JELITA ACTION MAGA


Czym jest elita, każdy chyba wie. Mógłbym zaszpanować słownikową definicją, ale nie chce mi się ruszać czterech liter sprzed monitora, po za tym chyba właśnie zapuściłem korzenie (to jeszcze nic. Mam kumpla, który jest biologicznie uzależniony od promieniowania monitorowego - hi, Manwe:). Ale co to jest jelita? Nie, nie chodzi mi o kichy, flaki, ani inne takie.
Jelita to określenie powstałe w moim małym, pokręconym rozumku na potrzeby tego tekstu. A czego dotyczy? Ano kilku najpopularniejszych, najpłodniejszych artystycznie i w ogóle najbardziej kochanych actionmagowych tekstwrajterów, że wspomnę o Archwi(...)ninie czy Eryku. W gruncie rzeczy mógłbym określić ich zwyczjnie, jako actionmagową elitę, ale ponieważ Action Mag nie jest zwyczajnym miejscem, a i oni sami zwyczajną elitą nie są, zostali jelitą. Jak ktoś wpadł na lepsze określenie - mejlować. I tak zostanę przy swoim:).
Tja... Prawdopodobnie wstąpienie w szeregi jelity jest drugim w kolejności marzeniem większości ludzi skrobiących do AeMa (drugim, bo pierwszym jest oczywiście przepuszczenie tekstu przez sito cenzorów). Nie ukrywam, że sam mam jeliciarskie ambicje, ba, mam nawet gotowy przepis na zostanie jeliciarzem! Ale ponieważ nie jestem samolubny, z chęcią się nim podzielę. Są zainteresowani? No to lecimy.

1. Na początek musimy określić grupę odbiorców, do której będziemy kierować nasze wypociny. Mamy do wyboru następujące opcje:

a) Chcemy być kochani przez garstkę inteligentów. Opcja najtrudniejsza. Jeżeli chcemy iść w ślady Eddiego, Donalda czy red_like_dragon_falla, powinniśmy dysponować mózgiem pofałdowanym na tyle, by co miesiąc fabrykować ze dwa mądre przemyślenia, które w dodatku trzeba będzie przedstawić w miarę przystępny sposób. Istnieje ryzyko stworzenia czegoś tak pogmatwanego, że znalezienie tam sensu stanie się mało prawdopodobne.

b) Chcemy być kochani przez wszystkich i zostać maskotką AeMa. Opcja również nie najprostsza, wymaga bowiem chorego poczucia humoru na miarę Archwi(...)nina. Jeżeli potrafimy napisać coś, co rozbawi absolutnie każdego, możemy jej spróbować. Jeżeli nie, lepiej dajmy sobie spokój.

c) Jest nam wszystko jedno, kto będzie nas kochał i czy nas będzie kochał; po prostu chcemy TWORZYĆ. Nie interesuje nas, że nikt oprócz Qn'ika nie przeczyta do końca naszego dzieła. Opcja najwygodniejsza, umożliwia skrobanie na praktycznie każdy temat, ale zarazem niosąca największe prawdopodobieństwo artystycznej porażki (jak np. w moim przypadku).

2. Po określeniu grupy odbiorców powinniśmy zastanowić się, czy nasze zdolności literackie pozwalaja nam na publiczne wystąpienie przed dziesiątkami tysięcy czytelników Action Maga. Jeżeli nie jesteśmy pewni, posiłkujemy się poniższym testem:

1) Czy NIE jesteśmy analfabetą?
2) Czy sami piszemy nasze prace pisemne?
3) Czy je rozumiemy?
4) Czy rozumie je ktokolwiek inny?
5) Czy "ktokolwiek inny" NIE jest chomikiem, świnką morską, tchórzofretką etc?
6) Czy nasza ksywka to "Grafoman"?

Za każdą odpowiedź "tak" przyznajemy sobie punkt. Po dokładnej analizie Action Maga dochodzę do wniosku, że jeden zdobyty puknt powinien w zupełności wystarczyć.

3. Jeśli mamy już na celowniku potencjalnego odbiorcę i zdobyliśmy choć jeden punkt w teście z punktu drugiego, możemy śmiało przystępować do pisania. Temat debiutanckiego arta powinien zależeć od wyboru dokonanego w punkcie pierwszym, i tak jeśli wybraliśmy opcję:

a) Piszemy na jakiś oklepany ze wszystkich stron temat, jak np. miłość, Świadkowie Jehowy, hipermarkety, antykoncepcja lub aborcja. Do wyboru mamy trzy sposoby pisania:

- lżenie wszystkich o zapatrywaniach odmiennych od naszego. Dość popularne.
- altruistyczne uśmiechanie się na boki i asekuranckie przytakiwanie. Też popularne.
- pisanie tego, co naprawdę na dany temat myślimy. Rzadko spotykane, ryzykowne posunięcie.

b) Piszemy tekst nie odbiegający treściowo od dokonań naszego guru Archwi(..)nina, czyli faszerujemy go żulami, browarami i jednostkami nadprzyrodzonymi. Na wszelki wypadek na końcu każdego zdania stawiamy uśmiechniętą emotikonkę, aby wszyscy wiedzieli, że powinni się śmiać. {To przy okazji doskonały sposób na pewność, że tekst w AM się NIE ukaże, bo zostanie bezlitośnie wycięty przez "cenzurę" - Qn`ik}

c) Czekamy na impuls, który skłoni nas do napisania tekstu (czasem pojawia się on w piwnicy, przy rurze z gazem - jak to mawiał naczelny pewnego niegdyś szanowanego periodyku o grach). Pod wpływem impulsu piszemy szybko, aby nam nie daj Boże nie uciekł. Ewentualnie zapisujemy wszystko, co wpadnie nam do głowy.

Gdy art jest już napisany i ewentualnie wyhateemelowany, wysyłamy go mejlem do Qn'ika, dołączając kilkadziesiąt kb próśb, gróźb i perswazji, aby umieścił go w AM. Czasem się udaje (jak np.w moim przypadku).

4. Jeden tekst umieszczony w Action Magu jeszcze jeliciarza nie czyni. Przystępujemy więc do frontalnego ataku, zasypując skrzynkę Qn'ika gradem artów naszego autorstwa. Jeśli pójdzie ich około trzydziestki, możemy przestać przestrzegać trzech pierwszych punktów, które jelity już nie obowiązują, i pisać dokładnie to, na co mamy ochotę. Pójdzie tak, czy siak - ksywka jeliciarza pod artem dwukrotnie podwyższa jego faktyczną jakość.

Przestrzegając powyższych punktów, błyskawicznie dołączymy do jelity. A chyba o to nam wszak chodziło?

Dzisiaj wnioski musicie wyciągnąć sami, letko nie ma.

Axel Prubaj Hoolaynoga

p.s. DO ARCHWI(...)NINA: Człowieku, nakazuję ci w trybie natychmiastowym zaprzestać niecnego procederu demoralizowania biednej młodzieży! Czy wiesz, że mój kumpel (hi Żyleta:) za punkt honoru postawił sobie wprowadzenie w życie twoich jakże chorych pomysłów? Będziesz miał go na sumieniu, pamiętaj...
p.p.s. Kai Tracid na prezydenta! Paul van Dyk na premiera! Hjaaaaa! Stay tuned!