"Czy jesteśmy sami we Wszechświecie?" - to pytanie zadawali sobie już najstarsi filozofowie i uczeni. To pytanie zadajemy sobie niejednokrotnie i my sami. Czy istnieje na nie konkretna odpowiedź? Czwartego lipca 1996 roku wszystko staje się jasne. Oni istnieją i bynajmniej nie mają przyjaznych zamiarów. Film Rolanda Emmericha opowiada o inwazji Obcych na Ziemię - tematyka znana i oklepana. Pozwólcie, że pokrótce omówie fabułę. Jak już wspomniałem owa produkcja traktuje o inwazji kwiożerczych kosmitów. Pewnego dnia systemy radarowe Stanów Zjednoczonych wykrywają ogromny niezidentyfikowany obiekt latający. Na początku wszyscy są przekonani co do przyjaznego nastawienia obcych. Jest jednak człowiek, który lepiej od innych wie co się święci. Ów człowiek to amerykański informatyk David Levinson (Jeff Goldblum). Udało mu się złamać szyfr Kosmitów. Wynikało z niego jednoznacznie - zniszczyć Ziemię. Wkrótce już nikt nie ma wątpliwości. Zmiecione z powierzchni zostają największe metropolie świata, ludzkość pogrąża się w chaosie, prezydent i ocalali ukrywają sie na pustyni. Jednak amerykański film nie byłby amerykańskim filmem gdyby zabraklo hapyendu. No właśnie, pomimo ogromnych strat ludzkość potrafi się zmobilizować i dzielnie, choć mało efektywnie stawia opór agresorowi. Nasz informatyk odkrył jednak wirusa, który jest w stanie zniszczyc pole siłowe najeżców. Wraz z czarnoskórym kapitanem Stewenem Hillerem (Will Smith) ruszają na niegdyś znalezionym na Ziemi statku Obcych podrzucić wirusa. Jak zwykle jeden z bohaterów musi rzucić dowcipnym tekstem nawet w najtrudniejszej sytuacji, to normalne dla Hollywood. Po zniszczeniu statku-matki poruszającego się po orbicie można zniszczyć pomniejsze jednostki. Wszyscy popadają w euforię, pobrzmiewa nutka patriotyczna "To jest nasz dzień niepodleglości!" - krzyczy prezydent. Na szczególną uwagę zasługują przepiękne efekty specjalne - arcydzieło. Film ogólnie nie jest najgorszy, ale przyjemność z oglądania psuje z góry wiadomy wynik tego starcia. Ogólna ocena - 7/10.
-=mAKo=-
makooo@tenbit.pl
P.S Zastanawia mnie jeden fakt - Obcy zniszczyli Księżyc.
O ile mi wiadomo wywołałoby to może nie nagłe, ale długofalowe i
nasilające się anomalia pogodowe, gigantyczne powodzie itp. Księżyc
jest ściśle powiązany z Ziemią i jego brak mógłby spowodować poważne
konsekwencje. Więc jednak takiego hapy endu nie było ;).
{Noo... to już temat do "Astro cornera", o ile oczywiście
takowy szczęśliwie ruszy. A przy okazji - gdy w ubiegłym roku zaliczałam pod
koniec roku fizykę (na 5, ale nie chciałam się chwalić ;)), a konkretnie
sprawdzian z optyki, na którym kiedyś mnie nie było, dostałam pytanie hmm...
niezwiązane z tematem... "Co by było, gdyby
nie było Księżyca?" :) Więć w happyendy też nie wierzę ;). - Taw"
P.S 2 Podczas pisania tego tekstu słuchałem... deszczu za oknem, tak, tak
proszę państwa, jesień mamy :(.