|
Neil Gaiman - "Amerykańscy Bogowie" |
|
Amerykańscy Bogowie są drugą książką Neila Gaimana jaką do tej pory przeczytałem i nie powiem - bardzo mi się obie podobały. Ponieważ wstępy mi z zasady raczej zbytnio nie wychodzą to przejdę do dalszej części recenzji. Tak więc zaczyna się wszystko w więzieniu, w którym siedzi główny bohater - Cień (trochę mi się to tłumaczenie nie podoba - rozumiem, że w angielskiej wersji pewnie i pasował "Shadow" ale jakoś po polskiemu niezbyt mi to odpowiada). Zbliżał się upragniony czas wyjścia z więzienia. W końcu po trzech latach spotka się z żoną. A gdy ten czas nadszedł wraz z nim nadeszła również i wiadomość: "Twoja żona zmarła dziś nad ranem"... Tak mniej więcej wygląda początek. Może nie jest jakiś bardzo oryginalny, ale jednak reszcie książki raczej jej nie brakuje (oryginalności oczywiście). Mimo iż dzieje się to w naszych czasach, to jednak pojawiają się bardzo nierealistyczne rzeczy. Całe to dzieło jest przesiąknięty niezwykłym urokiem, który przypadł mi do gustu. Autor nieraz potrafi nas zaskoczyć, niekiedy odbiega od stereotypów. I bardzo dobrze - powiew świeżości tylko wyjdzie na dobre literaturze! Nie jest łatwo opisywać tę książkę, ma ona w sobie coś przez co czyta się ją i czyta, i czyta, i nie można przestać. Co mógłbym zaliczyć na minus? Chyba jak już wyżej wspomniałem to tłumaczenie niektórych imion bohaterów. Np. jednego przetłumaczyli na Cień a innego zostawili jako Wednesday (swoją drogą to dość dziwne by nazywać kogoś Środa ale jest tak ze względu na fabułę). Hmmmm... naprawdę trudno jest się dopatrzyć jakiś innych błędów - oczywiście są ale raczej zbyt niewielkie by zwracać na nie uwagę. A plusy? Cała książka. Jako całość prezentuje się bardzo dobrze i jak najgoręcej ją wszystkim polecam. Ocena: 5+/6 Faramir |
|