Ciąg dalszy nastąpi... za parę dni
czyli: noś, noś, noś długie... glany
czy jakoś tak...
Otoczony wielkimi, szarymi zabytkami architektury późnogierkowskiej czułem się
nieco nieswojo. Bo jak człowiek, który całe życie mieszka na odludziu, a raz na
parę miesięcy trafi na wielkomiejskie blokowisko ma nie czuć się nieswojo?
Kierowałem się w stronę centrum miasta mając nadzieję, że nie zbłądzę gdzieś po
drodze.
Empik znalazłem w tym samym miejscu, co zwykle i nie mogąc się powstrzymać od
zajrzenia do środka w parę minut później jednym okiem przeglądałem półki z
płytami a drugim zerkałem do rubryki Ludzie & Ludziska w AR. (A ile musiałem się
naprosić, żeby mi odfoliowali nowy numer CDA) Nagle coś mi podpowiedziało by
odświeżyć repertuar mojej szafy grającej czymś z otaczających mnie półek. W celu
sprawdzenia stanu gotówki sięgnąłem do kieszeni i ku swojemu zdziwieniu
znalazłem jej tam dużo więcej niż się spodziewałem.
'Na co mi tyle pieniędzy??? Hmmm....... No tak.'- powiedziałem, nagle
przypominając sobie cel mojej wyprawy. Spojrzałem na zegarek, podziękowałem za
CDA i szybko opuściłem sklep kierując się w dół ulicy.
Brama Starówki, deptak, jakiś dzieciak wciska mi zaproszenie do sklepu gdzie
wszystko jest za 4,90 (dobrze że nie 3,50 ;)) chyba się tam nie wybiorę, sporo
ludzi na ulicy, jakby na przekór nim kropiący deszcz, mijam salon RTV, sklep
muzyczny, naprzeciwko jakaś restauracyjka, obok sklep z ciuchami dla kobiet,
dalej pamiątki, a koło nich, TAK, jest tutaj - sklep firmowy Heavy Duty. W tym
momencie wszystkim, którym mówi coś ta nazwa jasny stał się cel mojej wyprawy.
Pozostałym wyjaśniam:
Jestem człowiekiem lubiącym wszelkie zmiany, a najbardziej oczywiście te
dotyczące mnie samego, te które sam świadomie podejmuję. Wychodzę z założenia,
że aby czerpać satysfakcję z życia musimy się rozwijać. A żeby się rozwijać
powinniśmy nieustannie coś w sobie zmieniać, ulepszać, dążyć do doskonałości...
Naturalnie głównym polem tych czasem burzliwych zmian moja psychika, osobowość
moje "ja", gdzie ścierają się przeróżne tendencje starające się wykreować mój
styl bycia. Za przeobrażającym się charakterem próbuje nadążyć gust i
upodobania. I tak pojawiają się i znikają płyty w mojej kolekcji zmieniają się
plakaty wiszące nad łóżkiem, zmienia się także mój wygląd zewnętrzny (fryzura,
sposób ubierania itd.)
I tu dochodzimy do półki z glanami w sklepie Heavy Duty i pytania 'Nie macie
może takich nr 45?' zadanego tej miłej dziewczynie, która spytała czego szukam.
Zamierzałem nieco zmienić swój wygląd, tak by bardziej odzwierciedlał to jaki
jestem. Zamierzałem zmienić wygodne i leciutkie adidasy do których przyzwyczaiły
się już moje stopy na stylowe, ciężkie czarne glany...
cdn. za parę dni
Zanurzenie stóp w chłodnej wodzie. Ulga. Hadeki prezentują się nieźle, ale nie
leżą idealnie. Nieostrożnie przedsięwzięta wyprawa nad jezioro zaowocowała
poobcieranymi stopami. Jeszcze kilka kroków i dojdę do brzegu. Wreszcie zdjęte
glany, spodnie podwinięte do kolan, stopy zanurzone w chłodnej wodzie. Ulga...
Jezioro. Ciemnozielona woda,. Cypelek, a zanim zatoka. Uśmiech mimowolnie
pojawiający się na twarzy. Wspomnienia wracają. Nic się tu nie zmieniło.
Jeszcze. Tylko woda jakby chłodniejsza. Przynosi obtartym stopom ukojenie. Rzut
oka na glany...
Kilka dni goiły mi się odciski. Zbyt mądry to ja nie byłem. Wybrać się na
dwugodzinna wycieczkę w nowych butach... Ale w końcu uczymy się na błędach,
najczęściej na swoich... Nawet dlatego warto czasem coś zmienić. Nawet dlatego
żeby popełniać błędy, żeby wyciągnąć z nich jakąś naukę, żeby z tych
popełnionych błędów skorzystać.
A w glanach i tak będę chodził. Muszą się tylko rozchodzić, dopasować do
kształtu nogi. Nawet teraz gdy to piszę mam je na sobie. Dobrze, że nikt mnie
nie widzi jak tak sobie siedzę z trepami opartymi o kant stołu i skrobię coś w
zeszycie. Obok leży nowy numer CDA. Nie mogę poczytać AM, bo prąd mi odcięli.
(Uroki mieszkania na odludziu) Włosy opadają mi na oczy zasłaniając tekst.
