Mój Pierwszy Raz
Odkąd pamiętam zawsze chciałem to zrobić. Moja ciekawość
sięgała zenitu gdy myślałem czy dam radę, czy będzie dobrze, czy
nie nawalę w tym decydującym momencie... Wiedziałem, że gdy podejmę
tą decyzję to z pewnością po pewnym czasie kilka osób się dowie, a
wśród nich będą i tacy, którzy będą chcieli mnie skrytykować lub
poniżyć za ten występek. Jednak ta możliwość konfrontacji
mobilizowała mnie jeszcze bardziej i nie będę ukrywał, że miałem
wielką chęć zrobić to także właśnie na przekór tym kilku
najmądrzejszym. Dodatkowo jakaś wewnętrzna siła pchała mnie do
przodu ale zawsze nadchodził jednak moment opanowania. "Jeszcze nie
teraz", tłumaczyłem sobie. Taki odgórny hamulec. Z jednej strony
byłem zadowolony, że umiem się kontrolować, z drugiej przeklinałem
w myślach sam siebie, że nie chcę zaryzkować i pozwolić sobie na tą
chwilę szaleństwa.
Jednak pewnego razu stało się inaczej. Nie mogłem już się
powstrzymać. Wiedziałem jednak, że nie może to być standard jak
setki, tysiące innych. W końcu to pierwszy raz, któremu towarzyszą
największe emocje. Dzień próby. Póżniej powoli pewnie wpadnie się w
rutynę, dlatego właśnie teraz musi być idealnie. Musi być
oryginalnie, z mojej własnej inicjatywy. Musi wypłynać z
najgłębszych zakamarków mojego mózgu i pokazywać istotę całego
mojego ja. Musi być tak, że gdy skończę to będę wiedział że to
było TO i nie będę się wstydził spojrzeć w lustro gdy będzie po
wszystkim.
Zebrałem się w garść. Wygnałem brata na podwórko.
Przygotowałem coś do picia, żeby niepotrzebnie nie przerywać w
trakcie, oczyściłem umysł ze złych emocji i byłem już prawie
gotów. Ostatni raz upewniłem się, że żaden niepowołany gość mi nie
przeszkodzi, głęboki wdech i.... do boju!
Podszedłem. Usiadłem przy niej. Chwila wątpliwośc ale tym
razem moja determinacja była silniejsza od wewnętrznego hamulca.
Moje palce zaczęły przebiegać po niej powoli, potem coraz szybciej
i szybciej. Każdy nerw stawał się coraz bardziej pobudzony, każdy
zmysł był już maksymalnie wytężony, emocje sięgały zenitu.... To
było to. Odnalazłem już ten właściwy rytm i czułem się już dość
pewnie gdy nagle... zsunął mi się palec i niechcący uderzyłem w
enter zamiast w backslash. "Motyla noga" zakląłem w myślach, w
takim momencie.... Cholerna klawiatura za 20 złotych. To ona
zawiodła. Ja tu tak się przygotowywałem a przez jej śliskie
klawisze może wszystko zawalić się jak domek z kart.... Ale nie!
Nie po to tak długo czekałem, żeby teraz zrezygnować.....
Dokończyłem...... Tak powstał mój pierwszy artykulik p.t. "Jest
lato" (AM 29 :-)). Byłem z niego zadowolony.

kanibala@gazeta.pl