Piszę tego arta z dwóch powodów. Po pierwsze mam "doła psychicznego" (ponieważ zdarza mi się to po raz pierwszy, nie byłem na to przygotowany, dostałem jak pałą w łeb), po drugie mam taką potrzebę. Muszę to napisać, bo inaczej nie wytrzymam - zawsze lepiej coś przelać chociażby na papier czy monitor, niż nosić to w sobie. Ktoś pomyśli, że to kolejny art nastolatka, który wchodzi (a raczej jest w trakcie) w trudny okres i nie wie, co z sobą zrobić, więc użala się nad sobą, zwala winę na otoczenie i zadręcza wszystkich dookoła swoimi urojeniami. Ktoś inny uzna, że taki tekst nadaje się najwyżej do "Bravo" lub innej, równie debilnej gazetki. Jeszcze pół roku temu dałbym sobie rękę obciąć, że nigdy nie napiszę takiego arta. Obowiązku czytania przecież nie ma, zresztą i tak wszyscy już pozasypiali przy tym ciekawym (zieeeew) wstępie. Tym, którzy jakimś cudem nie nacisnęli Backspace bądź jeszcze nie śpią, dziękuję i zapraszam do czytania.

   Mam depresję, gdyż czuję się samotny. Chodzę od sześciu tygodni do pierwszej klasy liceum. Jestem na profilu humanistycznym. Nie mam dziewczyny (zresztą nigdy nie miałem, ale o tym dalej), wszyscy (oprócz jednego, który i tak jest w innej klasie) najlepsi koledzy/koleżanki i przyjaciele uczą się w innych szkołach, a moja klasa... heh. Jest nas w klasie siedmiu chłopaków. W poprzedniej klasie mogłem porozmawiać praktycznie z każdym na dowolny temat. Tutaj, siedząc z nowymi kolegami, nie pogadam o stosunku do kościoła, UE czy chociażby o muzyce, filmie, książce, grach czy ostatnim meczu w TV. Pożartować też z nimi nie idzie (chyba, że kogoś w wieku 16/17 lat śmieszy, że gościu siedzi na klasówce i świszcze nosem...) Siedzą tylko, nawijają o hip-hopie, o tym, gdzie będą wrzucać nowego grafa i o tym, że jechali na dachu pociągu (kur**, już 6 tygodni, a oni codziennie to przeżywają...). Ja naprawdę nie jestem sztywniakiem, nikt mnie nigdy za takiego nie uważał, wręcz przeciwnie - byłem (np. w poprzedniej klasie) tzw. "duszą towarzystwa", ale było to towarzystwo bardziej... hmmm... inteligentne? Dojrzałe? Z poczuciem humoru? Tak. Dla wyjaśnienia: NIE jestem kujonem, byłem na niejednej imprezie, alkohol piłem, ale jeszcze się nie upiłem i jakoś mi się nie śpieszy. Nie uważam, że jest się czym chwalić, ale chciałem pokazać, że nie jestem z takich, z których wszyscy się śmieją i nazywają sztywniakami bądź drętwusami. Po prostu zawsze byłem w społeczności klasowej. Teraz chyba będę trochę poza nią, będę takim, o którym będą mówić: "A, on jest w mojej klasie, ale jest jakiś mało rozmowny, nie słucha hip-hopu, tylko tego metalu i rocka, i nie chodzi na dyskoteki, nie wspominając o tym, że nie śmiał się, gdy świstałem nosem na klasówce. Znaczy się jakiś drętwy". Sorry - na dyskoteki nigdy nie chodziłem, bo nie łapię, jak można tańczyć przy tzw "muzyce" zespołów Vengaboys czy Scooter, nie wspominając o najżałośniejszym i najbardziej żenującym zespole w Polsce - Ich Troje. O dziewczynach... ups, przepraszam, oni mówią "dupach", ewentualnie "laskach" w ten sposób co oni też gadał nie będę... Ostatnio stoję z kumplami i rozmawiam, oto fragmenty rozmowy...
1. - Wiesz, mamy w klasie dwie takie dupy, stary...
2. - Wiesz, wczoraj pakowałem i doszedłem do 40 na rękę...
3. - Wczoraj byłem taki najebany, że ledwo doszedłem do domu...
No i weź tu gadaj z takimi. Można niby o tym porozmawiać, ale nie TYLKO o tym z przerwami na śpiewanie (?) Eminema czy jakiegoś polskiego składu... No i nigdy nie użyję słowa "dupa" mówiąc o dziewczynie. Kolejny fragment... tu już się wkurzyłem...
- Wczoraj byłem najebany i lizałem się z tą dupą, a potem ją wymacałem...
Kurwa!!! To już przesada... Nie będę tego komentował, chyba każdy z was ma takich kumpli, którzy mówią w ten sposób... Może poza tym, że gdy dziewczyna "liże" się z takim kretynkiem na imprezie, na której pierwszy raz go widzi, to chyba rzeczywiście zasługuje na określenie "dupa"...
  Teraz ze swoimi przyjaciółmi spotykam się tylko w weekend, sporadycznie po lekcjach. Dobrze, że chociaż jeden z nich (i kilku dobrych kolegów) chodzi do równoległej klasy w mojej szkole, bo inaczej miałbym wybór - albo na przerwach włączyć się do dyskusji o hip-hopie, ćpaniu i dupach, albo siedzieć z boku i nie gadać o niczym. Tak to chociaż na przerwie przejdę się pod inną klasę i pogadam o czymś normalnym.
