Polska gościnność

 

    Zastanawiałem się dlaczego w naszej mentalności istnieje takie złożenie jak "polska gościnność". Czyżby Polacy nie mieli się czym pochwalić i przywłaszczyli sobie tak miłe, ale jakże powszechne zachowanie jakim jest gościna? Obowiązek gospodarza, który by okazać bliźniemu życzliwość, daje mu strawę i dach nad głową.

Byłem święcie przekonany, że owa "polska gościnność" niczym się nie różni od greckiej, duńskiej, niemieckiej, angielskiej, amerykańskiej czy hiszpańskiej gościnności. Przyjmowałem za oczywistą kolej rzeczy, sytuacje, w których wpada do nas z niezapowiedzianą wizytą wujostwo, lub koledzy, a my z otwartymi ramionami i szerokim uśmiechem na ustach zapraszamy ich do mieszkania, każemy spocząć na fotelach w pokoju z największą ławą, na którą szybko kładziemy chlebek, szyneczkę, polędwiczkę, ogóreczki, pomidorki z cebulką, korniszonki, sałatkę, pasztecik, drugą sałatkę, ciasta - oczywiście wszystko na oddzielnych talerzykach - kompot, soki, w miarę możliwości jakieś mocniejsze trunki, galarety... jednym słowem wszystko co mamy najlepsze i najsmaczniejsze w domu.

Myślałem, że takie zachowanie - czyli przyjmowanie gościa wszystkim co mamy najlepsze - jest powszechne na całym świecie.

Otóż po rozmowie z sąsiadką, która była w Ameryce - zmieniłem swoje zdanie. I cieszę się, że mój naród może poszczycić się iście królewską - "polską gościnnością".

 

    Moja sąsiadka ( pani Kowalska ) przez rok żyła w Ameryce. Niejednokrotnie zmieniała lokum i dzielnice. Najpierw mieszkała w jakimś wieżowcu w Chicago. Otóż któregoś dnia - niedawno po wprowadzeniu się do apartamentu - zadzwoniła do niej sąsiadka z naprzeciwka, którą znała z widzenia. Gdy otworzyła drzwi, sąsiadka wraz z mężem przedstawili się jako Kate i Bob. Powiedziała, że jest jej (a zgadnijcie...) sąsiadką i w imieniu wszystkich lokatorów wita ją w nowym domu. Moja sąsiadka jak to bywa w Polsce, podziękowała, również się przedstawiła i zaprosiła Kate i jej męża Boba do siebie, którzy z początku troszkę protestowali, ale w końcu dali się przekonać.

Pani Kowalska ugościła ich w Salonie ( u nas to się nazywa duży pokój ) i zastawiła stół wszystkimi pysznościami jakie tylko mogła znaleźć w kuchni, mimo tego i tak nie było tam zbyt wiele. Kate myślała, że pani Kowalska zamierza zjeść obiad, i że lepiej będzie jeśli oni już sobie pójdą. Moja sąsiadka wytłumaczyła jej, że to wszystko dla nich, żeby usiedli, poczęstowali się tym, na co mają ochotę i żeby porozmawiać by się lepiej poznać.

 

    I tak w rozmowie wyjaśniło się zdziwienie Kate i Boba, tak wystawnym z ich punktu widzenia przyjęciem.

Witali już mnóstwo nowych lokatorów - Amerykanów, ale żaden nie pozwolił przekroczyć im swojego progu. Powiedzieli także, że jeśli chce się kogoś odwiedzić, obowiązkiem jest powiadomić go telefonicznie o wizycie, gdyż może się zdarzyć, że gospodarz może najzupełniej nie przyjąć gości. A taki poczęstunek jaki im uszykowała pani Kowalska to się najnormalniej "w pale nie mieści".

Podobnie jest z pogawędkami w warzywniaku. Nie ma tam takich sytuacji ja u nas w Polsce, że jacyś ludzie wymieniają się opinią co do kapusty i przy okazji mówią w jakim daniu byłaby najsmaczniejsza, pomijając fakt że się na wzajem nie znają, i że są to tylko przelotne dialogi. Niby mała, nieistotna część szarej rzeczywistości - krótki dialog o kapuście - a jednak świadczy o otwartości Polaków i ich życzliwym usposobieniu.

 

    Teraz już wiem, że powiedzenie "polska gościnność" to nie są puste słowa. Jest to rzecz, którą możemy się otwarcie pochwalić, gdyż nikt nie traktuje tak dobrze swoich gości jak Polacy - co dla mnie jest powodem do dumy i oznaką dobrego serca.

 

Przy syto zastawionym stole gościł Was i bajał - poczciwy bard Andrew

 

Andrew ( andreandrew555@wp.pl )

 

===== Przy okazji:

Chciałem poinformować, że kiedyś w AM ukazał się art o wilkołakach mojego imiennika Andrew'a. Otóż wszystkie teksty autorstwa Adrew'a jakie znajdziecie w wyszukiwarce, oprócz właśnie tego jednego są moje.

===== Jeśli ktoś (czyt Qn'ik lub Eddie ) zachowa mój kolor tła i nie wykasuje tych pięciu "równa się", które razem tworzą jakże stylowe, moim zdaniem kreski - to będę miał znaki rozpoznawcze we wszystkich artach.