No właśnie,
co dalej?
Nie wiem, siedzę w domu, sam - samotny(?)
Znowu nie wiem.
Choć... za drzwiami rodzice, siostrzyczka, chomik, ...
Dziewczyna na studiach, a ja jeszcze siedzę w LO...
I co dalej?...
Czy gdybym zapytał Ciebie i co dalej ? Wiedziałbyś?
Ludzie!!!!!, mam 18 lat, a jestem znudzony życiem...
Nie chce mi się nic: uczyć, kochać, śmiać,... żyć
Ktoś pomyśli: "ten to ma problemy w życiu", ale tak nie jest.
Mam kochających rodziców, dziewczynę za którą niejeden dałby się pociąć, w razie
problemów znam kogo trzeba, kasy też mi nie brakuje, niezłe perspektywy: studia,
praca, itp.
Ale mi się nie chce!!!!!!!
Znowu uważny czytelnik pomyśli: "ten to ma problemy, spróbowałby żyć za 500 zł
miesięcznie na całą rodzinę..."
I co z tego?
Ja CHYBA nie potrafię być szczęśliwy. Owszem zdarzają się różne chwile, z
których nierzadko się śmieje, ale są to krótkotrwałe uniesienia.
W gruncie rzeczy jestem sam, nie wiem, chyba nie potrafię żyć w stadzie, ale
najlepiej czuje się SAM.
Mój pokój to moja twierdza. Kiedyś miałem sporo kumpli, nieźle się bawiliśmy
(piwko, wódeczka, tra******, imprezy, no i to co była najważniejsze -
dziewczyny), później zamieniłem ich towarzystwo na płeć piękną. Kumple patrzyli
na mnie i z zazdrością i z podziwem, zdarzało mi się iść, jechać na imprezę w
skali 1:6-7 (ja vs. 6,7 dziewczyn, a prawie z każdą z nich wielu by chętnie
pofiglowało ;)
Teraz to już nawet na imprezy nie chce mi się chodzić,
będąc szczerym, w szkole i tak zawsze próbuje otaczać się dziewczynami (jak mi
kiedyś jedna ładnie powiedziała "z kwiatka na kwiatek") ale to nie to.
A seks? - powie ktoś inny.
Co z nim?
Uwierzcie, to też może się znudzić, w trakcie jest cudownie, ale później?
Spotykałem się z różnymi dziewczynami, każda z nich miała podobno to coś, co
ciągnie do nich facetów, jak muchy do lepu.
Każda mnie nudziła.
Teraz mam rekord, prawie 12 miesięcy, ale w już w pierwszy dzień ją
zdradziłem...
Nie jestem z siebie dumny. Robiłem rzeczy, o których chciałbym teraz zapomnieć,
ale się nie da.
Żeby było śmieszniej, tyle razy jej skłamałem, że nie potrafię już nawet sobie
zaufać.
Kiedy myślę o sobie, co w moim życiu było ważne.
Sport - w mojej dyscyplinie - z******* byłem niezły (jednak, nie aż tak dobry
jak bym chciał), ale kochałem trenować, tak naprawdę to w życiu kochałem tylko
je. Niestety, w życiu jak to w życiu, kontuzja, teraz nawet gra w piłkę może
skończyć się dla mnie na wózku...
Teraz zostały mi tylko wspomnienia i liczne kontuzje.
Moja dziewczyna stwierdziła, że żyje przeszłością. Pewnie ma racje, na pewno ma
racje.
Ale ja nie wiem co dalej robić.
Nie mam ochoty na nic.
Tak patrzę na to co do tej pory wyskrobałem, zastanawiam się, po co to?
Znowu nie wiem.
Jeśli doczytałeś do tego miejsca, to... współczuje.
Sam już pewnie zauważasz, to co ja. Bo tak sobie myśle, że dla "normalnego"
człowieka (poojawia się jednak pytanie, kto w dzisiejszym świecie jest w pełni
normalny?) to co tu napisałem nie ma ani ładu, ani składu...
I co dalej?
Nie wiem.
Przyszłość pokaże.
...Oprych
cdn???