Wieprzowinki Gruzy
LUDZIE! Gulczas w telewizji!!! :))) O jaaaa! Dali nam to gówno na tacy jakbyśmy
byli co najmniej jakimiś żądnymi prymitywnych tekstów smerfetami. Hoho, ale
sobie teraz pojeżdżę! No, dzięki normalnie, bo za chwilę sobie ulżę, a będzie
ciężko. Ostatnio mi włosy wypadają, żadna dziewczyna mi od dwóch dni nie
powiedziała, że jestem przystojny i inteligentny, nie mam 35 złotych, ktoś mi
zajął szafkę w szkole, a okazało się, że to banda dresów i moja kurtka musi
mieszkać u koleżanki, pies się zrzygał mi na dywan w pokoju, zimno, bateria w
walkmanie mi wysiada,dostałem z anglika tylko 6-, no, kurde, normalnie tylko
się wkurzyć, no nie? AAAAAleeee sobie teeerazzzz ulżęę. :))) Buahhahahahahaaahakhm...
Jak sami pewnie pamiętacie jakieś niecałe dwa lata temu w kinach pokazywali
film wspaniałego pana Gruzy pod tytułem: "Gulczas, a jak myślisz?". Film był
potężnie reklamowany i bazował na ogromnej wtedy popularności pierwszego polskiego
reality show Big Brothera. Niestety (?) film odniósł bardzo umiarkowany sukces,
jak to zresztą jest ze wszystkimi polskimi produkcjami.
{Polemizowałabym... chociaż rzeczywiście w polskim kinie jest
coraz gorzej, a największy sukces odnoszą filmy oparte o klasykę polskiej
literatury. - Taw} Rodzi się teraz pytanie:
dlaczego komedia w polskim stylu (gołe baby, przekleństwa, brak kultury i fabuły)
opierająca się na reality show w polskim stylu (gołe baby, przekleństwa, brak
kultury i fabuły) nie spodobała się w Polsce (gołe baby, przekleństwa, brak
kultury i fabuły :))) ??? Jest taki mały prosty powodzik: otóż wszyscy ludzie
oglądali codziennie na TVN ten program, ale nikt nie chciał się nigdy do tego
przyznać. Zawsze słyszałem tylko: "a tak tylko, wiesz, bo to takie prymitywne
jest, ostatnio chyba trzy dni temu...". Nikt po prostu nie chciał przyjść do
kina na "Gulczasa", bo byłoby to równoznaczne z przyznaniem się do oglądania
ścierwa jakim jest Big Brother. {Interesująca hipoteza :)}
Zacznijmy od fabuły, a raczej od jej braku. Film rzuca nas w środek
prawdziwego huraganu różnych chaotycznie przedstawionych przygód. Z jednej
strony atakuje nas Gulczas bijący sięz gangsterami, bo nie zapłacił ostatniej
raty za motor, z drugiej widzimy Klaudiusza obozującego z rodziną pod namiotem,
a z trzeciej znów napastują nas Grześ i Karolina ze swoim problemem sercowym.
Oczywiście jest też Monika mizdrząca się do reżysera, Manuela jako dziennikarka
oraz Małgosia w roli pielęgniarki nimfomanki. Postacie nie są w żaden sposób
połączone. Wydaje się, że oglądamy na raz kilka filmów, a nie jedną, spójną
opowieść. Bohaterowie filmu w większości są dla siebie przypadkowo spotkanymi
ludżmi. Nie znają się i dogryzają sobie na każdym kroku. Pan Jerzy Gruza chciał
tym ukazać chyba Polaka jako istotę traktującą wszystko z dozą ostrej negacji.
Poza tym nie spodobała mi się wizja ludzi wiecznie wkurzonych albo do granic
roześmianych. Tak sztucznie radosnych, że aż wcale nie śmiesznych.
Trudno jest mi recenzować ten film, bo już pewnie zauważyliście, że nie
jest to raczej obiektywna ocena. Zwykle w tego typu artykule przeszedłbym teraz
do muzyki, ogólnego obrazu i innych podobnych cech. Ale nie w tym przypadku.
Po prostu nie mogę zdzierżyć filmu tak prymitywnego i prostackiego. Jest to po
prostu chamskie do bólu widowisko. Naprawdę niewiele jest tytułów, podczas
oglądania których towarzyszyło mi uczucie zgorszenia, jeżeli w ogóle takie są
oprócz "Gulczasa". Nie chodzi mi tu oczywiście o gołe baby, bo to to akurat w
pewnym sensie zaleta (zależna od punktu widzenia :)), ani nawet o to, że całość
jest nakręcona w żałosnej kolorystyce i bez absolutnie żadnego polotu. Zgorszył
mnie klimat tego dzieła. Klimat przesycony bezsensowną głupotą, skrajnym
chamstwem i kierowany do "prawdziwych" Polaków, czyli dla dresów, które w
patriotycznym odruchu leją wszystko co nie ma trzech pasków. "Prawdziwi" Polacy
będą rechotać na tym filmie, że aż kino rozniesie chyba. Mogą przyszwendać się
przed telewizory niosąc pod pachą zgrzewkę, a w plecaku dmuchane blondyny.
Radocha będzie.
Ja jestem młody, otwarty na różne zachowania i, powiedzmy, kultury. Ale po
prostu niepohamowanie się zgorszyłem i poczułem się jak wapniak lamentujący nad
dzisiejszą młodzieżą. Może i jestem stary grzyb, ale moje biadolenia mają na
celu pognębienie pana Gruzy, który ma w swoim dorobku kilka dobrych filmów.
Tym razem pozwolił na to, żeby Polska postrzegana była jako chlew, gdzie
kobiety są "wieprzowinkami", a faceci to pijaki, dziecioroby i chamy. Normalnie
mnie krew zalewa, tylko że panuję nad sobą jeszcze i raczej żadnego tu wybuchu
nie będzie. Wyraziłem swoje zdanie i chętnie się spotkam z jakąś polemiką,
ale nie sądzę, aby taka nastąpiła ze strony czytelników niniejszego kącika.
{To chyba komplement :)}
Podsumowując, "Gulczas, a jak myślisz?" to dno i metr mułu. Jest to film
chamski, z którego nikt nie powinien brać żadnego przykładu. Mówiąc ściślej:
nikt nie powienien go oglądać. Nikt kto myśli. Ja obejrzałem, żeby mieć potem
podstawę do napisania dla Joanny tego artykułu. Efekty widzicie: 6- z Angola.
Poza tym jeszcze chciałbym dodać, że Jerzy Gruza ośmielił się zrobić jeszcze
nędzną karykaturę filmu pod tytułem: "Yyyyrek! Kosmiczna nominacja". Ech.
Piccolo
pokefil@wp.pl