SZCZĘK BRONI W IMIĘ BOŻE - OKIEM MOIM


Do napisania tego arta skłonił mnie zamieszczony w trzydziestym numerze ActionMaga tekst niejakiego Antipopa, traktujący o służbie wojskowej. Po prostu po jego przeczytaniu zapragnąłem coś dodać od siebie...
Kwestie zaczerpnięte z wyżej wymienionego artykułu rozpoznacie po kursywie, moje wyglądają tak jak zawsze.
I tyle, jeśli chodzi o część oficjalną, przechodzimy do rzeczy.

3... 2... 1...

Niektórzy uważają, że pacyfiści to tchórze, maminsynki, którzy boją się dyscypliny panującej w wojsku. No cóż każdy ma prawo do swojego zdania, ale pozwolę się z takim stwierdzeniem nie zgodzić, a szczególnie, że mi do wojska też nie spieszno:)

Cieszę się Antipopie, że pozostawiłeś mi prawo do swojego zdania. Bo, aczkolwiek nie powinienem może się z tym obnosić, przed wojskiem czuję lęk właśnie ze względu na panującą tam "dyscyplinę". Sorry, ale jak mam być za nic gnojony przez jakiegoś porypanego kapralika z przerostem ambicji, to dziękuję, postoję.
A za tchórza czy mamisynka raczej się nie uważam...

Początek mamy za sobą. Teraz to już z górki będzie.

W WOJSKU UCZY SIĘ JAK ZABIĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA!!! Czy to nie wystarczający powód, aby nie iść do wojska? „Ja nie po to żyję, aby zabijać biedaków” – Dezerter, dokładnie, ja też nie po to żyję.

Nie tylko w wojsku uczy się, jak zabić drugiego człowieka. Podam Ci dość banalny przykład - od ponad trzech lat ćwiczę karate kyokushin i, nie chwaląc się, byłbym w stanie uśmiercić ewentualnego oponenta. Wystarczy szybkie kopnięcie w tchawicę, aby w odpowiednich okolicznościach doprowadzić do zejścia. Jednak sama taka wiedza i fakt, że fizycznie byłbym w stanie to zrobić, nie oznacza, że kogoś zabiję. Nie mam najmniejszej ochoty wyrządzać nikomu krzywdy.
Tak samo odbycie służby wojskowej nie jest równoznaczne z powstaniem terminatoropodobnej maszynki do mordowania. Założeniem służby wojskowej jest nauczenie nadających się do tego młodych ludzi, w jaki sposób bronić swojego kraju w razie ewentualnego zagrożenia. Przy tym uczy się zabijać, bo niestety jest to jedyny skuteczny sposób na wyeliminowanie wroga.

Co tam mamy dalej?

Nie rozumiem też katolików (choć sam nim jestem:), jak mogą się godzić na taki proceder, przykazań jest dziesięć i nie słyszałem, aby do któregokolwiek były dopisane wyjątki czyli np. „Nie cudzołóż, chyba że masz brzydką żonę”, lub „Nie kradnij, chyba że jesteś biedny”, a wychodzi na to, że do przykazania „Nie zabijaj”, jest wyjątek „Nie zabijaj, chyba że jest wojna”. A co z nadstawianiem drugiego policzka? No co katoliccy ochotnicy??? Nie ma takiego przykazania „Zabijaj za ojczyznę”, a jednak Kościół jest za służbą wojskową.

Rzeczywiście, dziwna sprawa. Ale do wyjaśnienia. Idzie o to, że polski Kościół nadzwyczaj chętnie odwoływał się do naszych uczuć patriotycznych, grając na gdzieś tam w każdym zakorzenionej narodowej strunie.
"Bóg, Honor, Ojczyzna" - wymieniane jednym ciągiem; nic Ci to nie mówi?
Trzy najważniejsze, równorzędne wartości, w imię których ginęli warszawscy powstańcy, dla których bohaterowie z Westerplatte toczyli walkę tak nierówną, że zakrawającą na ponury żart, za które swe życie oddały dziesiątki tysięcy polskich żołnierzy na frontach II wojny światowej. Ci ludzie naprawdę mieli świadomość walki po słusznej stronie, wierzyli, że to z nimi jest Bóg - i była to wiara szczera, a nie hitlerowskie hasełko "Gott mit uns".
Wierzyli, że strzelając do Niemców stają w obronie swojej ojczyzny, w obronie Boga. Wątpię, by uważali za grzech zabicie niemieckiego żołnierza... A grzech, aby stał się grzechem, musi być popełniony świadomie i z premedytacja.
Ciężko zresztą pisać o etyce i moralności zabijania podczas wojny siedząc w cieplutkim domku, nie martwiąc się o zaspokajanie najprostszych potrzeb typu jedzenie, podczas gdy najbliższe działania wojenne toczą się tysiące kilometrów stąd. Podejrzewam zresztą, że wszelkie wątpliwości w mgnieniu oka zniknęłyby, gdyby tak przyszło mi stanąc naprzeciw uzbrojonego wroga, będąc jego celem.
Są czynniki, które przytępiają naturalny, ludzki odruch niechęci wobec zadawania bólu i śmierci.

Jestem za to zdecydowanie za zniesieniem obowiązkowej służby wojskowej. Nie rozumiem jak można mówić, że kraj jest wolny i my jesteśmy wolni skoro zmusza się nas do tak wielu rzeczy? Aha już wiem przecież to wszystko dla naszego dobra...;)

"Wolny kraj" nie oznacza "kraju samowoli"... To tak na marginesie, bo całkowicie zgadzam się z Antipopem w kwestii obowiązku służenia w wojsku. Czyli jestem PRZECIW! Armia zawodowa to chyba byłoby najlepsze wyjście.
Wolałbym, aby w razie czego bronili mnie żołnierze znający się na swojej robocie, a nie banda jełopów, którzy nie pozdawali matur i wylądowali w jednostkach...
A gdyby zagorożenie naszego państwa było naprawdę realne, możnaby przecież zorganizować jakieś podstawowe szkolenia, typu zaznajomienie ludzi z bronią palną (którą stroną strzelamy itp. :).

I tak oto dobrnęliśmy do końca. Serdecznie pozdrawiam Antipopa

Axel Prubaj Hoolaynoga

p.s. Jeżeli wydaje ci się, że artem tym sam sobie przeczę (look "Love? Peace?"), wiedz, że jest to nieprawdą. Można jednocześnie być pacyfistą i rozumieć ludzi walczących w obronie swojejgo kraju. To, że podziwiam harcerzy walczących w obronie Lwowa nie znaczy przecież, że z chęcią zamieniłbym się z nimi miejscami...
p.p.s. Oprócz Antipopa pozdrawiam też Manwego, M@nj@ka, Overbrzucha, Żyletę, Faramira, The_chest_of_president'a, Białego Skejta i Justynę. Stay tuned!