Zespolony z ludzkością
Wstęp mógłbym w zasadzie zaczerpnąć z arta "Pora się pogodzić" napisanego przeze
mnie parę dni temu. Sens byłby mniej więcej taki sam. A to dlatego, że za chwilę
złamię kolejną przyjętą w początkach działalności text-writerskiej zasadę. Po
raz pierwszy na łamach AM nie zgodzę się z czyimś zdaniem. Ale po kolei...
Pisało się już o tym w Action Magu bardzo wiele. Naturalnie nie tylko tutaj. Nie
było chyba czasopisma, w którym by tego tematu nie poruszano. Mało tego, żadne
wydarzenie w historii nie doczekało się tak dużej ilości publikacji w tak
krótkim czasie (ponad 300 książek). Mowa oczywiście o 11 września 2001 roku.
Dzień ten znów nie dał nam o sobie zapomnieć głównie z sprawą mediów, które
kilka dni temu przy okazji rocznicy tych tragicznych wydarzeń przywróciły je
naszym myślom. W środę zasiadłem do obejrzenia w Jedynce "In Memoriam" z myślą
"Zobaczę to znowu, ale teraz już na spokojnie." Myliłem się. Nie mogę, nie
potrafię oglądać tego na spokojnie...
Parę dni temu trafiłem w Polityce (nr 37 /ten z panoramą Nowego Jorku na której
w miejscu WTC znajdują się są dwa strumienie światła skierowane w nocne niebo/ )
na dwa artykuły poświęcone tym wydarzeniom i ich następstwom. Szczególnie ten
drugi z serii "Na własne oczy" mnie poruszył. Wzmianka o przedmiotach osobistych
wydobytych ze zgliszczy (77 naszyjników, 119 kolczyków, 80 bransoletek i 144
ślubne obrączki) nieodparcie przywodzi skojarzenie z oświęcimskim muzeum.
Poczytajcie.
Jednak rocznica tragedii była tylko pośrednią przyczyną powstania tekstu, który
właśnie macie przed oczyma. Iskrą, która ponownie rozpaliła we mnie ogień veny
twórczej był art z AM~29 "Znowu WTC", którego autor z odczuwalną ironią
skomentował tekst KataszY naśmiewając się z tego, że jest ona wrażliwą osobą i
mocno przeżyła dramat jaki rozegrał się w Nowym Jorku. Przy tym wyraził też
swoją opinię na ten temat: "W każdym razie nie widzę powodu, by się przejmować
tym, co się dzieje w Stanach", po czym poprosił, też nieco ironicznie, by
wyjaśnić mu, dlaczego niektórzy ludzie nie mówią "To mnie nie dotyczy", dlaczego
tak jak KataszA nie poszli na imprezę w parę dni po zamachach, dlaczego ślą
kondolencje rodzinom ofiar, zapalają znicze pod amerykańskimi ambasadami, piszą
o tym co się stało, myślą o tym... Czy potrafię to wyjaśnić tak, żebyś mnie
zrozumiał, przekonać cię. W każdym razie mogę spróbować...
W 1940r. Ernest Hemingway napisał powieść opartą głównie na własnych
wspomnieniach i przeżyciach. Był to "Komu bije dzwon", który niemal zaraz po
publikacji wszedł do kanonów literatury światowej. Traktuje ona o wojnie domowej
w Hiszpanii, w której to prężnie rozwijający się faszyzm zdusił w zarodku
niepodległą republikę hiszpańską. We wstępie umieścił Hemingway jako motto
wiersz żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku angielskiego poety Johna Donne,
który tutaj przytoczę.
Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każ-
dy stanowi ułamek kontynentu, część lądu.
Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi,
Europa będzie pomniejszona, tak samo
jak gdyby pochłonęło przylądek,
włość twoich przyjaciół czy two-
ją własną. Śmierć każdego czło-
wieka umniejsza mnie, albo-
wiem jestem zespolony z
ludzkością.Przeto ni-
gdy nie pytaj, komu
bije dzwon: bije
on tobie.
Hemingway uczynił w ten sposób aluzję do ówczesnej sytuacji na świecie. Kiedy
państwa takie jak Anglia czy Francja odwróciły się od walczącej Hiszpanii
pozostawiając ją samą sobie, mówiąc "Nas to nie dotyczy" O tym w jakim były
błędzie, miały przekonać się kilka lat później, gdy hitlerowskie czołgi
defilowały po polach elizejskich, a na Londyn spadał grad bomb.
"Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z
ludzkością." Jakże często słyszymy historie ludzi, którzy stracili kogoś
bliskiego. Często mówią oni, że wraz z bliską osobą umarła część ich samych.
Śmierć osób znanych o powszechnym autorytecie, jak w ostatnich dniach Marka
Kotańskiego, wywołuje ogólną falę żalu i współczucia. Przeżywamy zerwanie więzi
uczuciowej która łączyła nas i zmarłą osobę. Wielu poprzestaje na tym i śmierć
nieznajomych nic dla nich nie znaczy. Część ludzi jednak (myślę, że jestem także
jednym z nich) widzi całą spraw nieco szerzej. Dla nich nie jest obojętnym
człowiek, którego właśnie zobaczyli w telewizji.
Pokazywali go w CNN przez kilka sekund. Tych kilka sekund, które trwał lot ze
104 piętra płonącej wieży północnej na spotkanie śmierci. Bez szans na ocalenie,
na ratunek. Odgrodzony od świata żyjących chmurą ognia i dymu kilkanaście pięter
niżej.
Można wyłączyć telewizję, radio, nie słuchać, nie patrzeć, odciąć się, uciec,
zapomnieć. Ale można, jak ci nowojorczycy tłoczący się na ulicach. ze łzami w
oczach patrzeć, patrzeć i przez te kilka sekund temu nieznanemu człowiekowi
współczuć. Cóż z tego, że jestem tylko świadkiem, przypadkowym świadkiem, nie
potrafię mu w żaden sposób pomóc, że mogę jedynie patrzeć. Nie jestem biernym
świadkiem albowiem współczując mu staję się człowiekiem... zespolonym z nim i z
całą ludzkością.
Nie wszyscy chcą, nie wszyscy potrafią odczuwać to w ten sposób. Informację o
tragedii przyjęli chłodno, bez emocji, nie przejęli się nią wcale. Mój poprzedni
nauczyciel polskiego nazwał ich ludźmi ograniczonymi. Ja nie będę szedł tak
daleko i wstrzymam się dziś przed ocena takiej postawy. Zresztą ci, którzy
uznali, że sprawa ich nie dotyczy, mieli do tego pełne prawo (wolna wola, wolny
wybór itd.) Jednak nikt, nikt nie dał im prawa do lekceważenia i drwienia z
uczuć tych, którzy atak ten głęboko przeżyli. Śmiać to się można z zasłyszanych
dowcipów, z absurdu życia, z dziwnych zbiegów okoliczności, ale nigdy z myśli i
uczuć innych ludzi. Żartowanie sobie z tego, że dziewczyna po zamachu wzdryga
się na dźwięk karetek jest moim zdaniem nie tyle niekulturalne, co po prostu
nieludzkie. Jeśliby zmarł ktoś z twoich przyjaciół (czego ci oczywiście nie
życzę i nigdy nie życzyłem), to czy wybrałbyś się parę dni później na imprezę?
Nie sądzę. A czy pozwoliłbyś komuś, by drwił z twojego wyboru?
Różnica pomiędzy tobą a Kataszą polega na tym, że ona czuła się podobnie wobec
śmierci tych 3 tysięcy ludzi przywalonych zgliszczami WTC. Prawdopodobnie nie
znała żadnego z nich. Jednak nie byli to ludzie obcy. Dlaczego? - spytasz. Bo
każdy z nas mógł znaleźć się w takiej sytuacji jak oni. Każdego z nas
przeznaczenie może spotkać podczas picia porannej kawy. Przerwać codzienność.
Ich codzienność nie różniła się mocno od naszej. Typowi szarzy, zapracowani
ludzie zaprzątnięci swoimi problemami. Poszli rano do pracy, by już z niej nie
wrócić.
Jeśli więc taki los może spotkać każdego, to dlaczego właśnie to zdarzenie, ten
dzień tak mocno odcisnął się w naszej pamięci? Mógłbym teraz, tak jak tu siedzę
i kreślę zielonym ołówkiem po kratkowanym papierze te słowa, zrekonstruować z
moich wspomnień wydarzenia sprzed roku...
...
Dworzec autobusowy. Dochodzi siedemnasta. Dzień nieco chłodnawy, choć to dopiero
początek września. Zza stojącego autobusu wyłania się sylwetka koleżanki z
klasy...
