Ale plama | Familiada | Galaktyka | Jaka to melodia? | Kochamy polskie seriale | Koło fortuny | Maraton uśmiechu | Milionerzy | Poszukiwacze skarbów | Śmiechu warte | Życiowa szansa
"Ale plama" - program satyryczny z Januszem Rewińskim i Krzysztofem Piaseckim.
Pomysł jest prosty - panowie rozmawiają między sobą na najróżniejsze tematy,
najczęściej związane z polityką, od czasu do czasu podśpiewując coś
przy akompaniamencie gitarki. Banalne? Nie w ich wykonaniu! W dialogach
wprost roi się od dowcipów i aluzji. Ciekawa jestem, czy rozmowy są w całości
wyreżyserowane. Oglądanie "Ale plamy" jednak wymaga dużego skupienia. W
przeciwnym razie bardzo łatwo zgubić wątek i stracić połowę zabwy :). Można by
to w przypadku programu rozrywkowego uznać za wadę, ale ja tak nie uważam.
Zresztą... przekonaj się sam! :)
"Familiada" -
popularną „Familiadę” można uznać wręcz za apoteozę
przeciętności. Nie chodzi o to, by udzielić poprawnej odpowiedzi – uczestnicy
starają się odgadnąć, co powiedziałby statystyczny Polak. Teleturniej istnieje
jednak bardzo długo, co świadczy o dużym zainteresowaniu widzów. Może to dzięki
dobremu prowadzącemu Karolowi Strasburgerowi, a może program zawdzięcza swoją
popularność rodzinnej atmosferze, na którą wskazuje już sam tytuł? Przyznaję,
że pomimo niezbyt ciekawej koncepcji, "Familiada" "daje się oglądać", zwłaszcza
z rodzinką na kanapie czy podczas obiadu. Ponadto autorom udało
się zmieścić w niecałych 30 minutach.
"Galaktyka" -
koszmarnie nudzicie się? No dobrze, pooglądajcie choćby "Galaktykę".
(W innym przypadku omijać szerokim łukiem!!!) Ten genialny teleturniej
poszerzy naszą wiedzę o fascynującym życiu gwiazd. Co powiedziała Nicole
Kidman po rozwodzie? Nie przejmuj się, po obejrzeniu choćby jednego odcinka
"Galaktyki" będziesz umiał(a) odpowiedzieć na to i dziesiętki innych równie
idiotycznych pytań. Oczywiście każdego gracza można na czymś "zagiąć".
Tyle osób przecież nie ma pojęcia, ile medali zdobył Adam Małysz... Zapewne
jednak współzawodniczące panie (bo warto zaznaczyć, że płeć piękna stanowi
tu większość... dziwne, prawda?) nie miałyby najmniejszego problemu z podaniem
imienia jego matki, żony i ... nieważne ;). Drobny plus mogę dać jedynie za pomysłowy
tytuł (prosty ciąg skojarzeniowy: "galaktyka => gwiazdozbiór => gwiazda" +
kryptoreklama ;) - ukryta w tytule nazwa sponsora :)). Jak widać "Gala"
zniżyła się jednak do poziomu brukowców, wśród których wyróżnia się jedynie
lśniącym i grubszym papierem :(. Na koniec ostatni plusik - króciutkie
spotkania ze znanymi osobami. I tyle...
Jaka to melodia? - pierwsza myśl: „kto zaprojektował to studio?!?!?”.
Na szczęście potem jest już coraz lepiej. Sednem turnieju jest odgadywanie tytułów
piosenek na podstawie krótkich fragmentów meodii. Czasem jest to bardzo trudne,
zwłaszcza, gdy piosenki mają mało charakterystyczny wstęp bądź
ich tytuł jest mało znany. Gra przerywana jest piosenkami w wykonaniu
sympatycznego prowadzącego Roberta Janowskiego i zespołu.
Całość
bardzo przyjemna - możemy przypomnieć sobie polskie i światowe przeboje, sprawdzić
znajomość muzyki, trochę pośpiewać. Dobrze, teraz dwa słowa o wadach. :)
Uczestnicy otrzymują maskotki, które w gruncie rzeczy są niczym innym jak
reklamówką sponsora :(. Kiedyś były śliczne "żubrzyki", później np. "franulki".