  No i nie mam dziewczyny. Dlaczego? Bo dziewczyny... lubią takich, jak moi "koledzy". Ciekawe, o czym z takim gadają. Przychodzi taki na randkę i mówi: "Ty, słuchaj, ten i ten koksuje i ma rozstępy"? A, już wiem. Oni nie gadają, tylko się "liżą i macają". Swoją drogą jest tu kilka ciekawych paradoksów, np. większość dziewczyn mówi: "Marzę o romantycznym chłopaku, ale takich już nie ma". No cóż. Ja szukam romantycznej dziewczyny, ale nie spotkałem takiej. Nigdzie. Obecnie dla wielu dziewczyn sensem życia są kosmetyki, ciuchy i disco. I nic poza tym. Nie "nie ma romantyków", tylko wy, dziewczyny, wolicie pierwszego lepszego idiotę, który podszedł i powiedział "Chodź ze mną na dyskotekę" i od razu jest wielka, nieskończona miłość, objawiająca się TYLKO "lizaniem i macaniem" (tak, przyczepiłem się). Denerwuje mnie to tym bardziej, że widzę dużo w sumie fajnych dziewczyn umawiających się z takimi kretynami, że to się w pale nie mieści. (Swoją drogą większość dziewczyn na pytanie o to, jakiego chciałyby mieć chłopaka, odpowiada jak w arcie Licki Tunga z AM 25, niestety zapomniałem tytułu...) Kolejny paradoks: Dziewczyna mówi "Chcę chłopaka inteligentnego, z poczuciem humoru, najlepiej przystojnego i wysportowanego". Taaak. Z tym, że jak ma do wyboru sympatycznego, inteligentnego chłopaka z poczuciem humoru i urodą przeciętną i przystojniaka - idiotę, dla którego szczytem humoru jest świstanie nosem na klasówce (tu też się przyczepiłem) bez wahania wybierze drugiego Ta inteligencja i poczucie humoru to cechy trzeciorzędne. I to podobno chłopaki nie patrzą na wasze wnętrze. Ale się ubawiłem. Powiem w ten sposób - ogromna większość moich dobrych kolegów i przyjaciół nie ma dziewczyny. Dlaczego? Bo nie pakują, nie chodzą na dyskotekę co piątek i nie są ideałami męskiej urody. Dziewczyny (które podobno szybciej dojrzewają psychicznie... śmiechu warte... znam mnóstwo dziewczyn i tylko kilka nie zachowuje się jak gówniary... dla pocieszenia dodam, że wśród chłopaków jest niewiele lepiej, jeśli w ogóle) wolą się z chłopakiem lizać (ech...) niż gadać (oczywiście nieco uogólniam). Ja naprawdę wiem, że całowanie i przytulanie się we dwoje jest bardzo przyjemne, ale ostentacyjne ślinienie się i macanie po tyłku w tłumie ludzi na dyskotece to nie dla mnie... Chyba jestem ostatnim romantykiem w moim mieście... Może jestem nieśmiały... Chyba nie potrafiłbym, jak to się mówi, zabajerować... Ale nie zależy mi na tym, żeby mieć dziewczynę za wszelką cenę, bądź dlatego, że "inni mają". Po prostu skoro jej jeszcze nie mam (nie to, żebym się śpieszył "po trupach"...) dochodzę do różnych, mam nadzieję, że nie do końca prawdziwych wniosków.
  Mój ideał? A jest coś takiego? No dobra - musimy się rozumieć. Musimy mieć o czym gadać (to jest ważne, jak można być z kimś, z kim nie ma się wspólnych tematów?) Musimy mieć podobne poczucie humoru (to naprawdę jest ważne!) I do jasnej cholery, nie musi być ładna! Jak się kogoś kocha, jest on dla danej osoby najpiękniejszy! Uroda to miły dodatek, w ramach wisienki na torcie, ale powinna być cechą trzeciorzędną! A dlaczego nie napiszę nic o sobie? Bo art zaczyna się robić długi i nie na temat. Zresztą, czy kogoś to interesuje?
Listy (dziewczyny, rzecz jasna, mile widziane...) i bluzgi, że jestem nienormalny, ślijcie na maila.

Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl>

PS. Muszę to napisać...
PS2. Słuchajcie Queen, a także takich zespołów, jak Metallica, Genesis, Depeche Mode, Electric Light Orchestra, Nirvana, U2, Pink Floyd, Dire Straits, Radiohead, Coldplay.
PS3. Ja podczas pisania słuchałem płyty Metalliki "Master of Puppets"
PS4. Jasne, że umiem pisać arty, które są lepsze i mają więcej do przekazania niż ten, ale po prostu musiałem to napisać... A jak już napisałem, to pomyślałem, że po co ma leżeć w szufladzie...
PS5. Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni tekstem.
PS6. Nie czytałem AM od n-ru 25, gdyż mam zepsuty napęd CD, więc nie wiem, czy pojawiły się podobne teksty. Nie robię plagiatów. ;)
PS7. Opisuję swoje środowisko, jakby co. Informuję też, że nie wszystkie osoby z mego otoczenia są takie, jak opisałem. Niestety, nadal jest to większość. Sorry za dużo PS'ów, ale chcę wyjaśnić wszelkie wątpliwości...
PS8. Nic nie mam do tego "lizania", chyba że jest ostentacyjne i na pokaz i jest nie dodatkiem do związku, a jego główną treścią.