Obciąć je? A przecież tak chciałem mieć długie włosy... To miał być podstawowy
element nowego image'u. Długie włosy, glany.... ale bez czarnych ubrań. Raczej
jasne, pastelowo-pstrokate kolory. Taki miał być mój własny styl. Tyle, że glany
obcierają mi stopy, włosy włażą mi do oczu... Pożyjemy zoba... O, jest już prąd.
cdn. za parę dni
Wróciłem z Hawajów. To znaczy nie tyle z Hawajów co... zresztą... a nieważne,
zacznę inaczej. Nie wiem czemu przypomniał mi się dziś plecak koleżanki z
podstawówki, który nosiła do szkoły chyba w siódmej klasie. Było to takie czarne
skórzane cudo z powypisywanymi wzdłuż i wszerz korektorem fikuśnym charakterem
pisma "złotymi myślami" autorstwa tejże dziewczyny. Jedna z nich porównywała
życie do papieru toaletowego, mówiąc, że jest ono długie, szare i ogólnie do...
Dziś wracając z Hawajów doszedłem do wniosku, że jej zdanie podziela
przynajmniej połowa ludzi na tym świecie. Co chwila słyszę, że ta nudna
codzienność jest nie do zniesienia. Tego dobija monotonia. Tamtemu nie chce się
żyć. Ludzie wegetują przeżywając długie, nudne dni różniące się czasem jeden od
drugiego jedynie kartką w kalendarzu. Spoglądając rok, dwa, kilka lat wstecz
widza siebie robiących to samo co w danej chwili.
Czy ty też chcesz popaść w syndrom Dnia Świstaka? Czy chciałbyś, wspominając w
Sylwestra miniony rok, dojść do wniosku, że nie masz czego wspominać?
'Oczywiście, że nie, ale nic nie poradzą na to, że wpadam w rutynę codzienności'
- odpowiesz.
Otóż jest na to sposób. Bardzo prosty. Genialny w swojej prostocie. Masz go cały
czas przed oczyma dlatego pewnie nie zdajesz sobie sprawy z tego, że jest on
lekarstwem na monotonię. Chodzi o to, aby w miarę regularnie, ale całkiem
spontanicznie zmieniać cos w swoim życiu. Prawda, że proste? Że co? Że to nic
nie da? A próbowałeś? To może zaczniesz od dziś?
Zacząć możesz od takich zupełnych głupstw - przejdź się do szkoły/pracy drogą,
zamiast jedzenia obiadu jak co dzień wybierz się do jakiejś dobrej pizzerii,
porozmawiaj z kolegą z pracy, którego znasz tylko z widzenia, zapisz się na kurs
hiszpańskiego, pogadaj na czacie z dziewczyna z Urugwaju, pożycz od znajomego
płytę z muzą za którą nie przepadasz, napisz coś do AM, kup sobie sierp (Hi
Donald !!! : )) Nie uwierzysz jak łatwo można przejść z takich głupstw do
bardziej radykalnych postanowień jak od dzisiaj sypiam tylko weekendy, rzucam
prace, poszukam sobie lepszej (vide American Beauty) czy 'Wiecie co, będę
hodował długie włosy' (that's me in the corner : ))
cdn. po kolacji
Z chodzeniem w glanach wiąże się parę rzeczy, czynności, przeżyć właściwych
tylko temu typowi butów.
Pastowanie. Niby takie nieznaczące nic zajęcie. Stara szmata zgarnia z głębi
okrągłego pojemnika czarną maź i powolnymi ruchami rozprowadza ją po gładkiej
powierzchni. Raz na kilka dni.
Sznurowanie butów. To nie adki, które można nosić niezawiązane. Chwytasz
koniuszkami palców za sznurówkę przy drugiej dziurce. Zaciągasz do oporu.
Następna dziurka, to samo. Zbliżając się do cholewki skórę otulającą się coraz
szczelniej wokół twojej stopy. Na koniec nieco wzmacniasz uchwyt. Sznurówki
wędrują wokół nogi i z powrotem, trochę manipulacji palcami i kokardka gotowa.
Idziemy.
Samo chodzenie zresztą może sprawiać przyjemność. Przyczyną są kroki. Tak, kroki
które słychać. Idąc ulica do twoich uszu dobiega stukot butów o płytki
chodnikowe. Po prostu słyszysz jak idziesz. Czujesz że idziesz. Spacerem, w
pośpiechu, ważne, że idziesz. Jak to mówią w tej reklamie:
"Don't be afraid of moving slowly. Be afraid of sanding still. Keep Walking.
Johnnie Walker" : ))
Cdn. za parę dni
albo nie, starczy już tego dobrego
#Rainman#
wrzesień 2002
shappy_rainman@gazeta.pl
PS. Tym razem nie słuchałem nic z płyty "Automatic" R.E.M-u,
bo koleżanka mi ją zabrała.
PS2. Kie-dy jes-teś pię-kny i mło-dy
Nie, nie, nie, nie za-pu-szczaj wą-sów ani bro-dy
Tylko noś, noś, noś dłu-gie wło-sy jak my
Musiałem, po prostu musiałem to napisać.
PS3. Bo naj-lep-szy spo-sób...
Echmmmm...... no właśnie...