Do niedawna uważałem - a mego jedynie słusznego punktu widzenia nie sposób było zachwiać - że w kwestii idiotyzmu tekstów pisanych nic nie jest w stanie przebić latynoamerykańskich scenarzystów. Jak się jednak okazało, na idiotyzm jest widocznie upodobanie, bowiem powstają liczne, nazwijmy to produkcje, pretendujące (z powodzeniem zresztą) do miana kretyńskich. Wpierw pojawiła się ekranizacja "Wiedźmina": idea sama w sobie szczytna, lecz wykonanie podobne do Edyty Górnik w roli tenora, z tym, że Edytce brak zamiłowania do przerośniętych, gumowych pasikoników. Po nieocenionym, a niedocenionym "Wiedźminie" przyszedł czas na "Adama i Ewę". O serialu... wróć... o tym zespole ujęć wypowiadać się nie będę, ponieważ jeszcze mi trochę litości dla scenarzystów pozostało. Poza tym od serialu skutecznie odstraszył mnie Cugowski w roli zaśpiewajki, a także Słoneczko w roli producenta.
Jak więc widzimy także i my, naród polski, mamy wielki wkład w dzieło rozwoju kretynizmu, tandety i chędożenia zmysłu dobrego smaku. Ale to nie my jesteśmy tasiemcowym mocarstwem. Mocarstwem są - tak jak niestety w innych dziedzinach - Amerykanie. Amerykanie są bowiem ojcem (choć, jak to w telenowelach bywa, zapewne nie biologiczym), prawdziwej "Neverending story" to jest, uczciwszy uszy, "Mody na sukces".
"Moda na sukces" to twór, którym telewizja, za przeproszeniem, publiczna raczy nas od czasu nie wiadomo już jakiego. Odkąd pamiętam, były trzy rzeczy: przedszkole, rodzice, rodzinka Foresterów. Niekoniecznie w tej kolejności. I co najgorsze, mimo, że przedszkole należy już do Zamierzchłych Dni, Foresterowie żyją i rozmnażają się nieustannie, ku wielkiemu zadowoleniu praczek, sprzątaczek, a konserwatorów powierzchni płaskich (czyt: klosetmam), a także innych, zdawałoby się bardziej wykształconych grup ludności. I co najgorsze, nic nie wskazuje na to, by ta grupowa kopulacja miała kiedykolwiek zostać przerwana.
Foresterowie i spółka - na wzór trzech jedności antycznej tragedii (wszystkich przepraszam za to porównanie, w szczególności Sofoklesa, Eurypidesa i Ajschlosa) - spełniają trzy jedności tasiemca, o ile można mówić o całości w przypadku zwierzęcia, które rozmnaża się poprzez powolne odpadanie. Są bowiem (Forestowie nie tasiemce... a zresztą, co to za, cholera, różnica!) zawsze młodzi, zawsze bogaci, a nade wszystko - zawsze kochliwi. I to kochliwi co najmniej na miarę królików, bowiem telewidzowie mają okazję oglądać orgazm średnio dwa razy na tydzień, czyli częściej niż w "Playboyu".
Kochliwość ta objawia się przede wszystkim ślubami, każdym na całe życie. Rekordzistą jest w tej mierze Ridż, który zdołał zaliczyć w kolejności: Karlajn, Tejlor i Bruk, i to każdą w odstępie dwóch lat. Powodem pewnej kruchości związków Ridża są niewątpliwie niepoliczone romanse, każdy z nich na całe życie, a także wynikające z nich rozwody (każdy na całe życie), których liczba wylewa się z okienka kalkulatora wprost na mój śliczny dywanik. Warto też zauważyć, że zbyt dużo potomków naszej rodzince nie przybywa - no ale zawsze może się odnaleźć jakieś zaginione dzieciątko.
