Antoni
przygody pana Antoniego - jak najbardziej normalnego człowieka



      Zauważyliście co ostatnio się dzieje w Action Magu? Jedne wielkie menelstwo i żulerstwo. Wszędzie widać przygody osobników reprezentujących ww. cechy ich zapewne jakże chorego charakteru. I czy to się wam nie znudziło? Czy nie dość macie tego chłamu, który zapycha wasze cenne szare komórki swymi niezbyt ciekawymi przygodami. W dodatku tacy osobnicy na pewno nie reprezentują sobą zbyt wysokiego poziomu i nie sadzę by były dobrym przykładem do naśladowania przez niekiedy młode osoby czytające AM (jak np. ja :)). Dlatego też postanowiłem wziąć tą sprawę w swoje ręce i zaapelować by skończyły się te monotonne i nie wnoszące niczego nowego arty o przygodach Juzefów, Vieslawów czy innych Ździchów. Dodatkowo postanowiłem dla zaakcentowania mego postulatu napisać wzruszającą historię o jak najbardziej nie zwyczajnym człowieku jakim jest pan Antoni. Jest on bardzo wrażliwą osobą, o bardzo ciekawym życiu nie naznaczonym żadnymi kryminalnymi wątkami. Na pewno Antoni jest osobą godną naśladowania w naszym życiu - dlatego też czytając jego przygody porównuj je z tymi, które spotykają osobników wykreowanych na żuli i meneli. Bądźcie obiektywni, choć i tak wiem, że pan Antoni bije ich wszystkich na głowę. Zaczynajmy więc jego opowieść.

      Antoni został wyrwany ze swego spokojnego snu przez miarowy odgłos budzika szwedzkiej firmy. Powoli wstał, przecierając knykciami swe zaspane oczy. Poszedł do łazienki. Tam dokładnie umył swe nieskazitelnie czyste zęby. Potem wziął poranny prysznic i ubrał się w swój elegancki garnitur wyprasowany przez niego wczorajszego dnia. Następnie zrobił sobie kanapkę z żółtym serem, ponieważ był piątek a w piątek jest post, którego jako wierny chrześcijanin Antoni zawsze przestrzega. Po zjedzeniu kanapki wypił zieloną herbatę. Wziął teczkę z przygotowanymi wczoraj dokumentami potrzebnymi w pracy, do której zaraz miał się udać.
      Do kancelarii prawnej, w której pracuje dojechał swoim ekskluzywnym samochodem Skoda Fabia. Nie spiesząc się wszedł po schodach po wnętrza budynku, a potem windą wjechał na ósme piętro gdzie znajdowała się kancelaria. Dotarłszy do niej zauważył, że nie zabrał ze sobą drugiego śniadania w skład, którego wchodził chrupki chleb posmarowany nisko procentowym masłem z naturalnym pomidorkiem. Z żalem stwierdził, że będzie musiał się zwolnić ze swej najukochańszej pracy, by pójść do baru sałatkowego po drugiej stronie ulicy. Na szczęście jego szef był bardzo wyrozumiały i nie potrąci mu za to z pensji. Antoni uśmiechnął się w myślach "Jakie to ja mam wspaniałe życie - niczego mi w nim nie brakuje. Powinienem dziękować za nie Bogu!". Tak pomyślawszy zmówił krótką modlitwę dziękczynną i powrócił do swej pasjonującej pracy.
      Dzień minął tak jak każdy inny - bez żadnych niespodziewanych, szkodzących na zdrowie naszego Antoniego sytuacji. W spokoju nasz bohater kładł się spać z przeświadczeniem, że przeżył kolejny, dobrze spełniony, pożyteczny dzień. Z taką myślą zasnął zmówiwszy przedtem dziesiątkę różańca.
      Obudził go miarowy dźwięk budzika wyprodukowanego w kraju, którego stolicą jest Sztokholm. Poszedł do łazienki przecierając swe, klejące się jeszcze oczy. Następnie umył zęby i wziął prysznic. Teraz jak co sobotę odbywały się poranne ćwiczenia Jogi. Przez półgodziny Antoni rozciągał swe już i tak bardzo elastyczne ciało. Potem przebrał się w swój sportowy strój oryginalnej duńskiej firmy i poszedł biegać. Po godzinie wrócił do domu i wziął prysznic spłukując z siebie pot. Po wykonaniu tych czynności przebrał się w swój gorszy garnitur na wypadek gdyby przyszli nie spodziewani goście. Teraz mógł sobie pozwolić na zjedzenie śniadania. Ponieważ była sobota to pan Antoni według swej diety, którą obliczył na podstawie ruchu obiegowego Marsa wokół Słońca zjadł gotowaną brokułę ze specjalnie przygotowanym sosem składającym się z niskoprocentowego masła i poszatkowanych dwóch ząbków czosnku. Z apetytem zjadł swą porcję a resztki wyrzucił do specjalnego pojemnika na odpady spożywcze. Dwa razy w tygodniu jeździł do swego wujka na wsi i tam dawał te odpadki kurą i gąską.
      Teraz gdy spełnił swe wszystkie powinności miał dwie godziny czasu wolnego. Wykorzystał go czytając ambitną powieść "Dwa serca i dwa głazy" znanej wenezuelskiej powieściopisarki. Przy ostatnich stronach tej książki Antoni wzruszył się niemiłosiernie i nie mógł powstrzymać łez napływających mu do oczu. Gdy dał upust swym emocjom dokładnie wytarł mokre policzki jednorazową chusteczką higieniczną, a potem wysmarkał nos.
      Była już późna godzina popołudniowa więc Antoni wziął się za gotowanie zupy szparagowej za którą bardzo przepadał. Po godzinie była gotowa i nasz bohater przystąpił do konsumpcji. Ze smakiem zjadł dwa talerze tego pysznego posiłku i poszedł przygotować się do poniedziałkowej pracy. Pracował w sobotę ponieważ jako dobry chrześcijanin uważał niedzielę za dzień święty i wolny od pracy. Dlatego też wszystko potrzebne na poniedziałek przygotowywał już w sobotę. Gdy skończył pracować wypił półlitrowy kefir i poszedł się umyć do łazienki. Gdy z niej wyszedł z zadowoleniem zauważył, że wykonał wszystkie swe obowiązki i ma jeszcze godzinę wolnego czasu! Z uśmiechem na twarzy poszedł do swej sypialni, położył się na łóżko i włączył swój ulubiony serial produkcji paragwajskiej "Emila i Mafeiro". Po zakończeniu tej mimo iż nisko budżetowej ale jednak traktującej o samym życiu produkcji poszedł spać po uprzednim zmówieniu pacierza. Zasnął z myślą, że przeżył kolejny, dobry dzień...


      Jak na razie to wszystko - kolejne części chyba nastąpią. I mam nadzieję, że będę jeszcze lepsze od tej pierwszej! Bo czyż takie coś nie jest piękniejsze i ciekawsze od tych różnych Juzefów itp.?! Przecież tutaj można spotkać normalnego człowieka, który sam zapracowuje na swój dorobek - pokazuje nam jak być samodzielnym. To tyle na razie.

Krótki skrót: w następnym odcinku Antoni spotka... przekonacie się o tym sami

PS. Zakładam fan klub Antoniego! Kto jest chętny pisać na mój adres.

Faramir
skrobnij coś do mnie