Tekst ten traktuje o Czeczenii, zamieszczam (i zamykam AM) go w momencie, gdy wciąż jeszcze nie wiadomo jak się skończy terrorystyczny atak w Moskwie. Rzuca on nieco inne światło na całą sprawę - jednak tekst postanowiłem zamieścić, każdy może sobie teraz sam wyrobić opinię na tę, niewymownie trudną, sprawę. - Qn`ik

LOVE? PEACE?


Dzisiaj wstępu brak.

Do napisania tego arta skłonił mnie pochodzący z 39 nr Newsweeka artykuł o Czeczeni. Konkretniej o ludobójstwie dokonywanym na Czeczenach przez rosyjskich żołnierzy - dokonywanym legalnie, za zewoleniem światowych mocarstw, pod płaszczykiem "walki z terroryzmem". Wykorzystując niemożność informowania opinii publicznej o swoich zbrodniach, Rosjanie likwidowali (i nadal likwidują) Czeczenów metodycznie, na szereg odrażających sposobów. Ostatnio praktykowaną metodą pozbywania się jeńców jest na przykład umieszczanie ich w wykopanym w ziemi dole, a następnie wysadzanie w powietrze. Sposób tani i praktyczny - bo potem nie ma szans ani na identyfikację zwłok, ani nawet na ustalenie ich liczby. Powszechnie praktykuje się też sterylizację Czeczenów - i to nie tylko na skutek zabiegów chemicznych, ale także w sposób na potęgę barbarzyński, a mianowicie przyuczając psy do... odgryzania, na żywca, genitaliów.
O wyzyskiwaniu ludności cywilnej nawet nie chce mi się pisać.
Po prostu ręce opadają. Czemu, psiamać, człowiek jest aż tak... nieludzki? Jak to możliwe, by podobne rzeczy działy się teraz, w XXI wieku? Czemu nie ma dnia, by gdzieś w wyniku prowadzonych konfliktów zbrojnych nie ginęli bezbronni ludzie?

Czemu? No czemu?

Czy tak ciężko jest żyć ze sobą w pokoju, współistnieć nie skacząc sobie do gardeł? Jesteśmy, rzekomo, istotami cywilizowanymi. Czy naprawdę nie możemy pozbyć się tych cholernych atawizmów, pchających nas do robienia bliźniemu kuku, i to w możliwie nieprzyjemny dla niego sposób?
I czemu zawsze cierpieć muszą niewinni?

Moja babcia przeżyła ostatnią wojnę światową. Gdy wraz z rodziną została wywieziona do obozu koncentracyjnego w Majdanku, miała zaledwie kilka lat. A mimo to do dziś pamięta okropieństwa, które tam widziała. Chudych jak szkielety Żydów, słaniających się na nogach, a mimo tego zmuszanych do morderczej pracy. Dzieci rzucające się jak zwierzęta na kawałek ziemniaka, który upadł na podłogę. Brud, głód, choroby i pasożyty. Minęło niemal sześćdziesiąt lat od zakończenia wojny, a nadal nawiedzają ją koszmary z jadącymi na motocyklach Niemcami, z bojowymi psami na przyczepkach, w roli głównej.
W ciągu sześciu lat, z powodu chorej ambicji pewnego niedoszłego artysty, uśmiercone zostały dziesiątki milionów osób.
W Hiroszimie i Nagasaki w mgnieniu oka wyparowało (Po prawdzie to wyparowali tylko ci, którzy mieli farta i znajdowali się blisko samego epicentrum wybuchu. Reszta umierała przez kilkanaście godzin na skutek m.in. poparzeń większości powierzchni ciała, jak również narządów wewnętrznych.) ponad sto tysięcy Bogu ducha winnych cywili, tylko dlatego, że Amerykanie chcieli zademonstrować swoją siłę.
A dwadzieścia dziewięć lat wcześniej ponad sto tysięcy żołnierzy zginęło w błocie, w okopach, podczas trwających dziesięć miesięcy bitew pod Verdun i Sommą. Tysiące po potraktowaniu iperytem.

Ktoś kiedyś powiedział, że świat jest snem idioty. Miał rację, bo normalnie funkcjonujący umysł nie byłby w stanie wyimaginować czegoś takiego.

Te wojny to już historia, coś tak dla nas odległego w czasie, że będącego już tylko symbolem. Ale wojny trwają nadal. Ludzka nienawiść trwa nadal.
Liczby pokroju "dziesięć tysięcy zabitych" nie działają na wyobraźnię - to już nie tragedia, to statystyka. Ale gdy zobaczy się zdjęcie Czeczena, zamordowanego za "działalność spiskową" (czytaj: posiadanie w domu aparatu telefonicznego), dosłownie wypatroszonego (bo na narządach typu nerka można zarobić), zalanego krwią... Dopiero wtedy można zrozumieć, czym naprawdę jest wojna. Albo gdy przeczyta się o komendancie OMON-u, zabijającego nastolatkę i gwałcącego jej zwłoki na oczach rodziny...
Jakaś taka apatia człowieka ogarnia...

Nie ma słusznej wojny. Każda wojna, nieważne, w imię czego by nie była prowadzona, to strach, ból, cierpienie i śmierć.

Jedyna nadzieja w... nas. Za kilka, kilkanaście lat to nasze pokolenie będzie rządziło światem. Niech będzie to świat pełen pokoju i miłości bliźniego. Świat, w którym pacyfiści będą mieli rację bytu...

Axel Prubaj Hoolaynoga

p.s. Przygrywał mi... System of a Down. Taka mała odskocznia od Paul van Dyka...
p.p.s. Art ten miał być nieco dłuższy, ale normalnie zabrakło mi sił na jego kontynuację. Myślę jednak, że przekazałem to, na czym mi zależało.