- Wiesz co powiedział koleś, co wpadł do nas na angielski?
- Mmmm.....
- Że samoloty rozbiły się na wieżowcach w Nowym Jorku, Empire State, czy jakoś
tak...
- Nie... co on ...
- Naoglądał się pewnie za dużo telewizji, albo co, bo to chyba nieprawda...
Zajeżdżający jak co dzień na stanowisko trzecie autobus. Otwierające się jak co
dzień automatyczne drzwi. Radio grające wewnątrz ustawione dużo głośniej niż co
dzień... Z początku nie wierzyłem, nie chciałem. Autobus ruszył, a ja dalej nie
przyjmowałem do wiadomości tego co mówił mocno podekscytowany głos w radiu.
Spotykające się spojrzenia ludzi, którzy powoli zaczynali wierzyć... Spojrzenia
pełne dziwnego strachu. Uciekam od nich. Patrzę w okno, na miasto, na ludzi, w
niebo... Autobus staje na światłach tuż przy sklepie RTV. Za sklepową szybą
regał z telewizorami. Wszystkie włączone.. wszystkie na tym samym kanale...
widok, którego się łatwo nie zapomina... na ekranach wszystkich trzydziestu
ośmiu telewizorów ten sam obraz.... błękitne niebo i ogień, dym, ruiny...
Manhattan płonął...
...
Płonął Manhattan. Manhattan spowity kłębami brudnego, szarego dymu... Nie sama
śmierć stanowi tragizm tego wydarzenia. W większym, znacznie większym stopniu
chodzi tu o miejsce, w którym to się stało - Manhattan
Wojna, zniszczenie, śmierć... zakodowane w naszej psychice miejsca, z którymi
automatycznie się kojarzą. Bitwa pod Sommą - kilkadziesiąt tysięcy poległych w
ciągu jednego dnia. Bliski wschód, Izrael gdzie co dnia słyszy się o bombach,
pacyfikacjach, strzelaninach. Afryka, Etiopia, Somalia - głód, nędza, choroby.
Manhattan - symbol do niedawna jednoznaczny.
Osiągnięcia XX wieku --> drapacze chmur --> Manhattan Ameryka --> wolność,
demokracja --> panorama Manhattanu Ludzkość zmieniająca świat --> asfaltowa
dżungla --> widok z mostu Brooklińskiego na Manhattan Nowa ekonomia --> Wall
Street --> cywilizacja postępu --> słońce wschodzące nad Manhattanem
Serce Ameryki --> serce świata --> siedziba ONZ --> najbezpieczniejsze miejsce
na świecie --> Manhattan ...
Na naszych oczach... 11 września ... człowiek skaczący ze 104 piętra, strażacy
jeszcze próbujący walczyć z pożarem, tysiące nowojorczyków na ulicach, władze
Nowego Jorku, reporter CNN i oglądający jego przekaz ludzie pod każdą
szerokością geograficzną ... bezradni ... najbezpieczniejsze miejsce na świecie
... bezradni, gdy północna wieża podzieliła los południowej, grzebiąc pod sobą
ponad 2,5 tysiąca ludzi ... Wszyscy bezradni, gdy wraz z nią runął mit
bezpiecznego miejsca na świecie.
Gdy po dniach, może tygodniach dotarł do nas bezsensowny ogrom katastrofy.
Gdy wspominając tę bezradność doszliśmy do wniosku, że jedyne co mogliśmy zrobić
to współczuć.
Na koniec zacytuję za Polityką wiersz anonimowego autora, który pojawił się na
ścianie w pobliżu miejsca zeszłorocznej tragedii.
Gdy sadza i popioły padały z nieba,
Staliśmy się wszyscy jednego koloru.
Gdy znosiliśmy nieznajomych po schodach płonącego budynku,
Staliśmy się wszyscy jedną klasą.
Gdy zapaliliśmy świece oczekiwania i nadziei,
Staliśmy się jednym pokoleniem.
Amen.
#Rainman#
11 09 2001 + 385
shappy_rainman@gazeta.pl
PS.Do KataszY: Piszesz najlepsze opowiadania, jakie moje młode oczy widziały.
Pełne niezwykłego nastroju, klimatu, tego nieuchwytnego... czegoś. Mało kto
potrafi malować rzeczywistość tak jak Ty.
PS2."Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z
ludzkością."
PS3.Posłuchajcie U2 - Peace On Earth. Uspokaja.