Ja
Jeśli Qn’ik opublikuje któryś z moich tekstów, jest szansa,
że opublikuje także ten. W tym nie napiszę o niczym ciekawym, bo napiszę
o sobie. Art. Nie będzie długi. O sobie na ogół nie ma co pisać. Piszę
go, bo chcę sprawdzić, czy są gdzieś ludzie tacy jak ja. (powinni być, chyba
jeszcze tak źle ze mną nie jest ). Piszę, bo chcę coś przekazać. Chcę przekazać
wam ludzie, że szukam. Chyba nawet sama jeszcze nie wiem czego. Moje życie
mi nie pasuje. To znaczy niby wszystko z nim w porządku. Mam kumpele i kumpli
w szkole, nauczyciele traktują mnie normalnie, wyglądam też chyba całkiem
zwyczajnie. Chcę wam jeszcze coś przekazać. Żebyście mi pomogli to znaleźć.
Żebyście mi udowodnili, że inni też szukają, i to nie są tylko wydumane wydumania
wydumanej licealistki.
Raczej nigdy się nie buntowałam. Nie łaziłam na imprezy, dyskoteki. Nie piłam
i nie paliłam. Nie przefarbowałam sobie włosów na czarno/czerwono/zielono
(niepotrzebne skreślić), by udowodnić sobie i innym jaka jestem wyjątkowa.
Nigdy nie zależało mi na nauce, ale nigdy jej nie olewałam. Po prostu żyłam
z dnia na dzień, tak jakoś nudno i szaro. Moja siostra stwierdziła, że później
będę niezłe ziółko. Bo inaczej nie możliwe by było, że jestem jej
siostrą. Ale mnie do tego nie ciągnie. Chcę czegoś innego.
Spotykałam ludzi i ludziska na swojej drodze. Fajnych, miłych, normalnych
ludzi. Żadna z tych osób nie była dla mnie przyjacielem. Byli kumplami,
znajomym, czasami nawet dobrymi. O facetach lepiej nie wspominać. Część z
nich była naprawdę spoko, ale ja zawsze odpychałam ich, myśląc z góry,
że i tak z tego nic nie wyjdzie. Przybierałam postawę cyniczną. W końcu zaczęłam
twierdzić, że faceci to miły, acz niekonieczny dodatek. Twierdzenie nie specjalnie
się zgadzało z tym co myślę. Nadal czekałam, jak głupia, naiwna małolata,
niewiadomo na co. Ja wiem, że takich listów do Qn’ka są pewnie tysiące.
Tysiące małolatów zwierzających się jakie do d... mają życie. Ale
oni znajdują w końcu swoja drogę. Buntują się, buntują, ale w końcu wyrastają
na coś w miarę normalnego.
A ja sobie siedzę. Przesiedzę tak chyba całe moje życie. Czasami maluję,
czy piszę głupoty. Słucham muzy i zagłuszam w sobie wszystko. Czytam, żyjąc
życiem książkowych bohaterów. Gram na kompie, zapomniając o moim życiu,
bo właściwie nie mam czego pamiętać. I nadal czekam. Tylko nie wiem na co.
Najgorsze, że tak naprawdę nie mam z kim pogadać. Nigdy jeszcze nikomu nie
zaufałam. I chyba nigdy nie zaufam. Może jestem nienormalna. Po prostu nie
umiem znaleźć sobie miejsca na tym świecie. To jest cholernie trudne.
Mam wszystko co powinnam mieć i sama nie rozumiem, czego mi tak naprawdę
brakuję. Nie chodzi o towarzystwo i rozrywkę. O znajomych nie trudno. Do
jakiejś dyski, czy knajpki też nie daleko. Ja nawet czasami lubię być sama.
Tyle, że teraz moje życie wydało mi się trochę puste. Takie jednolite, mechaniczne.
Kompletnie bez celu.
Świat jest piękny, wiem o tym. Chciałabym wreszcie naprawdę docenić jego
piękno. Czasami boję się, że kiedyś rzucę się na głęboką wodę. Boję się,
że będzie mi się wydawać, że znalazłam naprawdę to czego szukałam, a to będzie
kłamstwo. Że szukając czegoś na siłę, zniszczę siebie. To pewnie głupie.
Nie mam pojęcia, czy ktoś w ogóle zrozumie o co mi chodzi.
Pewnie wyszło mi w tym tekście narzekanie na bezsens życia. A to nie prawda.
Każde życie ma jakiś tam swój mniej lub bardziej głęboki sens. Tylko
trzeba go znaleźć.
Wszystkie dziwne subkultury, w których inni znajdują sobie miejsce,
jakoś do mnie nie pasują. Dla mnie skejcik /żelik /metalowiec /czy też ktokolwiek
inny nie różni się między sobą. Każdy z nich po prostu czuje się lepszy,
że należy do tej swojej zamkniętej grupki. Ale oni przynajmniej mają swój
świat.
Może gdybym miała więcej odwagi podpisałabym ten tekst swoim prawdziwym imieniem
i nazwiskiem. Ale nie mam.
Novinha
( theprisoner@wp.pl )