisarza:

"Ubik"- chyba najlepsza książka tego pisarza. (nie czytałam wszystkich, więc nie mogę się sprzeczać, jeśli ktoś zaprzeczy). Do końca tak naprawdę nie wiesz, co się tak naprawdę dzieje i dlaczego. Nie będę opisywać. Nie chcę psuć czytelnikom zabawy.

"Świat Jonesa" (ang. "The World Jones Made") - książka o jednym człowieku, który przejmuje władzę nad światem opanowanym dotychczas ruchem zwanym Relatywizmem Hoffa. Floyd Jones, tytułowy bohater obdarzony został darem jasnowidzenia. Wkrótce staje się przywódcą, nowym mesjaszem. Sam nie zdając sobie z tego sprawy, prowadzi Ziemię do zguby. Nawet jednak na koniec, zdając sobie sprawę z swojej przegranej, pozoruje swoją śmierć w taki sposób, by stał się męczennikiem. Dzięki temu Relatywizm ma nigdy nie powrócić. W całą akcję wplatają się bogato obce formy życia, przyszli Wenusjanie (dobra, przyznam wyobrażenie Dicka o Wenus trochę mnie rozbawiło) i uczciwy pracownik Rządu Federalnego wraz z małżonką. Najbardziej podoba mi się jednak wątek Jonesa. A jego życie i śmierć kojarzy mi się niezmiernie z Hitlerem. (Hitler starał się wyjść na bohatera nawet po śmierci, choć podobno nawet jego samobójstwo nie obyło się bez pomocy. Potrafił skazać na śmierć tysiące ludzi, a sam stchórzył, gdy miał strzelić sobie w łeb)

"Labirynt śmierci" (ang. "A Maze of Death" 1970) - tę książkę opiszę krótko. Na początek cytat ze wstępu : "opisane w książce pośmiertne doznania Maggie Walsh są wzorowane na moich własnych przeżyciach po zażyciu LSD. Z najdrobniejszymi szczegółami". Woow. Co za szczerość. Dick tworzy nową teologię, przedstawia życie grupki ludzi uwięzionych... nie, gdzie uwięzionych sami zobaczycie. Jak zwykle niespodziewane zakończenie.

"Słoneczna loteria" (ang. "Solar Lottery" 1955) - kolejna ponura wizja naszej przyszłości. Życiem rządzi gra, rządzi ślepy los, przypadek. Tak przynajmniej sądzi większość. Ale młody biochemik, próbując przeciwstawić się chaosowi gry, odkrywa, że ktoś kieruje grą życia.

"Możemy się zbudować" (ang. "We Can Build You" 1972) - dwóch handlarzy elektronicznymi klawikordami (!!!), zmienia swoją profesję. Produkują idealną kopię bohaterów wojny secesyjnej. Sobowtóry zaczynają się buntować, główny bohater nie radzi sobie z uczuciem do schizofreniczki, a we wszystko miesza się ambitny biznesmen. I co dalej?

"Czas poza czasem" (ang. " Time Out of Joint" 1956)- Ragel Gumm prowadzi uregulowane życie. Nagle, dziwne wydarzenia sprawiają, że zaczyna zastanawiać się, czy nie wariuje. Do jego rąk trafiają gazety opisujące rzeczy, które nigdy się nie zdarzyły. Słyszy rozmowy pilotów niewidzialnych statków powietrznych. Słucha audycji, których nie ma w żadnym programie radiowym. Z czasem zaczyna zastanawiać się, czy nie istnieje gdzieś inny niż jego świat.

Novinha