Bycie kotem


     

Jestem kotem, ale nie takim milutkim zwierzaczkiem, który miauczy i mruczy. O nie! Jestem kotem zupełnie innego rodzaju. Jeżeli wam powiem że w tym roku szkolnym zasiadłem w licealnych ławkach po raz pierwszy to już każdy wie o co chodzi (i to wcale nie jest śmieszne).

2 września poszedłem sobie po raz pierwszy do Liceum (jako uczeń). Pomijam fakt, że nie znałem tam nikogo. Na początku nie zdawałem sobie sprawy z obyczajów jakie panują w szkołach średnich. Oczywiście słyszałem o wypadkach drastycznych. Ale zwykle myślałem, że mnie one nie dotyczą. I nagle stało się. Znalazłem się w budynku pełnym psów, którzy już myślą jak tu dobrać się do zagubionego kotka. Jeszcze jako pierwszy dzień (2 września) minął bez incydentów, tak już następny nie. Przez 2 lata w gimnazjum byłem rocznikiem najstarszym, a tu nagle taki wstrząs. No, ale nic, poznałem obyczaje w Liceum. Niektórzy moi koledzy wiedzą ile zapałek trzeba aby zmierzyć parapet. Co niektórzy wiedzą również jaki jest obwód sedesu (oczywiście również w zapałkach). Czasami trzeba popisać się znajomością hymnu, lub innej znanej (niekoniecznie lubianej) piosenki, tj. "Szła dzieweczka do laseczka". I takie inne. Nie było by nic w tym dziwnego gdyby nie to, że piosnkę tę trzeba zaśpiewać głośno (drzeć się na cały głos) siedząc na kiblu. Pomysły są najróżniejsze, a pomysłowość starszych "kolegów" nie zna granic. Nie mówię tu już o tak popularnej czynności jak wołanie kotów, w wiadomy sposób. Oczywiście wykluczam w tych zachowaniach takich rzeczy jak napisanie nożykiem na rączce słowa KOT. Takie sprawy to już przesada. Oczywiście nie mówię, że te wyżej wymienione należą do przyjemności, ale ludzie opamiętajcie się! Zauważyłem również, że zaciekawienie kotami mija po pierwszym tygodniu (no może po dwóch). Później to już można czuć się w miarę bezpiecznym. Oczywiście tylko wtedy jeżeli nie podpadniesz swojemu starszemu "koledze". Ja sam nie mam znajomości w klasie starszej, ale po miesiącu chodzenia do szkoły wiem komu nie należy wchodzić w drogę, a kogo można sobie olać (wierzcie mi są i tacy starsi "koledzy"). Jednym słowem, jeżeli jesteś osobą nie wyróżniającą się z tłumu, nie izolujesz się od klasy i masz odrobinkę szczęścia to żaden pies nie powinien cię zauważyć. A jeżeli cię zauważył? To niestety wywiąż się z kociego obowiązku i uratuj innych kotów od tego zadania.

Zdaję sobie sprawę, że większość czytelników AM to ludzie w klasach maturalnych i trzecioklasistów. Ciekaw jestem jak wy odbieracie całą tą "zabawę", hę?

KOTY NIE ŁAMCIE SIĘ!

 

KOT Dishman