Szkoda, że nikt nie próbował stworzyć maskotki będące symbolem programu (pamiętacie
"Zonki"? ;)) Cóż, mimo to "Jaka to melodia?" to po prostu świetny teleturniej
familijny, znakomity zwłaszcza na chłodne zimowe wieczory,
a za najlepszą rekomendację niech posłuży moja kuzynka Ania
( 3,5 roku), która szaleje za tym programem :D.
"Kochamy polskie seriale" (czy jakoś tak.. ;)) –
docelowo chyba propozycja dla "przeciętnego Polaka"... W szranki stają dwie
rodziny, które muszę wykazać się doskonałą znajomość rozmaitych polskich
seriali, głównie starszych. Irytujący już jest sam tytuł, z którym w żaden
sposób nie mogę się identyfikować ;), irytujący jest sam pomysł. Co powiedział
X w serialu Y, kiedy A pojechała do miasta B? Jeśli już oglądam seriale, nie
zwracam uwagi na zbędne szczegóły. Zastrzeżenia budzi u mnie dobór samych seriali
– z sensowniejszych pozycji jest chyba tylko "Ogniem i mieczem", które pasuje
tu jak kwiatek do kożucha. Radzę omijać, chyba, że pasjami oglądasz wszelkie
tasiemce. Jedną z nielicznych zalet są rozmowy z gośćmi (notabene aktorami serialowymi).
"Koło fortuny"> -
nieistniejący już teleturniej "Dwójki" z Wojciechem Pijanowskim
w roli prowadzącego. Chyba jedna z pierwszych tego typu pozycji w polskiej
telewizji, hit czasów, kiedy o Polsacie czy TVN nikomu się nie śniło, a talerze
satelitarne były istnym cudem techniki. ;) Jeśli ktoś tego nie widział,
tłumaczę w dużym skrócie – rzecz polegała na odgadywaniu wyrazów na podstawie
odkrywanych liter. Gracz podawał "A" i pani Magda Masny odkrywała wszystkie
litery "A" na planszy. Proste, nieprawdaż? Uczestnicy kręcili tytułowym kołem i
w ten sposób zdobywali pieniądze na zakupy w sklepiku "Koła...". A nagroda
główna każdego odcinka – zachodni samochód, ech... co to było w tamtych
czasach... ;) Byłam wtedy bardzo dużą dziewczynką w wieku lat około pięciu i
dziesiąta wieczorem (o ile pamiętam, mniej więcej o tej porze emitowano program)
była dla mnie prawie środkiem nocy!. Wchodziłam pod kołdrę i, usiłując nie
zasnąć, czekałam... Kiedy w końcu usłyszałam charakterystyczną melodyjkę,
wyskakiwałam z łóżka i biegłam do pokoju z okrzykiem: "Mamo, Tato, mogę
obejrzeć?". Pierwsze hasło, jakie odgadłam, brzmiało chyba „włoszczyzna”. Byłam
wtedy taka dumna. ;) Potem poszłam do szkoły i zabawa w „Koło fortuny” była
podstawową rozrywką na przerwach. :) A potem... potem zmienił się prowadzący,
zlikwidowano sklepik, w finale nie można było już wygrać samochodu... i nawet
nie pamiętam, kiedy "Koło fortuny" znikło z anteny... W skali od 1 do 6 sześć
punktówdla kultowego
wręcz teleturnieju za początki jego istnienia. ;)
"Maraton uśmiechu" - w dużym skrócie: program polegający na opowiadaniu
dowcipów. Nie tak dawno prowadził go Mariusz Czajka, a w początkowym
okresie istnienia "Maratonu" kawały były opowiadane przez sławy. Potem dużo
się zmieniło - do studia wkroczyli "zwykli" ludzie, nastała epoka "Big
Brothera"... Obecnie program prowadzi Andrzej Grabarczyk i Manuela Michalak.
O ile Grabarczyk radzi sobie całkiem nieźle, trudno mi powiedzieć to o Manueli.
Aż dziwię się, dlaczego nie zatrudnili jej w podkładaniu śmiechu do sitcomów.
