Odkrycie Troi
Marek
Henryk Schliemann (1822-1890) był jednym z
najwybitniejszych archeologów XIX wieku. Nie miał jednak łatwego dzieciństwa, gdyż jego ojciec był ubogim
pastorem protestanckim w mieście Meklemburg (Niemcy). Mimo, iż często zaglądał
do kieliszka i mało czasu poświęcał synowi, miał jedną niepowtarzalną zaletę.
Był mianowicie wielkim miłośnikiem sztuki Homera. Nic więc dziwnego, że piękno
jego twórczości wpajał synowi od wczesnego dzieciństwa.
Gdy w ilustrowanej książce "Illion" mały Henryk ujrzał ilustrację płonącej
Troi, zaintrygowały go przede wszystkim potężne mury warowne miasta.
Uświadomił sobie, że po takich fortyfikacjach, jak i po całym mieście
musiał pozostać jakikolwiek ślad. Odtąd jego dziecięcym marzeniem stało się
odnalezienie ruin Troi.
Z powodu narastającej nędzy w jego domu, Schliemann musiał porzucić edukację
i rozglądać się za pracą. Pracował w wielu miejscach, m.in. w sklepach,
na statku,
jako chłopak do posyłek. Wolny czas poświęcał przede wszystkim nauce języków
obcych, co czynił ze zdumiewającym rezultatem. W niedługim czasie biegle władał
siedmioma językami. Ta, oraz jeszcze jedna umiejętność świetnego obracania
pieniądzem, dała mu możliwość pracy na własną rękę. Zdobywał spory kapitał,
głównie dzięki panującej w Kalifornii gorączce złota. Nigdy nie zaniechał
jednak swojego dziecięcego marzenia - odnalezienia Troi.
W 1870 roku Schliemann przybył po raz pierwszy do Azji Mniejszej, by
odszukać mitologiczną Troję. Wielu specjalistów uważało, że gród był
tylko wytworem wyobraźni Homera i jemu ówczesnych, jednak w Niemcu tkwiło inne przekonanie.
Sądził, że bardzo dokładne opisy z Illiady nie mogły istnieć tylko w
myślach wielkiego Greka. Poeta musiał to wszystko najpierw zobaczyć.
W poszukiwaniu ruin Henryk kierował zatem się tekstami Illiady.
W jej 22. księdze Homer wspomina o dwóch tryskających źródłach - ciepłym
i zimnym, mających znajdować się w pobliżu Troi. Ówcześni archeolodzy
wskazywali na okolice miasta Burnabaszi, przy którym to istniały ponoć
oba obiekty. I w tym też miejscu Schliemann rozpoczął poszukiwania.
Wątpliwości budziło w nim jednak położenie celu. Miasto znajdowało się
ok. 3 godzin konnej jazdy od morza, natomiast wg. Homera Grecy pokonywali
ten dystans na piechotę trzy razy dziennie. Podejrzany wydal się także pagórek,
na którym rzekomo stać miał ogromny pałac Priama z 62 komnatami, który
najzwyczajniej by się na nim nie zmieścił. Chcąc odnaleźć owe 2 tryskające
źródła, Schliemann dokonał tego, odkrywając przy okazji... 40 innych,
oczywiście ani jednego ciepłego. Jak można się domyśleć, powierzchowne i
praktycznie czysto formalne wykopaliska nie przyniosły żadnego
rezultatu.
Następnym celem stało się wzgórze o tajemniczej nazwie Hissarlik, co w
dosłownym tłumaczeniu znaczy właśnie pałac. Jak wiadomo, większość dzisiejszych
nazw miejsc nie więło się od tak sobie, a kryje w
sobie historyczne znaczenie. Jeśli kopiec zwał się pałacem to znak, że
faktycznie musiało znajdować się tu coś potężnego. Coś, co zaczęto utożsamiać
z całą kolicą. Niemiec myślał oczywiście o pałacu Priama.
Odpowiadała temu lokalizacja -
niecałe 5 km od morza, a tamtejsi chłopi opowiadali o wytryskających i
po jakimś czasie umierających gorących źródłach. Dlatego w 1871 roku
ruszyły prace wykopaliskowe. W niedługim czasie na powierzchnię
wydopbyte zostały przedmioty codziennego użytku, broń, ceramika; świadczące
o istnieniu niegdyś w tym miejscu ludnego miasta.
Prace ciągneły się przez 3 lata, a na wzgórzu odkryte zostały ruiny
kilku miast, leżących na sobie poziomami, jedno pod drugim. Świadczyło to
dobitnie, że gdy jedno osiedle upadło i poszło w zapomnienie, na jego
szczątkach powstawała po jakimś czasie następna osada. W sumie odkryto
siedem skupisk ludności, przez co pytanie które z ruin są pozostałością
Troi stało się nie lada zagadką. Schliemann doszedł jednak do wniosku, że
czas wydarzeń w Illiadzie sugeruje, że poszukiwane miasto to jedne z ruin
na najniższym poziomie. I w rzeczywistości tak było. Troją okazały się być
trzecie ruiny od spodu. Świadczyły o tym okopcone pozostałości, czego wynikiem
mógł być tylko gwałtowny pożar miasta. Jednak dylematem były przede wszystkim
rozmiary osady - wielki Ilion miał okazać się jedynie trzytysięczną osadą,
a słynny pałac Priama niewielkim zamkiem? Jednak w tym przypadku Schliemann
pierwszy raz posądził Homera o wybujałą wyobraźnię w opisywaniu Troi.
Sprawa rozstrzygnęła się 14 czerwca 1873 roku, kiedy to Schliemann dostrzegł
w ziemi coś błyszczącego. Po przerzuceniu piachu odnaleziono prawdziwe skarby -
złote naszyjniki, bransolety, pierścienie, kolczyki, brosze, puchary i inne.
W Illiadzie wspomniany został skarb Priama, trzymany w drewnianej skrzyni w pałacu.
Schliemann początkowo chciał przekazać znalezisko władzy tureckiej w ramach
podziękowań za możliwość prowadzenia prac wykopaliskowych, jednak zdał sobie
sprawę, że zachłanny sułtan może chcieć przetopić nawet całe złoto, zamiast
ulokować go np. w muzeum. Przemycił je zatem do Grecji, przez co Turcy odebrali
mu prawo do dalszych wykopalisk.
|
|