Ale, ale... ja Was tu nudzę, a Wy przecież chcecie wiedzieć co dzieje się w tym cudownym, a barwnym świecie. Pomijając to, że wszyscy są młodzi, bogaci i kochliwi, najnowszym przebojem jest powrót świeżo zmartwychwstałej Tejlor. Otóż, jak wszyscy zagorzali fani tegoż arcydzieła wiedzą, Tejlor zginęła bardzo dawno, bo koło 700 odcinka w wypadku samolotowym, a Ridża to bolało, bo ją - uwierzycie? - kochał na całe życie. Ale nie martwcie się, wierni fani! Po tysiącodcinkowej ciszy (ot, tak żeby uspokoić akcję) Tejlor powraca! Nie zginęła w samolocie! "Zara, zara... co się stanęło?" - spyta nasza wierna, a ciekawa miłośniczka. Otóż wedle najnowszej hipotezy, gdy samolot miał w Maroku międzylądowanie, Tejlor przeszła kontrolę paszportową i takie tam, położyła wszystkie rzeczy w piekielnej machinie, a następnie - uwaga: trzymać się mocno!) po COŚ wyszła (nie ma to jak innowacja i dokładnie dopracowana fabuła). I tam ktoś ją napadł i zemdlała i już nic a nic nie pamięta. W szpitalu dla motłochu jest akurat sułtan Omar (oczywiście to, że sułtanów w Maroku nie ma od ponad wieku, nikogo nie obchodzi), który akurat ma ochotę się w kimś zakochać od pierwszego wejrzenia i na całe życie. Wybór pada ofkorz na Tejlor, a ta nadal pamięta, że się w kimś innym kocha, tylko nie pamięta w kim (no i nie wie, co robiła przez 4 poprzednie lata). Póki co przejmuje kontrolę nad sierocińcem (w Maroku?!? Ja bym pana scenarzystę kiedyś do mediny zaprosił, to by mu się wreszcie zachciało na chleb uczciwie zarabiać). Bierze ślub z Omarem, zaś Ridż z Bruk. Ridż zresztą przypomina sobie telepatycznie o Tejlor i w przerwach między kochaniem Bruk, szepcze czułe słówka zdjęciu... kogo?... aaa Tejlor.
Tak poza tym to mamy właśnie fajowe przyjęcie. Erik rozmawia z Macy i mówi, że bawi się świetnie. Na to wtrąca się Skali i stwierdza, że ale fajna zabawa! Wtedy podchodzi Bruk i z miną wściekłego szczupaka kontruje, że haha, ale imprezka! Ale się wszyscy dobrze bawią!
Cholera, szkoda, że mnie nikt o zdanie nie spyta!
Reasumując "Moda na Sukces" to serial o: miłości, pieniądzach, miłości, marokańskich sierocińcach, miłości, ślubach, seksie, miłości, orgazmach, fajnych imprezkach, orgazmach udawanych, wściekłych szczupakach, byciu pięknym, bogatym i kochliwym, wypadkach samolotowych, zaliczaniu w kolejności: Karlajn, Tejlor i Bruk, wychodzeniu po COŚ z samolotu, miłości, czteroletniej amnezji, kochaniu od pierwszego wejrzenia na całe życie, byciu świeżo zmartwychwstałym, miłości, kochaniu i miłości.
Jaki serial, powieść, film, sztuka jest o tym wszystkim? Jaki utwór, jaka poezja jest tak pełna treści? No to już, już, odkładamy tego Shakespeare'a, Sofokles na półeczkę, Sołżenicyn do komórki na strychu. Czas na przesłania. Już 16.35...
A wszystkich zapraszam na stronę: http://republika.pl/kaskaaaa2002/, z której czerpałem tak potrzebną mi wiedzę na temat tegoż serialu. Szczególnie polecam dział FanFiction (!), oraz Opinie (z tego drugiego dowiemy się między innymi, że Czytelniczka z Poznania uważa, że Szejla to podła intrygantka i jej nie lubi!). A jakie jest Twoje zdanie, Czytelniku?
UnionJack
UnionJack@wp.pl