Noo, wystarczy, aż tak źle to nie jest. :) Jak już wspomniałam, idea (można
tak to nazwać? ;)) programu to opowiadanie dowcipów przez różnych ludzi.
I oni... cóż, też radzą sobie z tym bardzo różnie. Podobnie jest z samymi dowcipami, choć
w przypadku połowy mam dziwne wrażenie, że "gdzieś to słyszałam". Także pomysł
opowiadania kawałów na czas jest ewidentnie bez sensu - występujący
często nawet nie zdążą zbudować klimatu. Owszem, zdarzają się indywidualności,
ale nie wiem, czy warto marnować wieczór na słuchaniu po raz enty tych samych
dowcipów o tym, jak baba przychodzi do lekarza. A decyzja i tak należy do Ciebie...
"Milionerzy" -
hehe, co mam mówić o teleturnieju, o którym słyszał
prawie każdy, na bazie którego powstały dziesiątki gier komputerowych i
planszowych. Swoją drogą zastanawiająca jest przyczyna sukcesu tego programu...
Mam nadzieję, że nie jest nią zachodnia licencja (Polak potrafi! ;)) ani
irytujący dość Urbański ("czy jest pani pewna?", "a może skorzysta pani z koła
ratunkowego?")... Pytania skonstruowane są na zasadzie typowego testu wyboru.
Rozpoczynamy od śmiesznie łatwych (jakby ktoś szydził z poziomu naszej
inteligencji ;)), potem jest coraz trudniej... Stawką, o którą toczy się gra jest
tytułowy milion złotych, ale żadnemu Polakowi nie udało się jeszcze zdobyć
takiej sumy. Powiedzonka w rodzaju wspomnianych "kół ratunkowych" przeszły już
do języka potocznego, a dzieciaki pewnie bawią się w "Milionerów” jak ja kiedyś
w „Koło fortuny” ;)...
"Poszukiwacze skarbów" -
do gustu przypadła mi przede wszystkim
humanistyczna orientacja – pytania z historii, geografii, mitologii, kultury,
sztuki. Interesujące, choć według mnie nieco za skomplikowane są zasady
wędrówki uczestników po planszy. (obejrzyjcie jeden odcinek, żeby dowiedzieć
się, co miałam na myśli. ;)) Niestety gdy widzę te tragiczne przebrania w stylu
Indiany Jonesa, mam ochotę wyłączyć telewizor. :( Autorzy programu mieli
świetny pomysł, ale wyszukana otoczka wcale nie pomogła odnieść sukcesu.
"Śmiechu warte" - nie będzie to recenzja obiektywna - stwierdzam
to natychmiast, by nie budzić rozczarowania. "Śmiechu warte" nie śmieszyło mnie nigdy.
Najpierw może jednak krótko o samym programie. Rzecz polega na oglądaniu zabawnych
(jak dla kogo) filmików nakręconych przez widzów lub wyszukanych przez twórców
programu. Filmiki są... różne - bywają perełki, przy których można naprawdę
się pośmiać, ale przeważają kawałki w stylu: "on się wywalił. Ha ha ha!"
Prowadzący - Tadeusz Drozda - w moich oczach jest po prostu żałosny... No cóż,
może po prostu mam jakieś spaczone poczucie humoru? ;) Nie będę wiec odradzać -
lepiej zobaczyć samemu i wyrobić sobie na ten temat własne zdanie.
"Życiowa szansa" - polsatowska kontraprodukcja emitowana w porze
„Milionerów”. Tym razem studio w pogodnych pomarańczach, a Krzysio Ibisz słodki
i radosny jak zawsze. Jakoś tak mi mdło... Oglądałam to góra parę razy, więc
może jednak jestem obiektywna. Duży plus za tempo – w „Milionerach” kobieta
męczy się nad jednym pytaniem i męczy i ... męęęczy, a w międzyczasie na Polsacie
zdążymy wysłuchać 10 pytań o obejrzeć fascynujący ciąg reklam. Jedna z niewielu
sensownych prób dogonienia TVN. Podobno we wrześniu ma nieco zmienić formułę.
(patrz - newsy)