Rajd Nowej Zelandii

     Tegoroczny Rajd Nowej Zelandii okazał się zakończeniem sezonu. Nie do końca wprawdzie, ale mistrz został wyłoniony. Oczywiście koronę króla odbierze w tym roku Marcus Gronholm. Dla Peugeota to bardzo dobry sezon: aż osiem razy na mecie pierwsze dwa miejsca zajmowały 206'óstki(zobaczymy jak skończy się Rajd Wielkiej Brytanii). W Rajdzie Nowej Zelandii na koronę mistrza próbował się targnąć Burns. Miał jeszcze szansę, gdyby wygrał ten rajd. Ale po kolei. Pierwsze odcinki wygrywa właśnie Burns, który za wszelką cenę chce wygrać, aby mieć jeszcze szansę na mistrzostwo. Jedzie świetnie, zostawia za sobą Gronholma i obejmuje pewne prowadzenie. Nie wytrzymuje jednak, na odcinku specjalnym popełnia błąd i ląduje poza drogą demolując samochód(w tym momenci w kabinie padła niecenzuralna wiązanka). Drugim kierowcą mającym szansę na tytuł był McRae, jednak ląduje poza trasą jeszcze wcześniej niż Burns. Gronholm przejeżdża obok miejsca wypadku kolegi z team'u i zostaje mistrzem. I wtedy wbrew logice przyspiesza! Jedzie coraz szybciej i coraz lepiej, wygrywa pozostałe 12 OS i kończy rajd z prawie 4-minutową przewagą. Drugi na mecie jest z team'u, Rovanpera. A dlaczego sezon jeszcze się nie skończył? Ponieważ na tytuł wicemistrza świata szansę ma jeszcze 5 kierowców. Jak to się skończy, zobaczymy. W każdym razie po drugim dniu rajdu Wielkiej Brytanii prowadził...Gronholm. Muszę jeszcze wspomnieć o polskiej załodze, czyli Tomku Kucharze i Maćku Szczepaniaku. Jadący w tym rajdzie Corollą WRC zdobyli 11 miejsce w klasyfikacji generalnej i na 1 miejscu w klasyfikacji załóg niefabrycznych. Trzeba przyznać, że Kuchar ma dziwną przypadłość: jeśli startuje albo jest bardzo wysoko, albo nie kończy wogóle.

mroofka