Jak to z nudów można rozebrać chłopa

Na coś popierniczonego to się zapowiadało od samego początku. Nikt się nie spodziewał, że sprawy zajdą tak daleko.
Wszystko się zaczęło od tego, że było nudno. Nie ma nic gorszego od kilku znudzonych gości, którzy mogą wpaść na coś wyjątkowo abstrakcyjnego. Nuda sprzyja takim abstrakcyjnym pomysłom. Siedzieliśmy sobie przed moim domem i czekaliśmy na cud uwolnienia od tej właśnie nudy i cud nadszedł. Zobaczyliśmy kolesia, który był zdolny do zrobienia prawie wszyskiego nie wyłączając morderstwa. Taki już był z niego wariat. No, a może był po prostu troszkę ekscentryczny, a na pewno brakowało mu wtedy kasy. Wołamy więc tego kolesia kombinując zarazem jak się przy tym rozerwać. Jeden z kumpli zapytał go czy nie chciałby sobie zarobić. Ten na to, jak się nie trudno domyśleć, odpowiedział, a ile mógłbym zarobić. Kumpel odpowiedział, że ze 100PLN. A ten psychol na to: "To co mam za tyle zrobić? Rozebrać się?!" I tu pojawiły nam się nad głowami błyskające żarówki. Pomysł był dobry, ale taki zwykły striptiz to za mało. Musi być podkład muzyczny, ale jaka to frajda z oglądania tego... chłopaka. Lepiej będzie jak coś zaśpiewa dla... nie, nie dla nas tylko dla szerszej publiczności. Np. dla zwykłych przechodniów. Tak to była myśl. Za 100PLN prawie dwudziestoletni koleś będzie nago śpiewał stojąc na chodniku. Tylko przechodnie nie dopisali. Było ich jak na lekarstwo. Lepiej będzie jak ten trubadur będzie szedł sobie po chodniku ze śpiewem na ustach, wtedy może spotka więcej ludzi. No, więc mówimy mu: "Idź". A on na to: "A dokąd mam iść i jak długo za te 100PLN" Kapitalista jeden - pomyślałem sobie. "Idź na rynek" - Odpowiedzieliśmy mu niemal jednogłośnie. Pomysł mu się nie spodobał. Mówił, że za dużo tam znajomych, jeszcze go ktoś rozpozna, albo ktoś go będzie chciał okryć. To fakt. Gość miał racje nie wiadomo na kogo się trafi na takim rynku. Nie daliśmy jednak za wygraną. Należymy do zdolnej polskiej młodzieży i poradzimy sobie z każdym problemem. Problem rozpoznania pokonaliśmy zwykłą kominiarką. Kij bejsbolowy miał odstraszyć tych co mieliby przszkadzać w śpiewaniu. Pojawił się jednak nowy problem. Kominiarka tłumiła jego głos. Cóż Chylińskiej głosu to on nie ma mimo, że są do siebie podobni. Przypomniałem sobie wtedy, że mój kumpel ma tubę taką jaką się używa na pielgrzymkach. Miał też mikrofon do tej tuby. Wypożyczenie tego sprzętu kosztowało. Koleś nie chciał za 100PLN iść aż na rynek, więc w ramach oszczędności zawieźliśmy go dostawczym samochodem. No, wiecie nas trzech golas koło, którego nikt nie chciał siedziać no i ta wielka tuba. Poza tym musiał śpiewać na rynku, bo było tam najwięcej ludzi. Dojechaliśmy na rynek. pozostawał jeszcze problem utworu muzycznego, dla naszgo wykonawcy-playboy'a. Chciałem "Don't cry for me Argentyna", ale golas nie znał słów. Padło więc na "Bal wszystkich świętych". I dobrze, bo to nie było najważniejsze. Teraz już tylko wystarczyło wyjść z busa i zacząć śpiewać. Na początku trochę się wstydził, ale jak mu pokazałem tę 100PLN, to wyzbył się wszelkiego wstydu. Wyszedł na płytę rynku i zaczął śpiewać. Reakcje ludzi były raczej takie same. Wszyscy pokazywali go palcami i nikt nie próbował go zakrywać. Może im się podobało jak śpiewał? Wszystko to trwało może ze dwie zwrotki, bo pojawili się na rynku Policjanci. Im się chyba utwór nie spodobał. Może woleliby "Chłopcy radarowcy"? Ja bym to wolał na pewno. Nie pytaliśmy ich o gust muzyczny tylko wciągnęliśmy golasa do samochodu. Gliniarze też wrócili do swojego rajdowozu, bo zatrzymali nas po kilku kilometrach. Mówili coś o moralności i godności. Mówili bardzo głośno o różnych rzeczach. Mówili między innymi o mandatach. Jeden z nich to się nawet uśmiechał do naszego piosenkarza, a nasz piosenkarz się zaczerwienił. Cała zabawa kosztowała nas około 700PLN, ale było warto.

Kloshart